|
|
Damian Lisiecki i jego gracze w piątek nie pozostawili złudzeń ekipie kaliskiego Colmana (fot. Krzysztof Kaczyński)
|
W pierwszym meczu fazy play-off II ligi siatkarzy AZS UAM Poznań pokonał we własnej hali Colmana Kalisz 3:0. Przyjezdni nawiązali walkę tylko w trzeciej partii. Jeśli nie chcą wracać nad Prosnę z bagażem dwóch porażek, do soboty (godz. 18.00) muszą całkowicie odmienić swoją grę.
Już po kilku akcjach można było przyjmować zakłady, że piątkowe spotkanie wygra ten zespół, który odniesie zwycięstwo w pierwszym secie. Obie ekipy wyszły na parkiet bardzo zmobilizowane. Tyle tylko, że ta mobilizacja nie zawsze przekładała się na dobrą grę. Sporo było nerwowości i błędów. Pierwsi przełamali się gospodarze. Od stanu 17:17 wygrali trzy kolejne akcje i nie dali się już dogonić. - Dobrze weszliśmy w mecz. Udało nam się porządnie rozgrzać w tej pierwszej partii i potem już wszystko poszło po naszej myśli - mówił zadowolony kapitan akademików Łukasz Murdzia.
Dobra rozgrzewka to jedno, ale prawda jest taka, że Colman nie utrudniał zbytnio życia rywalom. Dowód? Trener AZS Damian Lisiecki w całym spotkaniu nie dokonał ani jednej zmiany i tylko raz był zmuszony wziąć czas. Po drugiej stronie siatki sytuacja wyglądała zupełnie odwrotnie. Roszady personalne i taktyczne na niewiele się jednak zdały. Zawiódł zwłaszcza Adam Łukasik. Choć w każdym secie wychodził na parkiet w pierwszej szóstce, to przynajmniej w partiach numer jeden i dwa kaliszanie nie mieli z niego wielkiego pożytku. - Niestety, ale tak właśnie było - przyznał samokrytycznie 26-letni przyjmujący. Lider ekipy Mariana Durleja bardzo słabo spisywał się w każdym elemencie. Miał problem z przebiciem się przez poznański blok, a jeśli już mu się to udawało, często atakował w aut. Nie potrafił odrzucić rywala od siatki zagrywką, a do tego kiepsko radził sobie w przyjęciu. - Nie wiem co się stało. W ogóle się dziś nie czułem. Przeciwnicy grali cały czas na mnie, a ja nie potrafiłem się odnaleźć - mówił załamany. Kaliscy szkoleniowcy zdejmowali go już w połowie dwóch pierwszych partii, ale to niewiele dało. Dawid Kowalewski nie jest jeszcze gotowy, aby być kołem zamachowym gry Colmana.
Szarpał Krzysztof Porada. Grał dobrze, ale sam nie mógł praktycznie nic wskórać. Rozpędzeni gracze z Poznania doskonale wiedzieli, że skrzydła są mocną bronią przyjezdnych. Zablokowali całą masę piłek, które zbijali z tego miejsca kaliszanie. Nie pomogły zmiany rozgrywającego. Ani Patryk Spychała, ani Mateusz Skadłubowicz nie potrafili na dłuższą metę oszukać poznańskiego bloku.
Dopiero w trzeciej partii goście jakby złapali odpowiedni rytm. Przyspieszyli grę i przez większość tego seta prowadzili. W pewnym momencie nawet trzema punktami. Co z tego, skoro od stanu 20:18 stracili siedem "oczek" z rzędu! Decydująca była chyba najdłuższa wymiana piątkowego meczu, po której akademicy doprowadzili do remisu 20:20. W tym momencie z kaliskiego zespołu całkowicie zeszło powietrze. - Fatalnie to wyszło. Nie kończyliśmy ataku z pierwszej piłki i to był klucz do sukcesu naszych rywali. Do tego doszło słabe przyjęcie i nieumiejętność zablokowania krótkiej piłki - mówił wyraźnie zdenerwowany Durlej. - W play-off gra się jednak do trzech zwycięstw i to nie jest tak, że jeśli dziś poznaniakom poszło łatwo, to tak będzie zawsze. Jeśli poprawimy choć trochę naszą grę, jesteśmy w stanie tutaj wygrać - dodaje. - My oczywiście cieszymy się ze zwycięstwa, ale już teraz myślimy o tym, żeby jak najlepiej się zregenerować, bo jutro na pewno czeka nas kolejna ciężka bitwa - kończy Murdzia.
AZS UAM Poznań - Colman Kalisz 3:0 (25:22, 25:12, 25:20)
AZS UAM: Kaczmarek, Obuchowicz, Domonik, Murdzia, Lisiecki, Janiak, Nieboj (libero).
Colman: Spychała, Lipa, Janczak, Melnarowicz, Łukasik, Porada, Wroniecki (libero) oraz Kowalewski, Lis, Skadłubowicz, Sęk.
|