|
|
Od lewej: Marcin Iglewski, Adam Łukasik i Łukasz Murdzia - liderzy wielkopolskich drugoligowców (fot. Magdalena Sobkowiak/Krzysztof Kaczyński)
|
- Sezon dopiero się zaczyna - mówią zawodnicy, trenerzy, działacze i kibice siatkówki męskiej z Wrześni, Poznania i Kalisza. Chociaż drużyny z tych miast o drugoligowe punkty biją się już od października, to prawdziwa walka czeka je dopiero teraz. W piątek startuje faza play-off. Na początek starcie AZS UAM - Colman.
Wszystko, co było do tej pory nie ma już najmniejszego znaczenia. Choć na dwie kolejki przed końcem rundy zasadniczej wydawało się, że układ pierwszej czwórki będzie wyglądał nieco inaczej. O pierwsze dwa miejsca mieli bić się kaliszanie i ekipa z Wrześni. Akademicy z kolei szykowali się na wyjazdową inaugurację play-off. Ten ustalony wcześniej porządek zburzyła jednak sensacyjna porażka Colmana w Sulęcinie (0:3). To głównie przez tę wpadkę podopieczni Mariana Durleja wylądawali na najniższym stopniu podium, a na dodatek rywalizację zaczną dzień wczesniej (piątek, godz. 17.00), niż zakładał terminarz wyznaczony przez PZPS. Poznianiacy byli bowiem przekonani, że do pierwszej dwójki się nie załapią i zgodzili się, aby w hali na Morasku w najbliższy weekend odbyła się inna impreza. Po ostatniej kolejce było już za późno, żeby wszystko odkręcać.
To jednak nie powinno mieć żadnego wpływu na przebieg derbowej rywalizacji. - Nasza gra wygląda coraz lepiej pod względem motorycznym i taktycznym. Choć mówię to z przykrością, to Colman będzie musiał wrócić do domu z bagażem dwóch porażek - odgraża się drugi trener akademików Łukasz Murdzia, który jeszcze rok temu odpadł z kaliską ekipą w półfinale play-off z... AZS UAM. Dziś nikt już do tej historii nie wraca. Nawet nad Prosną. - Otwiera się przed nami ogromna szansa. Rywal wzmocnił się znacząco przed tym sezonem, ale możemy z nim spokojnie wygrać. Musimy tylko zagrać na sto procent możliwości i wystrzegać się błędów własnych - mówi trener Durlej.
To chyba będzie klucz do zwycięstwa zarówno jednych, jak i drugich, bo zaskoczyć rywala będzie trudno. Oba zespoły znają się przecież doskonale. W ciągu dwóch ostatnich sezonów grały ze sobą ośmiokrotnie. Bilans na razie na korzyść AZS (5:3). Teraz siatkarze ze stolicy Wielkopolski mają zamiar jeszcze go poprawić. - Siłą Colmana są skrzydła, ale jeśli postawimy tam dobry blok, to będzie im bardzo ciężko - zdradza sposób na przeciwnika Murdzia. - Dla mnie najważniejsza będzie dobra zagrywka - odpowiada zapytany o to samo szkoleniowiec kaliskiej ekipy, która specjalnie z myślą o najbliższych spotkaniach wyprowadziła się ze swojej kameralnej salki przy Łódzkiej i przez ostatnie dni trenowała w zbliżonej gabarytowo do obiektu na Morasku Kalisz Arena.
Poznańsko-kaliskiej rywalizacji z boku - i to dosłownie - przyglądać będą się gracze wrzesińskiego Krispolu. - Wybieramy się na piątkowy mecz - wyjawił Krzysztof Wójcik. To prawdopodobnie z jego zespołem przyjdzie się zmierzyć zwycięzcy pojedynku Colman - AZS. - Z ferowaniem wyroków byłbym ostrożny. To jest jednak play-off i to w drugiej lidze, gdzie każdy może wygrać z każdym - przestrzega opiekun pomarańczowych. W jego słowach więcej jest chyba jednak kurtuazji, niż realnej oceny sytuacji. Sobieski Żagań, z którym w pierwszych meczach zmierzy się u siebie Krispol (sobota godz. 18.00, niedziela godz. 12.00) przy wielkopolskiej trójce jest jak ubogi krewny. Choć beniaminkowi szans nikt nie odbiera, to raczej trudno spodziewać się, aby zdołał wyeliminować drużynę, która do tej pory przegrała zaledwie jeden mecz. Siatkarze z Żagania zakończyli rundę zasadniczą z... dwudziestopunktową stratą do swojego najbliższego rywala.
|