Z pierwszej ręki:

Koszykówka - PLKK: Inea AZS Poznań - Odra Brzeg 53:65, Energa Toruń - MUKS Poznań 90:81         Siatkówka - I liga kobiet: PLKS Pszczyna - Piecobiogaz Murowana Goślina 0:3         Piłka ręczna - I liga mężczyzn: GSPR Gorzów - Arot Astromal Leszno 29:25         Piłka nożna - mecze sparingowe: Jarota Hotel Jarocin - Zagłębie Lubin (ME) 0:0, Nielba Wągrowiec - Sokół Kleczew 3:1

Jutrzenka
Patronat klubom
Okoń na półkach
3 lutego nakładem Wydawnictwa Red Box w oficjalnej sprzedaży ukazała się książka...... więcej »
WITOLD ROJEK
(fot. Andrzej Grupa)
Trzymam kciuki za Kalisz i Ostrów

WIELKOPOLSKI SPORT: Od sześciu miesięcy pańskie nazwisko nie pojawia się już w mediach sportowych. Dzwonimy więc z pytaniem, co słychać u Witolda Rojka?

 

WITOLD ROJEK: Na razie odpoczywam po ponad dwóch latach pracy w Kaliszu. Nie zajmuję się sportem w ogóle - ani młodzieżowym, ani seniorskim. Nadrabiam zaległości w tych obszarach życia, które były do tej pory niedostępne ze względu na charakter pracy trenerskiej, a więc rodzina, znajomi, przyjemności (śmiech).

 

Ale to chyba nie znaczy, że powiedział pan już definitywnie pas?

 

Myślę, że nie. Dopóki są chęci, energia i w coś z tamtych rzeczy zostało w głowie, to pewnie będzie mnie ciągnęło do sportu jeszcze za jakiś czas. Na razie nie odczuwam potrzeby, żeby koniecznie szukać jakiegoś zajęcia.

 

Właśnie minęło pół roku odkąd nie jest pan już szkoleniowcem Szczypiorna. W ciągu tych sześciu miesięcy śledził pan to, co dzieje się w Kaliszu?

 

Dość pobieżnie. Nie byłem niestety na żadnym meczu, ale czytałem artykuły w prasie i internecie. Serce rosło, kiedy dowiadywałem się przyjemnych rzeczy i trochę bolało w sytuacjach, kiedy coś się nie udawało. Na pewno bardzo cieszy fakt, że dużym sukcesem zakończyły się Akademickie Mistrzostwa Polski (kaliszanie zdobyli brązowy medal - red.), szkoda notomiast, że po sezonie odeszło kilku chłopaków.

 

Jedną z kwestii spornych pomiędzy panem a zarządem były wzmocnienia. Już w trakcie sezonu stwierdził pan, że bez świeżej krwi nie ma co marzyć o awansie. Działacze byli odmiennego zdania. Okazało się jednak, że to pan miał rację. Z perspektywy czasu odczuwa pan jakąś satysfakcję z tego powodu?

 

Nie. To, że sformułowałem taką teorię, wynika z mojego doświadczenia. Podobną sytuację przerabiałem już kilka razy - m.in. w Zielonej Górze, gdzie najzdolniejsi chłopcy po półtorarocznej pracy ze mną też odchodzili grać do ekstraligi czy klubów zagranicznych. Tam też w obliczu planów awansu do ekstraklasy zaproponowałem wzmocnienia, ale decyzje podjęte przez zarząd były identyczne jak w Kaliszu. A proszę zwrócić uwagę, że nawet te zespoły, które dziś grają na najwyższym poziomie i tak się wzmacniają, bo przecież zawsze musi być świeża krew w drużynie. Choćby po to, aby czymś zaskoczyć przeciwnika. Nie można do tej kwestii podchodzić tak zaściankowo, mając klapki na oczach. Nie posłuchano mnie, ale to dla mnie żadna satysfakcja, bo jest to stracony czas mój i zawodników, którzy liczyli na coś więcej. Wystraczy podać przykład Kuby Tomczaka, który wybija się w tej chwili, a mógł spokojnie grać w Kaliszu. Więcej - chciał tam grać! Trzeba było jednak do tego podejść trochę inaczej. Szkoda, że się nie udało. Być może z tych błędów działacze wyciągną jakieś wnioski i będzie to z korzyścią dla klubu i tych zawodników, którzy tam zostali.

 

Myśli pan, że wśród tych, którzy zostali są gracze będący w stanie zapełnić lukę po Michale Krygowskim oraz Pawle i Krzysztofie Dutkiewiczach?

 

Nie jestem pewien, czy uda się teraz taki zespół skompletować, bo w momencie, kiedy się rozstawaliśmy naczelną dewizą działaczy było szukanie oszczędności i korzystanie z tego co jest. Natomiast Dutkiewiczowie - notabene świetni chłopcy, których kariera mam nadzieję jak najlepiej sie potoczy, w momenecie gdy nabrali już pewnej rutyny, chcieli czegoś więcej i dlatego odeszli. Tak samo Michał Krygowski. Tych doświadczonych zawodników będzie trochę brakowało, a na pewno nikt za darmo nie przyjdzie grać do Kalisza. Chyba, że coś w tej kwestii się zmieniło, jest w zarządzie jakaś nowa, otwarta polityka, ale ja w tej chwili jestem już daleko od tego.

 

Ma pan żal, że nie udało się wypełnić do końca umowy w Szczypiornie?

 

Nie można tego rozpatrywać w tych kategoriach. W klubie wszystko musi grać. Nie może być tak, że trener jest obrażony na kogoś, zawodnicy na kogoś, a działacze jeszcze na kogoś innego. Wszyscy muszą mieć jeden interes i patrzeć w tym samym kierunku. Weźmy takich Francuzów, którzy skompromitowali się na piłkarskich mistrzostwach świata w RPA. Świetni zawodnicy, bardzo dobry trener, wsparcie władz państwowych, a jednak brakuje podstawowej rzeczy - koordynacji działań, jednego myślenia, jednego celu. Kiedy rozpoczynałem pracę w Kaliszu, powiedziałem, że moim celem jest zapełnienie widowni Areny. Chodziło mi o zbudowanie jak najwyższego poziomu - w domyśle można powiedzieć awansu do ekstraklasy, bo na drugą, a de facto trzecią ligę, nie będzie przychodziło po klika tysięcy ludzi. W tym elemencie się nie udało. Dlaczego? Bo czegoś zabrakło. Gdybym chciał być trywialny, to powiedziałbym, że po prostu pieniędzy. Do pewno momentu wszystko szło dobrze, ale nie został zrealizowany jeden punkt strategii rozwoju piłki ręcznej w Kaliszu, którą opracowałem i przedstawiłem władzom miasta, kiedy tworzyliśmy ten klub. Chodzi o stworzenie silnego zespołu seniorów, aby młodzi ludzie mieli punkt odniesienia, a kibice emocje na odpowiednim poziomie. Kiedy minął rok, a potem następny i nic się w tej kwestii nie zmieniało, trudno było to ciągnąć dalej i liczyć na cud.

 

A jak pan zareagował na wiadomość o tym, że od przyszłego sezonu pierwszym trenerem Szczypiorna będzie Zenon Łakomy?

 

To był i pewnie wciąż jest doskonały fachowiec. Wystarczy spojrzeć na jego osiągnięcia. Nie ukrywam, że sam się od niego sporo uczyłem. Jest tylko jedna kwestia. Nie bardzo jeszcze jestem zorientowany na jakich zasadach będzie pracował w Kaliszu. Ja mogę tylko powiedzieć na swoim przykładzie, że nie bardzo pisałbym się na to, aby być tylko konsultantem. Może to jest jakiś nowy trend w pracy trenerskiej, żeby ci najbardziej doświadczeni przekazywali młodym swoje umiejętności, ale dla mnie praca trenerska to jest też odpowiedzialność. Nie tylko prowadzenie meczów, ale również codzienna ciężka praca na treningach i poza nimi, chociażby przy sprawach organizacyjnych. Dlatego jeszcze bardziej cieszyłbym się, gdyby pan Łakomy podjął się tej pracy od początku do końca.

 

W tej chwili wygląda na to, że większość obowiązków spadnie jednak na jego asystenta. Myśli pan, że to rozwiązanie da kaliszanom wreszcie upragniony awans?

 

Być może. Jest to na pewno jakaś nowinka. Nie wiem, czy coś takiego było już praktykowane w jakimś innym klubie, ale może to przyniesie określony skutek. Tak naprawdę każda droga jest dobra, jeśli doprowadzi do celu. Między innymi dlatego nie walczyłem z zarządem w momencie kiedy się rozstawaliśmy. Dobrem naczelnym było wówczas to, żeby zespół grał jak najlepiej, żeby awansował i żeby ci młodzi ludzie, z którymi jestem bardzo związany emocjonalnie rozwijali się. Jeśli obecne rozwiązanie przyniesie taki skutek, to znaczy, że było dobre.

 

Na pewno doskonale zna pan również sytuację ostrowskiej piłki ręcznej i słyszał o ambitnych planach, według których Ostrovia za dwa lata ma wywalczyć awans do ekstraklasy. Co pan na to?

 

Trzymam kciuki. Bardzo bym chciał, żeby Kalisz grał w pierwszej lidze, a Ostrovia w ekstraklasie, czy może nawet obie te drużyny występowały w elicie. Nie da się ukryć, że jestem bardzo mocno związany emocjonalnie z Ostrowem. Można powiedzieć, że jest to miejsce, któremu poświęciłem całe swoje życie zawodowe, pracując przez ponad dwadzieścia lat z różnymi drużynami Ostrovii. Dlatego mocno jej kibicuję i mam nadzieję, że te wszystkie ambitne plany się powiodą.

 

Krótko po odejściu z Kalisza pojawiły się głosy, że być może nawet ponownie trafi pan do Ostrovii.

 

To były plotki. Nikt do mnie w tej sprawie nie dzwonił, a i ja nie potrzebowałem na siłę szukać pracy. Chciałem po prostu odpocząć, na pewne rzeczy popatrzeć z dystansu. Poza tym trener Lijewski doskonale radzi sobie z tym zespołem i nie potrzebna mu jest żadna pomoc. Gdyby jednak była taka sytuacja, że zwróciłby się do mnie, to na pewno rozmawialibyśmy na ten temat.

Marcin Ostajewski
Chcesz być informowany o wydarzeniach związanych
z portalem WielkopolskiSport.PL?

Podaj swój adres e-mail:
AGNIESZKA JERZYK
AGNIESZKA JERZYK

Triathloniska leszczyńskiego klubu 64-sto jest jedną z najlepszych kobiet uprawiających tę dyscyplinę w naszym kraju. Robi systematyczne postępy od kilku lat, a jej celem są Igrzyska Olimpijskie 2012 w Londynie. więcej »
"Umiemy się skoncentrować na dobrych zespołach i spiąć się, kiedy jest "sytuacja podbramkowa". A jak już wychodzimy na prostą, to dostajemy w dupę."
Rafał Walczak
Trener szczypornistów Grunwaldu Poznań po porażce z Pomezanią Malbork
Wszelkie prawa zastrzeżone. | Project by Arando - Created by MadKittens