WIELKOPOLSKI SPORT: Za szczypiornistami Ostrovii pierwszoligowy sezon, zakończony na czwartej pozycji w tabeli. Czas chyba powoli zacząć myśleć o tym, co po wakacjach?
MIECZYSŁAW MAZUREK: Mamy nakreślony pięcioletni plan. W ramach tego planu założyliśmy, że w przeciągu kolejnych dwóch lat awansujemy do ekstraklasy. Oczywiście muszą być spełnione jeszcze pewne warunki. Trzeba dysponować odpowiednim budżetem, chociażby po to, żeby móc usiąść do rozmów z zawodnikami i dokonać ewentualnych wzmocnień. Mamy młody zespół. Zawodnicy mają podpisane kontrakty na dwa lata, więc możemy jeszcze pomyśleć, co zrobić i co poprawić. Jeśli się nie powiedzie, to przyjdzie nowa ekipa i zobaczymy co jej się uda zdziałać.
Co, oprócz awansu zakłada ten plan?
Na ten okres składa się również przygotowanie do awansu, awans i potem utrzymanie się w ekstraklasie. Poza tym inwestowanie w młodzież. Chcemy, żeby po każdym sezonie przynajmniej jeden młody, zdolny zawodnik wchodził do pierwszego zespołu.
Na jakim etapie realizacji tych założeń Ostrovia jest obecnie?
Najważniejszą sprawą w tej chwili jest budżet. Zawodnicy są na bieżąco wypłacani, przewoźnicy praktycznie też, więc ten sezon spokojnie zamykamy i myślimy nad kolejnym. Tutaj dopiero okaże się, jakimi środkami będziemy dysponować i przystąpimy do rozmów z chłopakami, których chcielibyśmy zatrzymać w klubie. Nie ma co ukrywać, że zachęta musi mieć wymiar finansowy i to na takim poziomie, który pozwoli im skupić się tylko na Ostrovii, a nie rozmyślaniu o innych klubach. Wiadomo, że z samej ambicji i chęci pokazywania się nikt nie wyżyje.
Awans w przyszłym sezonie to realny scenariusz?
Jeszcze raz podkreślę, że wszystko zależy od pieniędzy. Jeśli one będą, to będziemy szturmować bramy ekstraklasy. Nie mówię, że chcemy awansować, bo zrobiłbym krzywdę sobie, klubowi i być może nowym działaczom. Wiadomo, że w tym roku czekają nas wybory. Musi być odpowiedni grunt. Zawodnicy, na których nam zależy muszą zostać w klubie, a do tego potrzebujemy minimum trzech wzmocnień. Wtedy możemy walczyć o najwyższe cele.
Na te trzy wzmocnienia środki wyłoży Pantra? Podobno po wygranym meczu z AZS AWF Gorzów Wlkp. szefostwo tej firmy deklarowało jeszcze większe zaangażowanie się we współpracę z klubem?
Ja nie polegałbym tylko na jednej firmie. Nie chcę w ogóle mówić o konkretnych nazwach przedsiębiorstw. Na dzień dzisiejszy naszym największym sponsorem jest Urząd Miasta i tutaj oczekuję największej pomocy. Przecież miasto i wszystkie spółki komunalne inwestują w swoich zawodników, a nie jakichś gladiatorów, którzy przychodzą z zewnątrz i zabierają pieniądze, a jak nie ma wyniku, to idą gdzie indziej, pozostawiając po sobie spaloną ziemię. To jest podstawa, na której można dopiero budować pozostałą część.
W takim razie trzeba naciskać na ratusz. Jest szansa, żeby wkład miasta w budżet Ostrovii jeszcze się zwiększył?
To chyba bardziej pytanie do prezydenta i radnych. Od nich zależy, jaką politykę przyjmą. W Ostrowie są siedemdziesiąt cztery kluby. Jeśli miasto będzie chciało być dobrym wujkiem dla wszystkich, to możemy się bawić tylko w rekreację. Nie twierdzę, że największe nakłady mają iść na piłkę ręczną, ale my bardzo długo byliśmy w cieniu innych dyscyplin i pokazaliśmy, że bez tych wielkich pieniędzy potrafimy przetrwać. Bez nich awansowaliśmy, a nasza młodzież zdobywała medale mistrzostw Polski i wychowała reprezentantów kraju. Czego jeszcze chcieć? Byli na bilboardach promujących miasto, to może teraz wreszcie będzie jakieś przełożenie na realia i na to, co jest konkretne czyli wsparcie finansowe.
To nie był dla was łatwy sezon. Również pod względem organizacyjnym. Wystarczy wspomnieć, że wycofała się Kuźnia. Patrząc przez ten pryzmat, czwarte miejsce jest chyba niezłym wynikiem?
Już wcześniej powiedziałem, że to jest mistrzostwo świata. Zwłaszcza jeśli zestawimy ten wynik ze środkami, jakie mieliśmy do dyspozycji. Gdy czasem patrzyłem jakie kluby z jakimi budżetami tu przyjeżdżają, a mimo to dostają od nas lanie, to serce rosło. Dlatego tym bardziej szkoda byłoby to wszystko zmarnować.
Żeby nie mówić cały czas o pieniądzach, pomówmy o drużynie, bo przecież potencjał ludzki jest równie ważny jak finansowy. Jak będzie wyglądał ten zespół w przyszłym sezonie?
Kilku chłopaków poinformowało, że spróbują szukać szczęścia w innych klubach. Jeśli będzie coś na rzeczy, to wiadomo, że trzeba będzie się dogadać. Ja bym jednak ich przestrzegał. Gdziekolwiek pójdą, zawsze będą obcy. Jeśli drużyna nie będzie robiła wyniku, to właśnie oni będą w pierwszej kolejności obarczani winą za taki stan rzeczy. Zacznie się obcinanie premii i tego typu historie. Tak to niestety wygląda w rzeczywistości. My odwrotnie. Chcemy im dokładać, a nie obcinać. I chcemy z nimi awansować. W taki też sposób będziemy z nimi rozmawiać, bo tylko tak możemy zbudować mocny zespół.
Błażej Potocki, Przemysław Zawidzki i Jakub Tomczak. Tę trójkę będzie najtrudniej zatrzymać?
Zgadza się. Błażej rozmawiał już nawet ze mną. Każdy z nich musi jednak dojrzeć i odpowiedzieć sobie na pytanie, czego konkretnie chce. Oni już szukali sobie miejsca w innych zespołach. Ten sezon pokazał, że potrafią grać w piłkę ręczną, ale uczyli się tu. Teraz już czasu na naukę nie ma. W innych zespołach nikt nie będzie przymykał oczu, jeśli coś nie będzie się układało. W Ostrowie zawsze jest taka możliwość. Nie chcę oczywiście ich straszyć, tylko próbuję im nakreślić, jak to może wyglądać. Usiądziemy i porozmawiamy. Na siłę nikogo nie zatrzymamy, bo nie w tym rzecz. Mamy przecież zmienników. Na pewno jednak najpierw będziemy się obracać w gronie naszych zawodników, a dopiero potem rozmawiać z potencjalnymi kandydatami z zewnątrz.
Trener Lijewski pozostanie na swoim stanowisku?
Trener Lijewski tak mocno się zaangażował, że nie widzę innego kandydata do tej pracy. Co prawda mamy umowę, że do końca maja poprowadzi zespół, a potem usiądziemy do rozmów, ale widzę, że ta dawka emocji i adrenaliny chyba go wciągnęła. To bardzo dobrze również dla zespołu. Nie ma problemów wychowawczych, a i sportowo to nie ta sama drużyna.
Kilka kolejek temu mieliście realną szansę na drugie miejsce w tabeli i walkę w barażach. Już wtedy wiele osób zaczęło nie tylko głośno mówić o awansie, ale i w to wierzyć. Pan też był w tym gronie?
Nie. Przyznam szczerze, że nawet nie zakładałem tego. Cieszyłbym się, gdybyśmy zajęli trzecie miejsce, bo byłby to szczyt marzeń i możliwości. Początek sezonu nie był dla nas najlepszy. Niby były wzmocnienia, zespół był kompletny, ale brakowało zgrania. Pojawiły się też kontuzje. Poza tym nie byliśmy na żadnym obozie przygotowawczym. Przystąpiliśmy do rozgrywek z marszu i to było widać. Kiedy Gieniu Lijewski przejął zespół, od razu podkręcił chłopakom śrubę. Przyznam szczerze, że myślałem, że w tej sytuacji formę dopiero złapią na wakacje, bo tak mocno pracowali na treningach. W pewnym momencie czterech graczy jednocześnie zaczęło narzekać na achillesy. Później okazało się, że są efekty. Na pewno poprawiliśmy grę w obronie, w rozegraniu jest jeszcze trochę do zrobienia, ale to w dużej mierze wynikało z absencji poszczególnych zawodników. Poza tym trenowaliśmy tylko trzy razy w tygodniu w hali przy Krotoszyńskiej i dwa razy przy Kantaka. To jest zbyt mało, żeby profesjonalnie przygotować się do gry o najwyższe cele. W trakcie meczów było to wyraźnie widać.
Co będzie działo się z drużyną po meczu w Gryfinie?
Tradycyjnie czeka nas roztrenowanie. Przymierzamy się też do obozu, ale w tej chwili nie mamy jeszcze ustalonego miejsca. Chcemy, żeby to było gdzieś w promieniu stu kilometrów. Być może już w lipcu spotkamy się na obozie dochodzeniowym i zaczniemy przygotowania do następnego sezonu.