Z pierwszej ręki:

Koszykówka - PLKK: Inea AZS Poznań - Odra Brzeg 53:65, Energa Toruń - MUKS Poznań 90:81         Siatkówka - I liga kobiet: PLKS Pszczyna - Piecobiogaz Murowana Goślina 0:3         Piłka ręczna - I liga mężczyzn: GSPR Gorzów - Arot Astromal Leszno 29:25         Piłka nożna - mecze sparingowe: Jarota Hotel Jarocin - Zagłębie Lubin (ME) 0:0, Nielba Wągrowiec - Sokół Kleczew 3:1

Jutrzenka
Patronat klubom
Okoń na półkach
3 lutego nakładem Wydawnictwa Red Box w oficjalnej sprzedaży ukazała się książka...... więcej »
RAFAŁ WALCZAK
fot. Andrzej Grupa
Budować, ale rozsądnie

Od czwartku Rafał Walczak jest nowym szkoleniowcem pierwszoligowego zespołu Grunwald-Allegro Poznań - zastąpił tam zdymisjonowanego Ireneusza Zawala. Jeszcze w sobotę Walczak grał w drugoligowej drużynie Szczypiorna Kalisz. Rozmowa z Rafałem Walczakiem została przeprowadzona jeszcze przed propozycją pracy szkoleniowej, którą zawodnik dostał z wojskowego klubu.

 

WielkopolskiSport.pl: Gdy patrzysz na kolejne porażki Grunwaldu, to nie jest Tobie żal, że pożegnałeś się z drużyną?

Rafał Walczak: - Nie, żal jest mi tylko chłopaków, bo tak często przegrywają. Swoich decyzji nigdy nie żałuję. Podjąłem taką decyzję w danym momencie i tyle. 
 

Ty ją podjąłeś czy działacze, którzy nie przedłużyli z Tobą kontraktu?

- Ja ją podjąłem, nie było żadnych rozmów odnośnie mojej gry czy jakiegokolwiek pomocy z mojej strony w przyszłym sezonie. Sam więc podjąłem decyzję, że kończę grę i zajmuję się w życiu czymś innym niż rzucanie piłką do bramki. 
 

Niby karierę skończyłeś, a wciąż grasz...

- Nie ukrywam, że jak już rozegrałem ostatni mecz, to jeden z trenerów zadzwonił godzinę po tym spotkaniu i zapytał, czy to prawda. Bo on chciał, bym grał w jego drużynie. Odpowiedziałem więc, że skończyłem. Chyba większość ludzi, którzy znają mnie i moje podejście do sportu, było przekonanych, że w Grunwaldzie umrę i nikt już stąd mnie nie wyciągnie. Miałem kiedyś propozycje, by odejść do klubów ekstraklasy czy pierwszej ligi, ale zawsze było to blokowane. Nawet jak chciałem odejść na wypożyczenie. Grałem więc w Grunwaldzie, trzymał mnie tutaj kontrakt, a później etat. Taka stabilizacja. Nie chciałem z tego wszystkiego zrezygnować, by w razie jakiejś kontuzji nie zostać na lodzie.

Jak już skończyłem grę w Grunwaldzie, to jeden z trenerów powiedział: nie będziesz pierwszym ani ostatnim, który zakończył karierę i wrócił do grania. W końcu zdecydowałem się na dalszą grę u Witka Rojka, mojego trenera z czasów juniorskich i początku kariery w Ostrowie Wlkp. Tak zacząłem pomagać Szczypiornu Kalisz. 
 

A to nie trener Rojek dzwonił godzinę po tym ostatnim meczu?

- Nie pamiętam, który z nich dzwonił (śmiech). Zapewniam, że mogłem grać w tym sezonie przeciwko Grunwaldowi w trzech zespołach z tej samej grupy. Zrezygnowałem. Nie jest więc tak, że za wszelką cenę chciałem udowodnić coś pewnym osobom z Grunwaldu.

Rozumiem, że są jakieś tam koncepcje odmładzania zespołu. Trzeba to jednak robić z głową. Jestem daleki, by komuś przeszkadzać - jak nie pomagam, to nie przeszkadzam. Mówiłem, że nie bedę przychodził na trybuny i krytykował  trenera czy zawodników, bo przecież nikomu to nie pomoże, a ja nie dołączę do tzw. loży szyderców WKS. Po co? Przypuszczam, że po tylu porażkach i tak mieli już dość. 
 

Niektórzy mówią, że piłki ręcznej na poziomie ekstraklasy nie da się stworzyć w Grunwaldzie. Bo w strukturach wojskowych to po prostu niemożliwe.

- To są bzudry. W każdym klubie z tradycjami, także w Grunwaldzie, przy odpowiednim wsparciu finansowym da się to zrobić. Dziś budżet na ekstraklasę jest na pewno za mały, ale żeby pobić się o trzy pierwsze miejsca, jest wystarczający. 
 

Organizacyjnie też jest wszystko w porządku, skoro w Otwocku w drodze na ligowy mecz do Warszawy zawodnicy spali w kontenerach?

- Widziałem to na zdjęciach krążących w internecie, ktoś strzelił sobie samobója. Gdyby spali w Sheratonie, to ludzie by pewnie stwierdzili, że poprzewracało im się w głowach. Ledwie złapali sponsora, a już bezmyślnie pieniądze wyrzucają. Spanie w kontenerach z jakimś tam piecykiem to ruch w drugą stronę. Brakuje wypośrodkowania, by wszyscy byli zadowoleni.  
 

Też kiedyś tak spałeś w drodze na jakiś mecz?

- Nie, naprawdę nie. To dowód, że zawodnicy, trener i kierownik nie potrafią się sami ze sobą dogadać. Stanąć twarzą w twarz i powiedzieć sobie: to nie są warunki do noclegu. A później w internecie pojawia się taki film i się śmieją z Grunwaldu w całej Polsce. Niektórzy zawodnicy z innych klubów dzwonili do mnie i pytali: ”Czy spałem w tym otwockim hotelu?”. Odpowiadałem: ”Nie, nie spałem, ale wybieram się tam na wypoczynek”. 
 

Kadrowo Grunwald też nie jest obecnie zbyt mocny.

- Uważam że nie należy zbyt pochopnie pozbywać się zawodników z drużyny tylko dlatego, że mają już swój wiek, ani też sprowadzać zawodników, którzy nie rokują postępów. Do tej drużyny, która była w zeszłym sezonie czy dwa sezony temu, trzeba było dołożyć dwóch, trzech, którzy coś potrafią. Dziś Grunwald walczyłby w czołówce. Poziom pierwszej ligi się wyrównał, nawet Gorzów jest do ogrania, nie mówiąc o Kościerzynie, która w tym samym składzie w połowie poprzedniego sezonu broniła się przed spadkiem. Nie ma takich potentatów jak Nielba czy Śląsk w poprzednim sezonie. 
 

Czyli ta rezygnacja z Guraja, Hildebrandta, Pachulicza, Walczaka...

- ...Zaraz, zaraz - ze mnie nie zrezygnowano. Sam zrezygnowałem. Jeżeli ktoś twierdzi, że nie jestem zawodnikiem perspektywcznym, to ja się z tym zgadzam. Nie będę skakał 120 cm w górę, mogę skakać co najwyżej 80 czy 60 cm. Ale być może mogłem zostać tu jako ktoś, kto jest w stanie pomóc, doradzić czy nawet jako tyczka na treningu. Ci młodzi zawodnicy musieliby powalczyć ze mną, bo coś tam jeszcze potrafię… 
 

Czyli mogłeś pełnić taką rolę, jaką obecnie pełni Mariusz Peda. Miał być trzecim bramkarzem, jest pierwszym.

- Nie wiem, jaką rolę ma Mariusz. Wydaje mi się, że ma rolę ratującego przed porażkami.

Szkoda, bo za chwilę może to być typowo amatorski zespół. Może być - odpukać - spadek. Nie wiem, czy nie pójdzie za tym obcięcie pieniędzy z miasta i wycofanie się sponsora. Gdzie pójdzie wtedy ta młodzież z Grunwaldu, jak nikt nie będzie mógł jej czegokolwiek zaproponować? Zespół trzeba budować cierpliwie. Nielba walczyła o awans pięć lat, Traveland Olsztyn - tyle samo. Pamiętam jak graliśmy ze sobą, oni budowali zespoły. To nie jest tak, że się powie: chcemy awansować i ten awans od razu jest. 
 

Do Grunwaldu trafiłeś w 1993 roku. Sporo lat spędziłeś w tym klubie. Ale podobno transfer trwał kilka lat?

- Mój transfer z Ostrovii zakończył się w 2000 roku, wtedy definitywnie zostałem sprzedany za 20 tys. zł do wykorzystania w obozach sportowych. Ostrovia miała dwa obozy: pod Wrocławiem i na Mazurach. Pamiętam, bo osobiście z kierownikiem sekcji uczestniczyłem w załatwianiu tych zgrupowań.  
 

Z Grunwaldem spadałeś do pierwszej ligi, później nawet do drugiej.

- Kilka lat było fajnych, kilka sytuacji, hmmm, niefajnych. Wiadomo, że jak zespół przegrywa i obsuwa się z ligi, to jest ciężko. To były inne czasy, bo wielu chłopaków miało etaty w wojsku i problem sponsoringu dotyczył tylko premii meczowych. Pracowałem z wieloma trenerami, wspominam to z sentymentem. To były najlepsze lata mojego życia, a trudno bym tkwił w czymś, co by było ciężarem.

A pamiętam wiele. Od numerów, które wykręcaliśmy trenerom czy innym zawodnikom, po chodzenie na dywan do dyrektora czy prezesa. Dziś można wspominać to na wesoło, wtedy było trochę gorzej. Grunwald zawsze grał o awans lub bronił się przed spadkiem, rzadko był spokój w tabeli. Bardzo miło wspominam te lata i pewnie trochę żal, że w zasadzie nic wspólnego z tym klubem już nie mam, oprócz tego, że jestem byłym zawodnikiem. 
 

Były propozycje z innych klubów np. z zagranicy?

- Kiedyś, po wojskowych mistrzostwach świata na Łotwie, dostałem propozycję z Arabii Saudyjskiej.  Myślałem o rocznym urlopie, by pograć w piłkę z Arabami. Ale wtedy urodziła się moja córka i nie podjąłem ryzyka wyjazdu.  
 

Temat reprezentacji był chyba zawsze zamknięty?

- Żadnego powołania nie dostałem, a żeby je dostać, to trzeba grać w czolówce ekstraklasy, a nie być wyróżniającym się zawodnikiem w przeciętnej drużynie. Zdarzało się, ze rzucałem w ekstraklasie po 10-11 bramek, ale to trzeba cały czas tak grać. Niektórzy podnieśli swój poziom sportowy i wyjechali, zrobili kariery. Pamiętam jak Grzegorz Tkaczyk grał w Warszawiance u trenera Kowalczyka. Wchodził na ostatnie 10 minut, młody, szczupły chłopak. Biliśmy go w obronie niemiłosiernie, nie potrafił nawet zdobyć bramki. Za parę lat stał się jednak czołowym zawodnikiem reprezentacji i Bundesligi. Okazuje się, ze ciężka praca daje efekty. Czasem, trzymanie się jednego klubu nie sprzyja podnoszeniu poziomu sportowego. 
 
 

Przez te kilkanaście lat w Grunwaldzie zmieniali się trenerzy...

- Oj tak. Na mnie postawił duet Piotr Siekierski - Marek Werle. Choć naprawdę ciężko się wtedy było przebić do składu meczowego. Z każdym meczem było coraz lepiej, trenerzy byli zadowoleni. Utrzymaliśmy się wtedy w ekstraklasie. Później pracowałem ze - świętej pamięci niestety - Olkiem Wiecanowskim. Z panem Aleksandrem praca była bardzo fajna, to chyba najbardziej wesoły z moich dwunastu trenerów. Sam wykręcał zawodnikom numery. Były sytuacje, że buty powiązał zawodnikom i uciekł, czasem głośno powiedział, że trening jest o siódmej a gdy ktoś go zapytał drugi raz, to mówił że o szóstej. Później człowiek przychodził godzinę wcześniej, ale podczas zajęć słuchał już uważniej.

Teraz patrzę na Domana (Leitgebera, trenera juniorów w Grunwaldzie - red.) i uczę się, jak on prowadzi zajęcia. W przyszłości Doman będzie trenerem zespołu ekstraklasy, bo czuje tę pracę i potrafi to robić. Myślę,że ma też dobry kontakt z młodzieżą i to zaprocentuje w przyszłości! 
 
 

grand
Chcesz być informowany o wydarzeniach związanych
z portalem WielkopolskiSport.PL?

Podaj swój adres e-mail:
WS FB
AGNIESZKA JERZYK
AGNIESZKA JERZYK

Triathloniska leszczyńskiego klubu 64-sto jest jedną z najlepszych kobiet uprawiających tę dyscyplinę w naszym kraju. Robi systematyczne postępy od kilku lat, a jej celem są Igrzyska Olimpijskie 2012 w Londynie. więcej »
"Umiemy się skoncentrować na dobrych zespołach i spiąć się, kiedy jest "sytuacja podbramkowa". A jak już wychodzimy na prostą, to dostajemy w dupę."
Rafał Walczak
Trener szczypornistów Grunwaldu Poznań po porażce z Pomezanią Malbork
Wszelkie prawa zastrzeżone. | Project by Arando - Created by MadKittens