Z pierwszej ręki:

Koszykówka - PLKK: Inea AZS Poznań - Odra Brzeg 53:65, Energa Toruń - MUKS Poznań 90:81         Siatkówka - I liga kobiet: PLKS Pszczyna - Piecobiogaz Murowana Goślina 0:3         Piłka ręczna - I liga mężczyzn: GSPR Gorzów - Arot Astromal Leszno 29:25         Piłka nożna - mecze sparingowe: Jarota Hotel Jarocin - Zagłębie Lubin (ME) 0:0, Nielba Wągrowiec - Sokół Kleczew 3:1

ARANDO DLB
Patronat klubom
Okoń na półkach
3 lutego nakładem Wydawnictwa Red Box w oficjalnej sprzedaży ukazała się książka...... więcej »
MAREK BIAŁOSKÓRSKI
(fot. Piotr Jaworowski)
Za rok możemy mieć ekstraklasę!

WIELKOPOLSKI SPORT: Pogodził  się pan już z faktem, że liga wystartowała bez Kalisza?

 

MAREK BIAŁOSKÓRSKI: Na pewno jest przykro, bo chciałem w sobotę wraz z drużyną  mieć  możliwość rozgrywania pierwszego spotkania. Była nawet koncepcja, żeby w Kaliszu odbyła się ogólnopolska inauguracja drugiej ligi. Mając jednak na uwadze doświadczenia z ubiegłego sezonu, kiedy borykaliśmy się z ogromnymi kłopotami finansowymi, Zarząd AZS podjął decyzję, że bez gwarancji finansowych już na starcie nie ma co wdawać się w uczestnictwo w rozgrywkach. Gwarancji nie było, nie wspominając już o tym, że klubowa kasa świeciła pustkami. W sporcie już tak jest, że raz się wygrywa, a innym razem przegrywa. Mam nadzieję, że to będzie obowiązywało również w odniesieniu kaliskiego klubu.

 

Wasze problemy zaczęły się jeszcze w pierwszej lidze, kiedy wycofała się część sponsorów. Może nie trzeba było na siłę pchać się na zaplecze ekstraklasy?

 

Decyzja o tym, że będziemy grali na poziomie pierwszej ligi zapadła w momencie, kiedy mieliśmy na papierze realne gwarancje. 10 listopada dowiedzieliśmy się, że jest kryzys ogólnoświatowy. To musiało się odbić na naszych sponsorach i na naszym klubie. Trzeba było podziękować kilku zawodnikom, zespół znalazł się w rozsypce. Na pewno jednak wykupienie dzikiej karty nie było fanaberią, bo gwarancje i możliwości, żeby grać w tej pierwszej lidze były.

 

Spadliście po porażce z AZS AWF Katowice, drużyną  o klasę gorszą. Z trybun wyglądało to tak, jakby zawodnicy nie grali z maksymalnym zaangażowaniem, chociażby z tego względu, że przez kilka miesięcy nie otrzymywali wynagrodzenia. 

 

Tak to mogło wyglądać. Ja, wchodząc do szatni, starałem się ich przekonać, że pracują na swoje nazwisko. Wyszedł jednak brak systematycznego treningu, który przeszkadzał w stuprocentowej motywacji. A naprzeciwko nas stanął zespół, który był bardzo zmotywowany i tworzył team. Nie było tam nikogo, kto by miał wątpliwości, a u nas tacy ludzie się znajdowali. W ostatnich dwóch meczach już było widać tę wolę walki, ale to był baraż, gdzie sytuacja jest zawsze trudna i zdarzają się różne dziwne rzeczy. Nam też się to przytrafiło, bo sportowo nie byliśmy gorsi, a na boisku okazało się, że nie dajemy rady. Przegraliśmy te baraże w pierwszym meczu u siebie, kiedy moi zawodnicy zlekceważyli przeciwnika, z którym sami chcieli grać. Czasami jest również tal, że w sytuacjach stresowych szalę zwycięstwa może przechylić jeden gracz. Katowiczanie mieli Doginiewicza, który zapewnił im utrzymanie.

 

Zarząd podjął decyzję o wycofaniu klubu z rozgrywek w miniony poniedziałek. Pan do samego końca wierzył, że uda się wystartować, czy już wcześniej wiedział, że nie da się uratować kaliskiego basketu?

 

Nie chcę nazywać  tego w ten sposób, że jest to przerwanie jakiejś zabawy, czy przygody z koszykówką w Kaliszu. Chcemy, żeby nastąpiła kontynuacja poprzez szkolenie młodzieży. Być może to będzie prawidłową drogą rozwoju kaliskiej koszykówki. Może dzięki temu uda się dojść wyżej, a nie tak, jak próbowaliśmy to zrobić, czyli najpierw pokazujemy widowisko, a potem zajmujemy się pozostałymi sprawami.

 

Ale kiedy umarła pańska wiara w to, że wystartujecie?

 

Wierzyłem do końca, bo pieniądze potrzebne na drugą ligę nie są jakieś porażające. Mimo to nie udało się nam tych środków pozyskać i takie są fakty. Nikt nie ma oczywiście do nikogo pretensji, bo ludzie którzy wydają pieniądze na sport, wydają swoje prywatne pieniądze. Nie da się ukryć, że jest kryzys. W naszym regionie ostatnio szczególnie widoczny.

 

Dotknął pan bardzo istotnej kwestii. Przed chwilą pogrzebano kaliską siatkówkę, teraz upada koszykówka. Za miedzą w Ostrowie nie jest lepiej. W trudnej sytuacji znalazła się Stal, na włosku wisi przyszłość żużla. Myśli pan, że to nieszczęśliwy zbieg okoliczności, czy może sport w naszym regionie trawi jakiś groźny wirus?

 

Myślę, że tak dramatycznie to nie wygląda. Słabość na pewno jest. Na pewno jeśli o jakimś organizmie mówimy, że jest zdrowy, to znaczy, że dobrze funkcjonuje. My tego nie możemy powiedzieć o sobie, patrząc na sport w naszym regionie. Wiąże się to z tym, że wymagania sportu zawodowego są ogromne. Do tej pory nasz system funkcjonowania w rozbiciu, bo tak trzeba to nazwać, czyli osobno Kalisz, osobno Ostrów nie sprawdził się. Nie stać nas w sensie materialnym, żeby utrzymywać ekstraklasę tu i tu. Być może jakieś wspólne przedsięwzięcie pozwoli dać poziom ekstraklasowy? Jest koncepcja, żeby to była koszykówka. Zobaczymy co z tego wyjdzie.

 

Ten projekt to jest zaledwie koncepcja, czy podjęliście już jakieś kroki w kierunku jego realizacji?

 

To nie jest tylko koncepcja. Andrzej Kowalczyk i ja jesteśmy inicjatorami tego przedsięwzięcia. Dążymy do założenia spółki akcyjnej, która musi powstać w tym roku. Andrzej jest w to bardzo zaangażowany. Jego osoba i twarz firmuje ten projekt. Ja mu pomagam.

 

Ale jak panowie to sobie wyobrażacie? Klub, który gra pod szyldem dwóch miast i oba te miasta znajdują się w jego nazwie? Takiego przypadku chyba jeszcze w polskim sporcie nie było.

 

Jedna drużyna występuje w ekstraklasie koszykówki. To będzie drużyna kalisko-ostrowsko-nowoskalmierzycka. Proszę sobie wyobrazić nazwę Sportowa Spółka Akcyjna Aglomeracji Kalisko-Ostrowskiej - AKO. Siedziba tej spółki ma być w Nowych Skalmierzycach.

 

Czyli w nazwie klubu nie będzie nazwy miasta?

 

Powiem tak. Koszykówka ma bogate tradycje. Ja nigdy nie chciałbym wymyślać prochu, bo już go dawno wymyślono. Jeżeli szukam wzorów, to szukam u ludzi, którzy ten temat już przerabiali. Tak jest na przykład w Stanach Zjednoczonych. Niech ten nasz klub nazywa się powiedzmy Wilki – bez nazwy miasta. Zacznijmy myśleć globalnie. Znajdźmy sobie przedsięwzięcie, z którego wszyscy się będziemy cieszyli. Na meczach NBA, na których miałem przyjemność być, nikt nie krzyczy „Chicago”, tylko „Byki Go!”. Tam nie myślą kategoriami, takimi jak my. Oni chcą mieć widowisko. I my myślmy podobnie, a nie o tym, czy to ma być Stal Ostrów, czy AZS Kalisz. To nie te czasy.

 

I myśli pan, że przekona do tego kibiców, którzy notorycznie obrzucają się błotem chociażby na różnego typu forach internetowych?

 

Ja zapytam wprost. Zresztą  to zawsze podkreśla Andrzej Kowalczyk. Jakie szanse na ekstraklasę ma Ostrów? Na dzisiaj żadnych! Nie ma hali i nie będzie jej miał przez najbliższe lata. Jeżeli więc mówimy o koszykówce, której ostrowscy kibice są wielkimi sympatykami, to mam nadzieję, że skończyły się czasy regionalnego fanatyzmu, a zaczęło się myślenie kategoriami dobrego widowiska. Chcielibyśmy ich zaprosić tutaj - mają zaledwie dziesięć minut drogi – gdzie będą mieli dobrą koszykówkę, bo to gwarantuje Andrzej Kowalczyk, ja i nasza organizacja.

 

Kiedy więc możemy spodziewać  się ekstraklasy w naszym regionie?

 

W przyszłym roku.

 

Jest już  jakaś koncepcja drużyny?

 

Drużyna już się  kształtuje. Andrzej Kowalczyk ma bogate doświadczenie ekstraklasowe, był trenerem kadry. Obaj funkcjonujemy w świecie koszykarskim. Mamy tutaj niezaprzeczalny kapitał w osobie pana Zbyszka Sołtysiaka, który będzie uczestniczył w tym przedsięwzięciu. To jest kolejna twarz koszykówki, komisarz międzynarodowy, praktycznie współorganizator mistrzostw Europy. Znalezienie zawodników to nie jest żaden problem.

 

Będziecie grali w Kaliszu?

 

Tak. Zresztą jest tendencja w Polskim Związku Koszykówki i w PLK, żeby zawody odbywały się  w określonych halach, które gwarantują widowisko. Ta nasza kaliska, jest minimalna, jak na taki poziom. Być może za kilka lat będzie potrzebny obiekt na dziesięć czy piętnaście tysięcy widzów, który powstanie np. w Nowych Skalmierzycach. To co już powiedziałem. Ani Kalisza, ani Ostrowa nie stać osobno na ekstraklasę koszykówki. Taka jest nasza ocena możliwości finansowych naszego regionu. Tylko wspólne działanie pozwoli nam dać stabilność finansową klubu czy spółki. Inaczej nie uda się wysupłać 3 mln. złotych co roku. Oczywiście potrzebni są do tego także sponsorzy z zewnątrz.

 

Których już  macie…

 

Nie ukrywam, że prowadzimy pewne rozmowy. Jutro na przykład jedziemy do Warszawy. 

 

W takim razie chyba nie może się nie udać. Jest wam w stanie coś przeszkodzić w realizacji tego projektu?

 

Zawsze znajdą się  antagoniści, którzy nie będą wierzyć w to, że uda się pogodzić te dwa nie do końca sympatyzujące ze sobą miasta, ale przecież my chcemy być w Nowych Skalmierzycach. I nie tylko tam, bo aglomeracja kalisko-ostrowska to wiele innych miast i miasteczek, które też chcemy zachęcić do uczestnictwa w tym projekcie. Wszystkim mamy zamiar dać po prostu dobrą koszykówkę. W NBA nie widziałem klubów kibica. Wszyscy, dwadzieścia tysięcy ludzi na hali, biją brawo za dobrą akcję jednych i drugich. Liczy się show. Skoro więc oni to spraktykowali, mając pięćdziesiąt cztery lata doświadczeń ligi zawodowej, dlaczego my nie możemy pójść w tym kierunku. Podobnie zresztą jest w Hiszpanii.

 

Jaką  rolę widzi pan dla siebie w nowopowstałej spółce?

 

Tego jeszcze nie ustaliliśmy, ale obaj z Andrzejem widzimy się na razie na parkiecie. Nie wiadomo jednak jak sytuacja organizacyjna się ułoży. Być może będzie lepiej dla naszego przedsięwzięcia, żebyśmy obaj byli w zarządzie, albo tylko jeden z nas w zarządzie, a drugi na ławce trenerskiej. To jeszcze wymaga dogadania. Na pewno Andrzej ma większe doświadczenie i on musi być od początku trenerem. Ja mam nieco mniejsze doświadczenie, więc chętnie się od niego czegoś nauczę.

Rozmawiał: Marcin Ostajewski
Chcesz być informowany o wydarzeniach związanych
z portalem WielkopolskiSport.PL?

Podaj swój adres e-mail:
AGNIESZKA JERZYK
AGNIESZKA JERZYK

Triathloniska leszczyńskiego klubu 64-sto jest jedną z najlepszych kobiet uprawiających tę dyscyplinę w naszym kraju. Robi systematyczne postępy od kilku lat, a jej celem są Igrzyska Olimpijskie 2012 w Londynie. więcej »
"Umiemy się skoncentrować na dobrych zespołach i spiąć się, kiedy jest "sytuacja podbramkowa". A jak już wychodzimy na prostą, to dostajemy w dupę."
Rafał Walczak
Trener szczypornistów Grunwaldu Poznań po porażce z Pomezanią Malbork
Wszelkie prawa zastrzeżone. | Project by Arando - Created by MadKittens