Wielkopolski Sport: Już zakilka dni początek sezon, a w Nielbie kontuzja goni kontuzję. Najpier Ciok, później Janusiewicz, wreszcie Siódmiak. Co się dzieje?
Edward Koziński: - Nic się nie dzieje, taki jest sport. Sport jest urazowy. Dlatego mamy 19 graczy w kadrze, bo przewidzieliśmy sytuację, że mogą się zdarzyć kontuzje. Nie sądzę, by były to takie kontuzje, które by eliminowały tych zawodników z gry w pierwszej kolejce. Być może tak będzie, choć nie chciałbym tego.
Ta dyscyplina ma to do siebie, że częściej niż w innych zdarzają się jakieś kłopoty. Gdyby to tylko dotyczyło starych graczy… Dotyka to bardzo starego, no może nie aż tak starego (śmiech). Powiedzmy „podstarzałego” Siódmiaka, ale i bardzo młodego Cioka. Są pewnego rodzaju przeciążenia treningowe, niektórzy z nich takich obciążeń nigdy nie mieli. Właśnie one mogą być przyczyną, ale wychodzę z założenia: trener musi trening wytrzymać, zawodnicy też.
Na turnieju w Poznaniu Pana zespół miał dwa razy zagrać tak, jak zagra w lidze. Czyli bez eksperymentów taktycznych i kadrowych. Udało się?
- Myślę, że tak. Jak się chłopaki przysadzili w obronie, to Grunwald przez 17 minut zdobył dwie bramki. Mamy koncepcję składu, mamy koncepcję gry w obronie. Właśnie na taką grę się nastawiamy, bo nie stać nas na zawodników rzucających po 10 bramek w meczu. Musimy te braki w rzutach z dystansu nadrobić zespołowością, ambicją, zaangażowaniem, wytrenowaniem szybkościowo-siłowym. Tak musimy grać w lidze, aby osiągnąć jakikolwiek sukces. Na pewno odstajemy od innych ligowców w jednym elemencie: wiedzą o piłce ręcznej. Tego nie da się zdobyć przez przeczytanie książki, ją trzeba systematycznie co roku zdobywać na boisku.
Macie taki terminarz, że jeżeli w pierwszych pięciu kolejkach nie zdobędzie kilku punktów, to później może być ciężko.
- Oczywiście, musimy coś wygrać by marzyć o utrzymaniu. Samo zadanie utrzymania Nielby w ekstraklasie to duże wyzwanie. Klub do potentatów nie należy, bo gdybyśmy mieli dużo pieniędzy, to kupilibyśmy trzech bardzo dobrych zawodników. Nielby na to nie stać. I tak podziwiam działaczy, którzy własne pieniądze dają, pracują dla klubu, wzmocnili ten zespół ile tylko było można. Dobraliśmy ten zespół pod względem charakteru. Każdy zawodnik , który wejdzie na plac, ma pokazać ambicję. Umiejętności mogą mieć troszeczkę mniejsze od rywali.
W Pana zespole skrzydłowi wydają się być mocniejsi od rozgrywających.
- Bo rozgrywających znacznie trudniej kupić i więcej kosztują. A skrzydłowych wiedziałem gdzie szukać, to sprawdzeni chłopcy. Z charakterem.
Czy Pana zdaniem jakiś zawodnik Nielby może się wybić w tym sezonie na tyle, by zainteresował się nim któryś z ligowych mocarzy z Kielc czy Płocka?
- Och, ja bym bardzo chciał, by dobrze grali dla Nielby i nikt się niemi nie interesował. To wróżenie z fusów, bo zagra się dwie, trzy kolejki i przyjdzie plaga kontuzji. Zobaczymy, te półtorej rundy, te 16 meczów, które mamy do końca roku, dadzą odpowiedź, czy ktoś się wypromuje. Ja w niektórych zawodnikach widzę materiał na klasowych piłkarzy ręcznych, choć może jeszcze nie w tym sezonie. Nie na tyle, by do kadry awansowali. Ale mają szansę, by zwrócić na siebie uwagę.
Czy w tych kilkunastu meczach sparingowych ktoś pana pozytywnie zaskoczył?
- W ostatnich dwóch, trzech meczach wykazał się Przemek Krajewski, który wcześniej był źle oceniany. Wykazał się wielką zadziornością w obronie, meczem z Grunwaldem załatwił sobie kartę do gry w pierwszym zespole.
Mówił Pan w czerwcu, że Krajewski w Nielbie będzie skrzydłowym, a tymczasem gra na rozegraniu, jak w pierwszej lidze w Jurandzie Ciechanów.
- Każdy zawodnik mojej drużyny musi grać na dwóch pozycjach, może oprócz kołowych. Idziemy w uniwersalność, a nie na specjalizację i przywiązanie do jednego miejsca. Na wszystko musimy być przygotowani, np. na grę w osłabieniu. I co, wtedy mam zmiany robić? Nie, nie będę robił zmian, bo może nie być na nie czasu. Będą grali ci, którzy są na boisku. Taki Krajewski może wtedy np. zejść z rozegrania na skrzydło.
Dla połowy zawodników będzie to debiut w ekstraklasie. Nie spalą się psychicznie?
- Nie dla połowy, ale dla 12 zawodników (występy w ekstraklasie ma za sobą ośmiu graczy Nielby – red.). To jest bardzo młoda drużyna, najstarszy zawodnik ma 30 lat, potem jeden 29, jeden 26, a reszta 21-22 lata. Oni nie mieli gdzie grać wcześniej w ekstraklasie. Kibice mają ich więc podziwiać za ambicję, zaangażowanie, to im tłumaczę. Nie za umiejętności, choć one są na jakimś tam poziomie. Ale nie jest to ten poziom, który pozwoli uważać jednego czy drugiego zawodnika za gracza na miarę reprezentacji Polski. Pragnę, by o mojej drużynie krążyła taka opinie: jak się jedzie do tych skurczybyków, to jest ciężko wygrać, bo są tak ambitni, że koniec świata...
Grę Azotów Puławy już Pan analizował?
- Hmm, zajmujemy się nią od momentu, gdy tylko się dowiedzieliśmy, że z nimi gramy na początek. Żadna analiza jednak nie pomoże, jeżeli nie będziemy w dobrej dyspozycji. Nie możemy się ich wystraszyć.
W turniejach w Kwidzynie i Morągu pokazali coś szczególnego?
- Mają swoje atuty, ale my wiemy, jak je zneutralizować. Nie boimy się Puław. To oni się nas boją, bo ostatnio w Morągu nie chcieli z nami grać. I niech się boją także w Wągrowcu.