WIELKOPOLSKI SPORT: Podczas lekkoatletycznego mityngu w niemieckim Halle rzuciła Pani młotem na odległość 75.39m. Dzięki temu wynikowi nie tylko wygrała Pani cały konkurs, ale i po raz kolejny tej wiosny pobiła rekord życiowy!
ANITA WŁODARCZYK: Bardzo się cieszę z tego zwycięstwa, bo startowały tam między innymi mistrzyni świata Niemka Betty Heidler oraz mająca najlepszy tegoroczny rezultat Słowaczka Martina Hrasnova. Pokonałam je z dużą przewagą, po prawie 3-4 metry, więc tym bardziej jestem zadowolona.
Początek sezonu w Pani wykonaniu jest znakomity!
Tak, zaczęłam go już w połowie marca na zawodach Pucharu Europy na Teneryfie. I to z bardzo dobrym rezultatem. Kolejny start w Doha też przyniósł dobry wynik, no i teraz w Niemczech znów udało mi się pobić rekord życiowy. Sezon rzeczywiście znakomicie się rozpoczął. Jak nigdy dotąd!
I to mimo urazu, którego doznała Pani ponad miesiąc temu.
Rzeczywiście, na początku kwietnia doznałam kontuzji kręgosłupa. Wyeliminowało mnie to z treningów na dwa tygodnie. Na szczęście szybko udało mi się wrócić do wysokiej formy.
Czy ta forma nie przyszła trochę za szybko? Najważniejsza tegoroczna impreza - mistrzostwa świata, odbędzie się dopiero w sierpniu.
O to się nie obawiam. W zeszłym roku też zaczęłam sezon z dobrym wynikiem. Przez wszystkie zawody przeszłam z rezultatem ponad 70m, więc jestem spokojna.
Rekord Polski coraz bliżej.
Myślę, że jest w moim zasięgu. Wiem, że stać mnie na jego pobicie. Mam nadzieję, że kolejne zawody to pokażą. Teraz przede mną liga seniorów, później mityng w Turynie i memoriał Janusza Kusocińskiego w Warszawie.
Nadal trenuje Pani pod mostem św.Rocha?
Zdarza się. Wczoraj tam trenowałam, dziś miałam zajęcia zaplanowane na stadionie AWF, ale okazało się, że są tam jakieś dziecięce zawody, więc wróciłam pod mój most! Teraz będzie trudniej, bo robi się cieplej i pojawi się pewnie coraz więcej studentów i turystów. Ale mam nadzieję, że nie będziemy sobie sprawiać problemów:)