WIELKOPOLSKI SPORT: Jak zareagował Pan na informację o utracie stanowiska?
PRZEMYSŁAW CECHERZ: Jest mi przykro, bo zostawiłem w tym klubie kawał serca i dużo dobrej roboty. Kiedy przychodziłem do Tura, zastałem zespół, który był na przedostatnim miejscu w tabeli. Wyprowadziłem go na dziewiątą pozycję. Teraz raptem przegrałem trzy mecze, w tym żadnego u siebie. I się ze mną w taki sposób pożegnano. No ale trudno, takie jest życie.
Były jakieś próby dyskusji?
Nie było dyskusji. Ja jestem taką osobą, że jeśli ktoś mi coś oznajmia, to ja nie dyskutuję. Przyjąłem do wiadomości, pożegnałem się i już. A żal na pewno będę miał, bo za dużo pracy zostawiłem w tym klubie.
Nie da się jednak ukryć, że ostatnie wyniki zespołu odbiegały od oczekiwań.
Tak, ale czy ktoś wziął pod uwagę, że w spotkaniu z Odrą, gdy Imeh dostał czerwoną kartkę, graliśmy prawie przez pół meczu w dziesięciu? Czy ktoś wziął pod uwagę, że dostaliśmy z Wartą "do szatni" karnego, którego nie było? Nikt na to nie patrzy. Ja uważam, że zespół jest dobrze przygotowany i gra niezłą piłkę. Mało tego - ten zespół podczas mojej pracy zdobył kupę punktów! I to pomimo tego, że był w stanie rozkładu. Bo trzeba to jasno powiedzieć, że wskrzesiliśmy trupa. I z tego powodu jest mi przykro.
Spodziewał się Pan tak szybkich decyzji?
Ja dałem sam sygnał na konferencji po meczu z Wartą w Poznaniu, że jeśli nie wygram u siebie z Motorem Lublin, to sam zrezygnuję. I słowa bym dotrzymał! Ale nie dano mi szansy odbudowania drużyny na to spotkanie. I dlatego mam żal. Za dużo punktów zdobyłem z tym zespołem, żeby tak się rozstać.
Co ma Pan teraz zamiar zrobić?
Ja sobie w życiu poradzę. Ale niesmak pozostanie.