Pomniki? Nie trzeba...
WIELKOPOLSKI SPORT: Awans do 1/16 finału Pucharu UEFA, fotel lidera Ekstraklasy, ćwierćfinał Pucharu Polski - rok 2008 był dla Pana bardzo udany.
FRANCISZEK SMUDA: Rzeczywiście był to bardzo dobry rok zarówno dla mnie, jak i dla mojego zespołu, Nikt na początku sezonu nie przypuszczał, że osiągniemy takie sukcesy, bo drużyna to nie komputer. Okazało się jednak, że osiągnęliśmy bardzo dużo.
Efektownym finałem było pucharowe zwycięstwo z Feyenoordem. Złamał Pan pewien stereotyp, że polska drużyna jadąc na mecz do rywala z teoretycznie "wyższej półki" musi kurczowo się bronić i szukać okazji w kontrataku.
Często powtarzam, że piłka nożna to gra przede wszystkim do przodu. Ciągła obrona i zachowawcze granie nie jest dla kibiców. Dlatego preferuję zawsze granie "do przodu". Trzeba atakować przeciwnika, strzelać bramki, bo po to kibic przychodzi na stadion. Żeby właśnie taką grę widzieć.
Ostatnie sukcesy mają chyba tez dodatkową wartość dla Pana. Na początku swojej pracy w Poznaniu nie do końca był Pan akceptowany przez część kibiców. Teraz wielu z nich stawiałoby Panu pomniki.
Eeee... nie trzeba:) Ja to rozumiem. Kibic ma swoje prawa i kibicuje swojej drużynie. A jeśli chodzi o trenerów, to jednych się lubi, drugich się nie lubi. Ja na to nie zwracam uwagi. Mam silny charakter i mnie to nie wzrusza. Myślę, że odpłaciłem za wzorowe kibicowanie tym sukcesem, który osiągneliśmy.
Podobno poczas pobytu w Holandii zadeklarował Pan, że jeśli zmieni klub, to tylko na zagraniczny.
Tak postanowiłem, że raczej nie będę odchodził do innego klubu w Polsce. Przede mną czas, który muszę wykorzystać albo z reprezentacją - o ile zostanę wybrany na jej trenera - albo z klubem z zagranicy. I na tym zakończymy.
Albo z Lechem...
Jeżeli oczywiście otrzymam propozycję:) Bo trzeba najpierw dostać propozycję od zarządu na przedłużenie kontraktu. Jak będzie propozycja, to się zastanowimy:)