|
|
Juniorzy MKS Poznań w poniedziałek rozpoczną walkę w finałowym turnieju mistrzostw Polski. Ilu z nich zagra w przyszłym sezonie w rozgrywkach seniorskich? (fot. MKS Poznań)
|
MKS Poznań chce w przyszłym sezonie zawojować drugą ligę i zyskać sympatię kibiców piłki ręcznej w Poznaniu, a w dalszej perspektywie - stać się profesjonalnym klubem grającym w ekstraklasie. Mają w tym pomóc pieniądze Jerzego Wiśniewskiego, właściciela grupy PBG.
Drużyna juniorów MKS Poznań awansowała przed tygodniem do finałowego turnieju mistrzostw Polski. Osiem najlepszych drużyn w najbliższy poniedziałek rozpocznie w Puławach walkę o medale - wśród nich po raz pierwszy od siedmiu lat zespół ze stolicy Wielkopolski. Chłopcy z MKS mają przed sobą niezłe perspektywy - i to w swoim klubie, który nie posiadał dotąd drużyny seniorów.
Tydzień temu w MKS doszło do zmian statutowych - m.in. członkiem zarządu odpowiedzialnym za sprawy finansowe został Michał Kasperczak, były zawodnik Grunwaldu Poznań, dziś rekreacyjnie grający jeszcze w drugiej lidze w Sparcie Oborniki. Dla Kasperczaka szczypiorniak to rodzinna pasja - brat Jakub także gra w Sparcie, do tego szkoli młodzież w MKS, zaś ojciec Tadeusz przez lata był podporą Posnanii, w drużynie seniorów zaczął grać w wieku 16 lat. Michał Kasperczak jest przede wszystkim prezesem spółki Avatia należącej do grupy kapitałowej PBG, zarządzanej przez Jerzego Wiśniewskiego. I to właśnie dzięki swoim kontaktom z Wiśniewskim starszy z braci Kasperczaków dostał aprobatę dla planów stworzenia drużyny szczypiorniaka. - Mamy trzyletnią wizję. Chcemy w tym czasie pokazać, że można coś zbudować z pasji i zaangażowania. Prezes Wiśniewski mnie zna, pracujemy razem od lat, wie, czego może oczekiwać - mówi Michał Kasperczak.
Kasperczakowie podkreślają, że nie chcą tworzyć żadnej alternatywy dla działającego w Poznaniu Grunwaldu. - My budujemy coś swojego, klub oparty na szkoleniu młodzieży, w którym ta młodzież będzie mogła dalej grać - mówi Michał Kasperczak. Jego brat Jakub, który jest drugim trenerem juniorów MKS, dodaje: - Razem z Domanem (Leitgeberem - pierwszym trenerem - red.) podczas różnych turniejów i zgrupowań zastanawialiśmy się, jak uzdrowić piłkę ręczną w Poznaniu. Wpadliśmy właśnie na taki pomysł, szukaliśmy tylko sponsora.
Michał Kasperczak nie chce mówić o sprawach finansowych. - To nie czas na to. Mogę tylko zapewnić, że zawodnicy będą mieli odpowiednie odżywki, odnowę biologiczną, transport na mecze, wodę na zajęciach i możliwość trenowania pięć razy w tygodniu. Jego brat dodaje: - Interesować będą nas tylko tacy zawodnicy, dla których piłka ręczna też jest pasją. Trener Doman Leitgeber ma taką zasadę, że jak ktoś walczy na treningach, to później gra w meczach. W efekcie nasi juniorzy są w stanie zabiegać prawie każdy zespół. Po treningach nie mieli sił, by wstać. Efekty tego widać podczas meczów - twierdzi Jakub Kasperczak.
Bracia Kasperczakowie widzą swój zespół w drugiej lidze już jesienią tego roku. To możliwe, aczkolwiek nie wiadomo jeszcze, czy plan zostanie zrealizowany. W dolnośląsko-wielkopolskiej grupie drugiej ligi jest obecnie 13 drużyn, trzeciej ligi nie ma w Wielkopolsce w ogóle. Zgodnie z nowymi zasadami Związku Piłki Ręcznej w Polsce, od kolejnego sezonu w żadnej z grup drugiej ligi nie będzie mogło być więcej niż 12 drużyn. W tej sytuacji na ziś nie wiadomo, ile zespołów spadnie z drugiej ligi, a ile do niej dołączy. - To się okaże w maju. Do końca kwietnia przyjmujemy zgłoszenia od drużyn, które by chciały przystąpić do drugiej ligi. MKS Poznań jest na razie jedyną chętną. Jeżeli będą baraże, to zagra np. z 10. albo 11. drużyną drugiej ligi - mówi Tomasz Pisarek, przewodniczący Komisji Gier i Dyscypliny w Dolnośląskim Związku Piłki Ręcznej. Właśnie DZPR zarządza tą grupą drugiej ligi.
Kasperczakowie są spokojni o poziom sportowy swojej drużyny. - Przed sezonem juniorzy MKS grali sparing ze Startem Konin, który później wycofał się z drugiej ligi. W pierwszej połowie pozwolili rywalom rzucić tylko trzy bramki. Z Tęczą Kościan przegrali jedną bramką, z Grunwaldem Poznań też toczyli wyrównane mecze - przyznaje Jakub Kasperczak. Wiadomo jednak, że w drugiej lidze MKS mógłby liczyć na wzmocnienia bardziej doświadczonych graczy, m.in. braci Kasperczaków. - Zapytaliśmy chłopaków z drużyny juniorskiej, czy chcą dalej pracować z Domanem, czy też będą szukać innych klubów, np. w pierwszej lidze. Wszyscy po namyśle odpowiedzieli, że zostaną - mówi młodszy Jakub. Młodszy z Kasperczaków zdaje sobie sprawę z tego, że w grupach seniorskich gra się już zupełnie inaczej niż w juniorskich, ale o wynik jest spokojny. - W drugiej lidze w czubie tabeli są te zespoły, które regularnie trenują, czyli Wolsztyniak, Świdnica, Kalisz i Leszno. Reszta trenuje rekreacyjnie, po trzy razy w tygodniu i umawia się dopiero na mecze. Wiem o tym doskonale, bo sam gram w Sparcie i rozmawiam z chłopakami z innych zespołów - przyznaje Jakub.
Przed działaczami MKS sporo pracy organizacyjnej, trzeba znaleźć m.in. obiekt. Kasperczakowie myślą o jednej z hal w centrum Poznania, ale oficjalne pismo z prośbą o jej udostępnienie nie zostało jeszcze wysłane. Są za to zapaleni do dalszej pracy, której efektem ma być awans do drugiej ligi, później pierwszej, a wreszcie... - Prezes Wiśniewski chce zobaczyć, czy taka drużyna uzyska aprobatę społeczną. Jeśli uzyska, to jest możliwe stworzenie profesjonalnego klubu, takiego jak koszykarski PBG Basket - mówi Michał Kasperczak. Póki co MKS ma działać na zasadzie podobnej do koszykarkiego, ale kobiecego, MUKS. Ten bowiem co roku zdobywa seryjnie medale mistrzostw Polski w grypach młodzieżowych, a później najlepsze koszykarki w nagrodę dostają szansę występów w ekstraklasie.
|