|
|
Przy tym prawidłowym bloku Joanny Kędzi na Djenebou Sissoko sędziowie błędnie odgwizdali faul. W innych sytuacjach nie musieli pomagać Malijce, bo ta grała świetnie (fot. Andrzej Grupa)
|
Najsmutniejszą minę po zakończeniu meczu Inea-AZS Poznań - Lider Pruszków miał trener Tęczy Leszno Jarosław Krysiewicz. Poznanianki przegrały bowiem z Liderem 77:86 i nie pomogły innej wielkopolskiej drużynie w walce o ósemkę.
Inea-AZS szansę na miejsce w czołowej ósemce straciła po klęsce w Gorzowie w poprzedniej kolejce. Wtedy przegrała z prawdziwym liderem ekstraklasy, teraz zmierzyła się za to z Liderem z nazwy. Tym z Pruszkowa, który rozbiła na wyjeździe w pierwszej rundzie. Dla Lidera był to mecz o zachowanie szansy na miejsce w play-off, dla AZS - tylko o zachowanie nadziei na dziewiątą pozycję, która też jest ważna. Oznacza bowiem nieco większe dofinansowanie ze strony miasta w kolejnym sezonie.
W Pruszkowie poznanianki wygrały z Liderem 93:69, gromiąc tę drużynę w drugiej połowie. Od tamtego czasu trochę się jednak zmieniło - przede wszystkim trenerzy (Jacka Rybczyńskiego zastąpił w Liderze Arkadiusz Koniecki, a Katarzynę Dydek w Inei Roman Haber) i środkowe (w Liderze gra Djenebou Sissoko, w Inei Chinyere Ukoh). W tym drugim przypadku zdecydowanie więcej do gry Lidera wniosła znana z gry w MUKS Poznań Sissoko, niż Ukoh w Poznaniu.
To właśnie Sissoko, najlepiej zbierająca piłki z tablic w poprzednim sezonie do spółki z Amerykanką Ashley Shields, która grając w Dudzie Leszno miała rok temu najlepszą średnią zdobytych punktów w lidze rozniosły AZS. Poznański akademiczki jakby nie wiedziały, że Shields trzeba pilnować tak, by nie dostała piłki, a Sissoko umiejętnie zastawiać, by nie mogła zbierać piłek pod atakowaną tablicą i ich dobijać. Malijka zanotowała w sumie aż 18 zbiórek, z tego osiem pod koszem Inei, dołożyła rekordowe 26 pkt. Niewiele gorsza była od niej Shields. - Ja takich zawodniczek nie miałem - narzekał po meczu trener Inei-AZS Roman Haber.
Po pierwszej połowie ciężko było wskazać drużynę, która wyjdzie z tego spotkania zwycięsko. Przeważnie prowadził AZS (maksymalnie sześcioma punktami), pruszkowianki starały się każdą piłkę dogrywać pod kosz. Efekt był taki, że w pierwszych dwóch kwartach nie oddały żadnego rzutu za trzy punkty!
Od połowy trzeciej kwarty zaczęła się jednak uwidaczniać przewaga drużyny gości. Pod koszami dominowała Sissoko, pozostałe koszykarki - także Polki - dość równo dokładały się do dorobku punktowego Lidera. W Inei nie było takiej koszykarki, która potrafiłaby dobrą grą pociągnąć za sobą zespół. W drugiej kwarcie nieźle zagrała Agnieszka Skobel, ale później i ona wróciła do przeciętności.
Na początku ostatniej części meczu za trzy punkty trafiła słabiutko grająca w Liderze Dellena Crimer, po chwili akcją 2+1 popisała się Shields. Przewaga gości wzrosła do 10 pkt (69:59), ale poznanianki się nie poddały. Gdy Ukoh dobiła spod kosza rzut koleżanki (63:69), trener Koniecki poprosił o przerwę. Efekt był taki, że po powrocie na parkiet jego zespół zdobył osiem kolejnych punktów i prowadził już 77:63. Poznanianki jeszcze raz zmniejszyły straty do pięciu punktów (74:79), ale w ostatnich trzech minutach zabrakło im już koncepcji na grę. Kluczowe zaś okazały się dwa rzuty Katarzyny Cymmer - najpierw za dwa punkty równo z końcem czasu 24 sekund, a później za trzy punkty.
Zasmucony był po meczu trener Tęczy Leszno Jarosław Krysiewicz, który liczył na wygraną Inei-AZS. Wtedy awans do czołowej ósemki ekipy z Leszna byłby praktycznie pewny. A tak w sobotę Tęcza zagra o miejsca w play-off w Pruszkowie. W ramach treningu koszykarki z Leszna w komplecie stawiły się dziś w Poznaniu i powinny wiedzieć, jak nie należy grać przeciwko Shields i Sissoko.
INEA-AZS POZNAŃ - LIDER PRUSZKÓW 77:86 (20:15, 22:27, 17:21, 18:23)
Inea-AZS: Ross 16 (2x3), Ukoh 14, Skobel 14, Mrozińska 12, Idczak 12 (2x3) oraz Kędzia 7, Gołumbiewska 2, Mowlik 0.
Lider: Sissoko 26, Shields 24, Criner 7 (1x3), Dąbkowska 5, Górzyńska-Szymczak 2 oraz Kuncewicz 8, Cymmer 7 (1x3), Bibrzycka 7, Pułtorak 0.
|