|
|
Bramkarz Tęczy Adam Noskowiak nie mógł znaleźć sposobu na zatrzymanie Rafała Niedzielskiego (fot. Andrzej Grupa)
|
Skrzydłowy MKS Poznań Rafał Niedzielski grał tylko przez 30 minut derbowego meczu z Tęczą Kościan. Rzucił w tym czasie 14 bramek i to one przesądziły o wygranej jego drużyny 31:23.
Niedzielski to najlepszy snajper w drugiej lidze. Do soboty miał już 101 bramek zdobytych w 13 meczach. W sobotę dołożył kolejnych 14 - to najlepszy wynik skrzydłowego MKS w tym sezonie. Nie byłoby to może dziwne gdyby nie fakt, że Niedzielski grał tylko przez połowę meczu. Nie wyszedł na parkiet w pierwszym składzie, gdyż tym razem od początku wystąpiło kilku zawodników będących zwykle rezerwowymi, ale za to regularnie trenujących w środku tygodnia. Gra poznaniaków się jednak nie kleiła, w ataku pozycyjnym nie potrafili poradzić sobie z agresywną obroną drużyny z Kościana. Z kolei akcje Tęczy napędzał szybki Piotr Stelmasik, a doświadczony Dawid Nowak kilka razy z dystansu zaskoczył Miłosza Smolińskiego. W 9. minucie goście prowadzili 4:2.
Do tego momentu Niedzielski tylko raz pojawił się na parkiecie - wykorzystał rzut karny w 6. minucie. W 12. minucie trener MKS Doman Leitgeber znów posłał go do gry, ale na boisko weszli także środkowy Bartosz Przedpełski oraz Damian Komisarek. Dwaj ostatni zagrali dobrze, za to Niedzielski - genialnie. Bramkarz gości Adam Noskowiak miał już pewnie dość stawania oko w oko z zawodnikiem MKS przy rzutach karnych - a to bowiem piłka przelatywała mu obok ucha, a to wkręcała się obok nogi. Do tego Niedzielski był bezbłędny w kontratakach, a jak trzeba było - zdobył gola w ataku pozycyjnym z bardzo ostrego kąta. Do 40. minuty, gdy z rzutu karnego trafił na 22:11, zdobył aż 14 bramek. Pomylił się tylko raz. Później usiadł na ławce rezerwowych i nie wychodził już nawet na karne. Gdyby grał do końca, z pewnością mógłby zdobyć ponad 20 bramek. Tyle bowiem MKS miał szans w kontratakach. Zastępujący Niedzielskiego Maciej Cegła był za to bardzo nieskuteczny.
Problemem Tęczy był bardzo wąski skład, ograniczony - oprócz wyjściowej siódemki - do dwóch rezerwowych zawodników z pola. Trener Rafał Szatkowski nie mógł zmienić choćby na moment Noskowiaka, bo nie miał drugiego bramkarza. Goście dzielnie trzymali się do 19. minuty, gdy remisowali jeszcze 6:6. Później zostali rozbici kontratakami, kilka kontrowersyjnych decyzji podjęli też sędziowie. Wyrzucali bowiem graczy obu drużyn niekoniecznie w tych momentach, w których na to zasłużyli. Obie ekipy w pierwszej połowie dostały po cztery kary, lepiej w grze w przewadze radzili sobie poznaniacy.
W drugiej połowie przewaga MKS była już bardzo wyraźna - wynosiła nawet 13 bramek. Ambitny zespół z Kościana walczył do końca o każdą bramkę - w ostatnich 12 minutach zdobył ich aż 10, czyli prawie połowę dorobku z całego meczu. Wtedy zaczął też trafiać Piotr Więcław, były gracz MKS, który na trybunach miał swój mały fanklub. Z kolei w MKS zadebiutował kolejny młody gracz - to Jakub Przybylski, który nie miał żadnych oporów w starciach z bardziej doświadczonymi rywalami. W pierwszej akcji zdecydował się na rzut z drugiej linii, w drugiej niecelnie podał, ale w trzeciej zdobył ładną bramkę. To drugi junior - po bramkarzu Dariuszu Zarzyckim, który dostał okazję do debiutu w drugiej lidze w tym roku.
MKS POZNAŃ - TĘCZA KOŚCIAN 31:23 (14:9)
MKS: Smoliński, Zarzycki - Niedzielski 14 (7/7), Dubisz 4 (1/1), Komisarek 3 (0/1), M. Kasperczak 2, Perri 2, Cegła 1, Lubiewski 1, Przedpełski 1, Pochopień 1, Nawrocki 1, Przybylski 1, J. Kasperczak 0, Łączkowiak 0, Niedzielak 0.
Kary - 10 minut. Rzuty karne - 8/9.
Tęcza: Noskowiak - Nowak 7 (1/2), Stelmasik 6 (1/1), Więcław 5, Wujec 2, Graf 1, Bąkowski 1, Florkowski 1, Sobkowiak 0.
Kary - 14 minut. Rzuty karne - 2/3.
Sędziowali: Jarosław Czamański i Michał Witt (Gniezno).
|