|
|
Arkadiusz Guraj i jego zespół wygrali drugi mecz z rzędu (fot. Andrzej Grupa)
|
W pierwszoligowych derbach Wielkopolski szczypiornistów Arot Astromal Leszno uległ na własnym parkiecie Grunwaldowi Poznań 29:31. Dla wojskowych było to już drugie w tej rundzie zwycięstwo nad lokalnym rywalem. W październiku także na wyjeździe ograli Wolsztyniaka.
Po pierwszej połowie sobotniego spotkania nic jednak nie wskazywało, że opromieni ostatnim triumfem nad faworyzowaną Pogonią Szczecin poznaniacy wywiozą z Leszna komplet punktów. Owszem, Grunwald prowadził 2:0 po trafieniach Bartosza Adamczaka i Krzysztofa Martyńskiego, ale od 9. minuty inicjatywę na parkiecie przejęli gospodarze. Grali uważnie w obronie i skutecznie w ataku, często też wykorzystując szybkie kontry. Głównie za sprawą skutecznych rzutów Marcina Tórza i Huberta Szkudelskiego, Arot do przerwy mógł cieszyć się z dwubramkowego prowadzenia 17:15. - Nie będę mówił dlaczego, ale w pierwszej połowie graliśmy w osłabieniu. Coś, a raczej ktoś nam przeszkadzał - komentował później trener wojskowych Rafał Walczak. Choć nie powiedział tego wprost, można się domyślić, że miał na myśli pracę arbitrów z Wągrowca. Opiekun Grunwaldu na przerwę schodził z jednym z nich, dyskutując o sędziowskich decyzjach.
Zaraz po wznowieniu gry Krzysztof Misiaczyk zwiększył przewagę Arotu do trzech trafień, ale odpowiedź gości była natychmiastowa. Z biegiem czasu poznaniacy odrobili straty, a w 42. minucie objęli prowadzenie, które po rzutach Martyńskiego wzrosło nawet do dwóch bramek. Kolejny okres meczu należał jednak go leszczynian. Bramkarza gości zmuszali do kapitulacji Krzysztof Meissner, Hubert Szkudelski, Piotr Łuczak i drugi z braci Szkudelskich - Eryk. I to Arot po pięciu minutach był lepszy o dwa trafienia. Później nadeszło jednak chyba najgorsze dziesięć minut beniaminka z Leszna w sezonie. - Zaczęliśmy słabo grać w obronie, a konsekwencją tego był brak pomysłu w ataku. Wystarczyły dwie piłki odbite przez bramkarza i zaczął się problem - tak opisywał ten moment trener gospodarzy Ryszard Kmiecik. Grunwald natomiast wykorzystywał swoje okazje i na 120 sekund przed ostatnią syreną wygrywał trzema bramkami. Zwycięstwa już nie dał sobie odebrać. - Zadecydowała zimna krew w końcówce spotkania, bo chyba tego właśnie zabrakło leszczynianom. Kilka ich rzutów nie doszło do celu, a nam pozwoliło to wyjść na prowadzenie. Bardzo się cieszę, bo teraz czeka nas wesoły powrót do domu - komentował Walczak. Warto dodać, że było to już drugie derbowe zwycięstwo wojskowych w tej rundzie. W październiku także na wyjeździe ograli Wolsztyniaka 25:22.
- Powiedziałem chłopakom, by na spokojnie sami przeanalizowali, jakie błędy popełnili w tym meczu. Zwłaszcza te feralne dziesięć minut. Jesteśmy beniaminkiem i takie spotkania pokazują, jak wiele jeszcze musimy się uczyć. Czekają nas teraz trzy bardzo trudne mecze, więc im szybciej się pozbieramy, tym lepiej dla nas - podsumował z kolei trener Arotu Ryszard Kmiecik.
Arot Astromal Leszno - Grunwald Poznań 29:31 (17:15)
Arot: Musiał, Maziarz, Skorupiński - Tórz 6, H.Szkudelski 6, Giernas 5, J.Wierucki 4, Meissner 3, Misiaczyk 2, Łuczak 2, E.Szkudelski 1, Nowak, Kajzer.
Kary: 12 minut (H.Szkudelski 4, Nowak, Meissner, Kajzer, Łuczak po 2)
Karne: 0/0
Grunwald: Tarko, Kulczyńśki - Martyński 11, Suwisz 4, Krystkowiak 4, Adamczak 4, Guraj 3, Draszkiewicz 3, Kuczyński 2, Sobański, Tyc.
Kary: 14 minut (Adamczak, Tyc po 4, Krystkowiak, Sobański, Martyński po 2)
Karne: 3/4 (Martyński 3/3, Krystkowiak 0/1)
|