|
|
Reprezentantka Polski Justyna Żurowska (z piłką) niedawno grała z Barbarą Kaszewską w jednym klubie. W Lesznie obie zdobyły po dwa punkty, ale od gorzowianki można wymagać zdecydowanie więcej (fot. Mariusz Cwojda)
|
Na niespełna pięć minut przed końcem meczu Joanna Czarnecka wyprowadziła Tęczę Leszno na sensacyjne prowadzenie 57:55 z niepokonanym dotąd w lidze wicemistrzem Polski z Gorzowa. Mimo że rywalki grały już bez dwóch podstawowych zawodniczek, zdobyły ostatnie siedem punktów. - Prawie sprawiłyśmy sensację. Prawie robi jednak różnicę - stwierdziła tylko Aleksandra Drzewińska z Tęczy.
Drzewińska po meczu nie mogła odżałować przegranej. - Zabrakło nam spokoju rozgrywającej, bo gdyby „Edzia” nie zatrzymała się, akcja mogłaby potoczyć się dalej - mówiła kapitan Tęczy. Miała na myśli akcję z ostatnich sekund spotkania, gdy po dwóch celnych rzutach Ljudmiły Sapowej gorzowianki wygrywały 60:57. Do końca meczu było tylko 16 sekund, a trener Krysiewicz miał na parkiecie pięć zawodniczek potrafiących rzucić z dystansu, by wyrównać.
To jednak nie ta ostatnia akcja, ale całe ostatnie pięć minut zdecydowały o porażce Tęczy. Gdy na niespełna pięć minut przed końcem meczu za trzy punkty trafiła Joanna Czarnecka, Tęcza odskoczyła rywalkom na dwa punkty (57:55). Półtorej minuty później wyrównała środkowa Gorzowa Izabela Piekarska, a trener Tęczy Jarosław Krysiewicz poprosił o przerwę. Próbował uspokoić swoje zawodniczki, które stanęły przed ogromną szansą zwyciężenia niepokonanego dotąd zespołu. Szansy nie wykorzystały, bo w ostatniej minucie faulowane gorzowianki wykorzystały pięć z sześciu rzutów wolnych. Szkoda, bo leszczynianki wreszcie zagrały bardzo dobrze, długo wykorzystywały rzutową niemoc rywalek. Na dodatek w 34. minucie piąte faule popełniły dwie podstawowe zawodniczki AZS - Nkolika Anosike oraz Justyna Żurowska.
Początkowo mecz układał się po myśli lidera ekstraklasy - gorzowianki wygrywały nawet 11:2. Podopieczne trenera Krysiewicza grały jednak coraz lepiej i zmniejszały straty. Doprowadziły nawet do remisu 26:26, ale po chwili osiem punktów dla AZS zdobyła Julia Durejka. Optymistyczne było to, że wreszcie Tęcza nie przegrywała walki pod tablicami - tam świetnie radziły sobie Tracy Gahan i Joanna Walich. Obie zaliczyły tzw. double-double: Amerykanka zdobyła 12 pkt i miała 14 zbiórek, Walich dodała 17 pkt i 10 zbiórek. Pierwsza połowa spotkania zakończyła się jednak wynikiem 37:30 dla liderek PLKK.
Po przerwie górą były koszykarki z Leszna, trzecią kwartę wygrały 20:11. Po rzucie Drzewińskiej w ostatniej sekundzie leszczynianki wygrywały dwoma punktami i przez Trapez przeleciał lekki powiew sensacji. Wyrównana gra do samego końca meczu, z tym że gorzowianki przynajmniej trafiały z rzutów wolnych. Świetnie grająca Walich była niepocieszona: - Nie mam się z czego cieszyć, bo przecież przegrałyśmy. Zagrałyśmy wreszcie tak, jak powinnyśmy grać zawsze. Zabrakło tylko spokoju w ostatnich minutach meczu. Przez całe spotkanie walczyłyśmy, chyba każda z nas leżała dziś na parkiecie, mnie bardzo boli łokieć - mówiła. Trener Tęczy chwalił też Gahan, którą przesunął bardziej na obwód. - Tracy miała zaskoczyć rywalki. Zazwyczaj grała ona jako jedna z wysokich, na pozycji numer cztery. Tym razem wystąpiła jako niska skrzydłowa - mówił szkoleniowiec. Amerykanka trafiła dwa razy z dystansu, ale miała rekordową liczbę zbiórek. Do 15. minuty sama zebrała z tablic 10 piłek, wszystkie jej koleżanki z drużyny sześć, a cały zespół z Gorzowa - 12.
Tęcza napędziła sporo strachu gorzowiankom, które w tym roku nie przegrały jeszcze meczu w lidze. Co z tego, skoro leszczyński zespół nie może być pewny jeszcze startu w play-off. Sytuacja Wielkopolanek mocno się skomplikuje, jeśli przegrają następny mecz w Pruszkowie. Jeśli jednak uda im się awansować do czołowej ósemki, najlepsze dla Tęczy byłoby... ósme miejsce. Wówczas znów trafiłyby na ekipę z Gorzowa, z którą potrafią co sezon walczyć jak równy z równym. - Liczę na to. Nie dlatego, iż uważam, że jest to najsłabsza ekipa z pierwszej czwórki, ale dlatego, że moje dziewczyny na te mecze skupiają się nie na sto, ale na 110 procent - mówił po meczu Krysiewicz. Szkoleniowiec AZS i selekcjoner reprezentacji Polski Dariusz Maciejewski chwalił zespół z Leszna, ale i dostrzegał sporo mankamentów w grze swojej drużyny. - Gratuluję zawodniczkom z Leszna, podjęły walkę. Mieliśmy kilka problemów: niską skuteczność i faule. Rzadko się zdarza, by tak doświadczona zawodniczka jak Anosike sfaulowała pięć razy w 14 minut. Kluczem do wygranej okazała się obrona, założyliśmy sobie, że nie możemy stracić więcej niż 60 punktów. Leszczynianki zagrały bardzo dobrze i pokazały, że są w stanie walczyć z najlepszymi - przyznał Maciejewski.
W trakcie meczu obaj trenerzy zgłaszali wiele zastrzeżeń do pracy sędziów, co chwilę to jeden to drugi trener wdawał się w dyskusję z arbitrami: Andrzejem Zalewskim i Wojciechem Imiołkiem. Jednak po meczu zarówno Maciejewski, jak i Krysiewicz nie chcieli komentować ich pracy. Trener gorzowianek rzucił tylko z uśmiechem: - Odpowiedź na takie pytanie czasem może mnie słono kosztować, dlatego powstrzymam się od komentarza.
SUPER POL-TĘCZA LESZNO- AZS PWSZ GORZÓW 57:62 (20:24, 10:13, 20:11, 7:14)
Tęcza: Walich 17, Czarnecka 13 (1x3), Gahan 12 (2x3), Krysiewicz 6 (1x3), Drzewińska 5, Gawrońska 2, Kaszewska 2, Gajewska 0.
AZS: Sapowa 17 (1x3), Anosike 14, Dźwiglska 2, Spencer 2, Żurowska 2 oraz Durejka 11 (3x3), Richards 6 (2x3), Piekarska 5, Kaczmarczyk 3.
|