|
|
Marek Sobkowiak (z lewej) był najskuteczniejszym zawodnikiem sobotniego meczu (fot. Krzysztof Kaczyński)
|
Po prawie dwumiesięcznej przerwie koszykarze AZS Politechniki Poznań w końcu mieli okazję zagrać na własnym parkiecie. W sobotę po ciekawym meczu pokonali Księżaka Łowicz 73:63.
Dwa poprzednie spotkania Polibudy w hali na Morasku (z AZS UWM Olsztyn i Korsarzem Gdańsk) zostały przełożone z przyczyn niezależnych od gospodarzy, a ostatni ligowy mecz akademicy grali 10 grudnia w Bydgoszczy przeciw Astorii. - Byliśmy głodni gry i żądni rewanżu za wysoką porażkę w pierwszej kolejce w Łowiczu. Chcieliśmy też "odkuć się" po pechowej przegranej w Bydgoszczy - nie ukrywał Tomasz Baszak. I udało się, choć poznaniacy cały mecz grali "falami". Najpierw szybko objęli prowadzenie 11:4, następnie łowiczanie wyrównali (13:13), potem akademicy zdobyli osiem punktów z rzędu, a inauguracyjna kwarta skończyła się wynikiem 21:17. Ciekawostką jest fakt, że w pierwszej odsłonie odgwizdano tylko pięć fauli - cztery gospodarzy i jeden gości. Nie wynikało to jednak z nadzwyczaj czystej gry zawodników, a raczej z pracy sędziów, do której obaj trenerzy mieli sporo uwag. - Zazwyczaj w ogóle nie dyskutuję z arbitrami, ale w takiej sytuacji, jak w pierwszej kwarcie trzeba zawalczyć o zespół i ich "obudzić" - komentował szkoleniowiec gospodarzy Waldemar Mendel.
W drugiej partii jego podopieczni nieco spuścili z tonu, prezentując kiepską skuteczność. Długo jednak utrzymywali prowadzenie. Dopiero tuż przed syreną zaskakujący rzut "za trzy" oddał Bartosz Włuczyński i poznaniacy do szatni zeszli przegrywając 29:31. - Problemem było to, że w tej kwarcie dostosowaliśmy się do tempa gry rywala i oni się w tym dobrze czuli. Gdy w pierwszej im "odjeżdżaliśmy", nie nadążali za nami. Dlatego głównym założeniem po przerwie było przyspieszenie gry - mówił trener Mendel. Zaraz po zmianie stron koszykarze z Poznania zabrali się za realizację tego planu. Po trafieniu z dystansu Pawła Hybiaka Politechnika objęła prowadzenie 34:32 i już do końca meczu go nie oddała.
Zanosiło się nawet na dość wysoką wygraną, bo po celnych rzutach najskuteczniejszego tego dnia Marka Sobkowiaka gospodarze mieli aż piętnaście punktów przewagi (54:39). - Chcieliśmy odrobić stratę z pierwszego meczu, który przegraliśmy 21 punktami. Ostatecznie się nie udało - mówił po meczu Tomasz Gierwazik. Znów bowiem przyszedł okres słabszej gry Polibudy, a sytuacja powtórzyła się również w ostatniej kwarcie. Ostatecznie poznaniacy zwyciężyli różnica dziesięciu "oczek". - Solidnie przepracowaliśmy ten okres przerwy w grze i pokonaliśmy wyżej notowanego rywala - podkreślali Baszak i Gierwazik. - Nie martwiłem się o przygotowanie fizyczne, a bardziej o sferę mentalną i koncentrację. Może z tego właśnie brała się ta nasza gra zrywami. Cieszymy się, że w końcu zagraliśmy u siebie. Liczę że zostaniemy w rytmie meczowym i będziemy wyglądać coraz lepiej - zakończył trener Waldemar Mendel.
AZS Politechnika Poznań - Księżak Łowicz 73:63 (21:17, 8:14, 27:18, 17:14)
AZS Politechnika: Sobkowiak 20, Baszak 15 (3x3), Hybiak 12 (1x3), Szydłowski 10, Rostalski 5, Gierwazik 4 (1x3), Stankiewicz 4, Piazdecki 3, Tkacz 0, Walczak 0, Łyżwa 0.
Księżak: Janiak 13 (2x3), Włuczyński 11 (1x3), Rajkowski 11, Kromer 10, Kucharek 9 (1x3), Gołuch 4, Nogalski 3, Wojciechowski 2.
|