|
|
Kibice z Ostrowa Wlkp. liczą na dobrą grę Marcina Dymały (fot. T.Papierski)
|
Gdyby zadać tytułowe pytanie kilka tygodni temu, odpowiedź byłaby prosta - walka o utrzymanie. Jednak biorąc pod uwagę wyniki uzyskane w trakcie okresu przygotowawczego, a także skład zespołu Mikołaja Czaji, apetyty kibiców z Ostrowa Wlkp. znacznie wzrosły. - Mamy po prostu walczyć - spokojnie tłumaczy prezes klubu Izabela Kaczmarek.
Żółto-niebiescy rozpoczną zmagania na drugoligowych parkietach już w piątek. Mocno przebudowany zespół, który poprowadzi w tym sezonie doskonale znany miejscowym sympatykom basketu Mikołaj Czaja, podejmie w hali przy ul. Kusocińskiego MKS Skierniewice (początek - godz. 18.30). To doskonały rywal, aby zweryfikować prawdziwy potencjał ostrowskiej piątki. Przeciwnik - podobnie, jak Stal - zaliczany jest do drużyn środka tabeli. Jeśli ekipa Czai odniesie przekonujące zwycięstwo, będzie to pierwszy krok w kierunku realizacji przedsezonowych oczekiwań zarządu. - Na pewno nie mierzymy w awans, ale też nie chcemy grać ogonów. Walka o urzymanie lub nie daj Boże spadek, będzie porażką - mówi prezes ostrowskiego klubu Izabela Kaczmarek. - Dla nas ten sezon ma być czasem nauki i zdobywania doświadczenia. Po to, aby w niedalekiej przyszłośći wywalczyć dla Ostrowa I ligę - dodaje.
Stonowane nastroje wśród działaczy są jak najbardziej uzasadnione. Stalowcy doskonale prezentowali się w okresie przygotowawczym (pięć zwycięstw w sześciu sparingach), ale trzeba pamiętać, że liga rządzi się swoimi prawami. O powtórzenie niedawnego sensacyjnego zwycięstwa nad Open Florentyną Pleszew w towarzyskim turnieju, będzie bardzo trudno. Skuteczna walka z ligowymi średniakami jest już jednak scenariuszem całkiem realnym. - Jeśli w lidze zaprezentujemy tyle ambicji i woli walki, co w ostatnich tygodniach, na pewno będziemy zadowoleni - zapowiada prezes Kaczmarek.
Ambicji i woli walki ostrowianom zabraknąć nie powinno. Stal ma bowiem w swoich szeregach sporą grupę zawodników, którzy mają coś do udowodnienia. Aż sześciu z nich to młodzi chłopcy z roczników 1992-93, którzy do tej pory nie zasmakowali walki na drugoligowych parkietach. W opinii fachowców mają spory potencjał i tylko od nich zależy, czy przełoży się on na ich postawę na boisku. Jest też grupa doświadczonych koszykarzy. Marcin Kałowski, Łukasz Olejnik, Kamil Sierański jeszcze niedawno zdobywali punkty dla krezusów z Pleszewa i snuli wizje dotyczące gry o szczebel wyżej. Po katastrofie, jaka wydarzyła się w barażach (Open Basket niespodziewanie przegrał decydujący o awansie mecz z SKK Siedlce) całej trójce podziękowano za współpracę. Angaż znaleźli w oddalonym o 30 km Ostrowie. To odbiło się nie tylko na ich kieszeni, ale przede wszystkim sportowej ambicji. Derby południowej Wielkopolski zyskają więc dodatkowy wymiar. Byli gracze Open Basket z pewnością będą chcieli pokazać, że prezesi pleszewskiego klubu skreślili ich zbyt wcześnie.
Aby tak się stało, dobrą formę muszą prezentować nie tylko w bezpośrednich starciach, ale przez cały sezon. Lokalni rywale przyglądają się sobie bowiem wzajemnie ze szczególnym zainteresowaniem od pierwszej do ostatniej kolejki. Każde spotkanie będzie więc okazją, aby udowodnić swoją wartość. Jeśli dodać do tej grupy Rafała Wojciechowskiego, Łukasza Ptaka i świeżo upieczonego reprezentanta Polski U-20 Marcina Dymałę, na papierze mamy zespół, który powinien całkiem poważnie liczyć się w walce o czwórkę. - Dyplomacja nie pozwala mi mówić o konkretnym miejscu. Wiadomo, że każdy chce ugrać jak najwięcej. Tak samo, jak każdy może przegrać. To tylko sport. Ale porażka musi być porzedzona walką i zaangażowaniem. Tego na pewno będziemy wymagać - kończy Kaczmarek.
|