|
|
Jeśli plan AZS się powiedzie, w akademickiej drużynie grały będą lepsze koszykarki niż Amber Petillon (w środku) - fot. Andrzej Grupa
|
Nawet w przypadku spadku z ekstraklasy, koszykarki AZS Poznań mają do niej wrócić z dziką kartą i w następnym sezonie walczyć już w fazie play-off. Klub przedstawił dziś zarys swojego planu funkcjonowania.
Nieraz już w poznańskich klubach bywało tak, że przedstawiane były piękne wizje przyszłości, z których jednak nic nie wychodziło. Dotyczy to także koszykarek. W 2002 roku w Urzędzie Miasta przedstawiano drużynę Quay-POSiR Poznań - też rysowano jej piękną przyszłość, na konferencję przybyły m.in. Olga Pantelejewa, Beata Predehl czy Agnieszka Szott, a klub został zgłoszony do europejskich pucharów. Ostatecznie Szott w ogóle nie zagrała w Poznaniu, Pantelejewa, Predehl czy Elena Nawojkowa szybko rozwiązały swoje kontrakty, a zadłużony klub omal nie spadł z ekstraklasy. Z wielkich planów nic nie wyszło.
Teraz ma być inaczej, a większą wiarygodność planom AZS dodaje osoba Tomasza Długiewicza. To prezes notowanej na giełdzie grupy One-2-One, działającej w sektorze mediów i usług marketingowych oraz będącej liderem na rynku konkursów SMS-owych. Od tygodnia znajduje się w zarządzie sekcji koszykówki w AZS, a mówienie o baskecie nie sprawia mu najmniejszych problemów. - Jesteśmy na początku drogi, która została wymuszona zmieniająca się rzeczywistością. Kryzys spowodował, że trzeba szukać innych dróg funkcjonowania klubu. Zmiany w zarządzie mają spowodować, że struktura klubu bardziej będzie przygotowana do nowych wyzwań. Chcemy poszukać właściwej drogi rozwoju żeńskiego basketu w Poznaniu - mówił Długiewicz.
W tym celu AZS odejdzie od rocznego planowania budżetu, rozmowy ze sponsorami będą prowadzone np. w perspektywie trzech lat. - Przyjęliśmy na wstępie trzyletnią strategię, byśmy nie musieli szukać nazwy klubu na dole tabeli. Albo czasem rozwijać tej tabeli, by AZS znaleźć. Czy wizja jest słuszna, przekonamy się za dwa, trzy, pięć lat. Pierwszym krokiem jest zawiązanie konsorcjum, na czele którego stoi AZS. Ma ono pomóc w komunikowaniu się z rynkiem, poszukiwaniu sponsorów. Umowa została podpisana na początku roku - mówił Długiewicz. Obok niego siedział Filip Morawski, prezes agencji Expansja Advertising. - Expansja ma nas nauczyć lepiej mówić do rynku językiem marketingowym. Tak, byśmy w zalewie różnych komunikatów potrafili się przebić. Ich doświadczenie pozwoli nam pokazać, że mamy jeden spójny i przejrzysty produkt - powiedział Długiewicz. Morawski nie chciał mówić o szczegółach planu. - Koncepcja jest już prawie gotowa, ale potrzebujemy jeszcze chwili, by ją przedstawić - zaznaczył.
Wiceprezes Długiewicz przyznał, że ważna w funkcjonowaniu klubu jest jego struktura szkolenia młodzieży. Zresztą jego córka gra w drużynie młodziczek młodszych Inei-AZS. - W tej strukturze już jest 500 dziewczynek, które mają zaszczepioną miłość do koszykówki. Na tych młodych ludzi czeka wiele niebezpieczeństw, których kilkanaście lat temu jeszcze nie było. Sport ma właściwości wychowawcze, oderwać od komputera, pomóc rodzicom - mówił i wspomniał, że sam ma troje dzieci. W AZS nikt już specjalnie nie liczy na dalsze dotowanie drużyny seniorek. - Mamy pełną świadomość sytuacji, w jakiej znalazło się miasto. Dla nas ważniejsze od wsparcia pierwszej drużyny jest wsparcie szkolenia młodzieży oraz pomoc w dotarciu do partnerów miasta - mówił. Pochwalił też władze Inei-AZS, prezesa Pawła Klepkę oraz dyrektora Łukasza Zarzyckiego za to, że klub nie żył ponad stan. - Może to zabrzmi kuriozalnie, bo klub jest ostatni w tabeli, ale droga zarządu była słuszna. W tej chwili, gdy rozpoczynamy rozmowy ze sponsorami, nie musimy mówić, że mamy do spłacenia 500 tysięcy złotych długu. Wszystkie pieniądze, które pozyskamy, będą inwestowane w przyszłości.
Prezes Klepka zapewnił, że AZS będzie chciał przed następnym sezonem wykupić tzw. dziką kartę, by po spadku z FGE (a to jest bardzo prawdopodobne) móc dalej grać w elicie. A jeżeli nikt z ekstraklasy się nie wycofa, zaś obaj beniaminkowie będą spełniali wymogi licencyjne i dzikich kart nie będzie? - To możemy mieć problem, ale wówczas przez rok będziemy grali w pierwszej lidze. Z tym składem spokojnie wywalczylibyśmy awans - mówił Klepka. Dyrektor Zarzycki, który jest też wiceprzewodniczącym rady nadzorczej PLKK uspokoił. - Na 99 proc. zostanie wprowadzona liga kontraktowa. Jeśli będziemy mieli zagwarantowany ponad milion budżetu, to będziemy w niej grać, takie dostałem zapewnienie.
Wiceprezes Długiewicz mówił, że budżet AZS w przyszłym sezonie będzie wynosił ok. półtora miliona złotych. To powinno wystarczyć do spokojnej walki o miejsce w ósemce. Aby marzyć o półfinale, budżet musiałby być trochę wyższy. - Nic na siłę, naszym sukcesem jest to, że klub nie ma zadłużenia - przyznał Klepka. - Zakładamy, że jeśli nasz plan się powiedzie, to będą bardzo istotne wzmocnienia. Taki jest plan - dodał Długiewicz. AZS już kończy rozmowy z pierwszym poważnym sponsorem - takich ma być kilku. - Nie zakładamy, że uda się pozyskać jednego strategicznego sponsora - powiedział Długiewicz. Czy z klubem dalej będzie współpracowała Inea? - Rozmawiamy. Trudno sobie wyobrazić AZS bez Inei - powiedział Klepka. Swoje mecze odmienione akademiczki nadal będą rozgrywały na Morasku.
|