- Nie lubię, kiedy po pierwszej połowie wysoko prowadzimy. Wtedy na koniec jest tragedia - mówi prezes BM Węgiel Stal Ostrów Wlkp. Izabela Kaczmarek. Z szefową ostrowskich koszykarzy rozmawialiśmy po sobotnim starciu na szczycie II ligi ze Śląskiem Wrocław. Stal wyszła z tego pojedynku zwycięsko, choć po 20 minutach niewielu wierzyło w jej sukces.
WIELKOPOLSKISPORT.PL: Po meczu ze Śląskiem w hali przy Kusocińskiego zapanowała radość, jakbyście awansowali już do I ligi.
IZABELA KACZMAREK (prezes BM Węgiel Stal Ostrów Wlkp): My cieszymy się z każdego zwycięstwa. Jednocześnie aż tak daleko w przyszłość nie wybiegamy. Celem oczywiście jest awans - to nie ulega wątpliwości, natomiast ta sobotnia radość była po prostu autentyczną reakcją na to, co wydarzyło się na parkiecie. W końcu pokonaliśmy nie byle kogo. Śląsk to lider naszej grupy, a wygrywając z nim, zachowaliśmy spore szanse, żeby przed play-off zająć jego miejsce.
Taką Stal, jak w tym spotkaniu chciałaby pani oglądać przez cały czas?
To był mecz walki. Zupełnie nie siedział nam rzut. Problemy mieli nasi główni strzelcy, czyli Marcin Kałowski, Wojtek Szawarski, a nawet Łukasz Olejnik. Można powiedzieć, że w ich wykonaniu to spotkanie wyglądało wyjątkowo beznadziejnie. Nadrobiliśmy za to wolą walki. Szczególnie widać to było w czwartej kwarcie. Chłopcy chcieli wygrać i przy odrobinie szczęścia, które podobno sprzyja lepszym, to się udało.
Zwycięstwo zawdzięczacie zmiennikom. Gra odmieniła się po wejściu Marcina Dymały i Mateusza Zębskiego. Bardzo dobrze spisał się też Kamil Sierański. To chyba daje do myślenia.
Kamil Sierański to zawodnik od zadań specjalnych. Wszystkim życzę takiej ambicji, jaką posiada ten chłopak. Zwłaszcza, że on nie ma najlepszych warunków do gry w koszykówkę. Przypominam, że wcześniej trenował piłkę ręczną. Nadrabia za to wolą walki. Ja nawet nie bardzo potrafię zdefiniować tę jego cechę. Jest niesamowity. Jeśli chodzi o Dymałę i Zębskiego cieszy przede wszystkim fakt, że są naszymi wychowankami. Trener często stawia na graczy z Ostrowa i już widać tego efekty.
Proszę się przyznać. W pierwszej połowie, kiedy przegrywaliście szesnastoma punktami, na pewno myślała pani, że jest już po meczu.
Ja nigdy tak nie myślę. Osobiście wolę, gdy do przerwy albo minimalnie przegrywamy, albo wynik jest na styku. Nie lubię, gdy po pierwszej połowie prowadzimy dwudziestoma punktami. Wtedy wiem, że na koniec jest tragedia. Czasem nawet w rozmowach z trenerem sugerowałam, żeby w mniej ważnych meczach osłabił pierwszą piątkę.
Ta gra i ten skład wystarczy, aby cieszyć się z awansu?
Przed nami jeszcze bardzo wiele spotkań. Chciałabym, aby to wystarczyło, ale nie potrafię w tej chwili odpowiedzieć, czy tak się stanie.
Będą wzmocnienia?
Odpowiem tak. Na pewno żadnego zawodnika nie zwolnimy.
Żałowała pani w sobotę, że na boisku nie było już Sławomira Nowaka?
Nie było szans na zatrzymanie Sławka, bo na ten moment nie dysponowaliśmy dodatkowymi środkami finansowymi, a w związku z tym nie byliśmy w stanie sprostać jego wymaganiom. Szkoda, bo to bardzo dobry gracz. Osobiście żałuję, że nie ma go już w naszym zespole. W meczu ze Śląskiem widać było, jak męczyć musiał się Łukasz Olejnik, który w tej chwili jest taką trochę oszukaną "piątką". Gdyby był Nowak, na pewno byłby wzmocnieniem. Nie ma jednak co roztrząsać tej sprawy. Musimy radzić sobie bez niego. Na razie wygląda to bardzo dobrze. W tym miejscu chciałabym jeszcze wyróżnić Wojtka Szawarskiego. Jego dorobek punktowy może nie był imponujący, ale gra w obronie to prawie sztuka. Świetnie się to oglądało.
Gdybyście w sobotę przegrali, żałowałaby pani decyzji o wypłaceniu zespołowi zamrożonych pod koniec pierwszej rundy premii?
Na pewno nie - pod warunkiem, że mecz wyglądałby tak, jak wyglądał. Ja jestem niezadowolona tylko wtedy, gdy w grze brakuje ambicji. W meczu ze Śląskiem zawodnicy pokazali, że mają charakter.
Teraz porażki w Jaworznie i Skierniewicach bolą chyba jeszcze bardziej. Gdyby nie tamte wpadki, dziś bylibyście punkt przed wrocławską drużyną.
Nie lubię gdybania. Mamy jeszcze całą rundę rewanżową. Mam nadzieję, że zespół jest już w pełni zgrany. Widać to było zresztą podczas turnieju z udziałem pierwszoligowców, który odbył się w naszej hali w przerwie świąteczno-noworocznej. Byłam trochę zła - zwłaszcza po kontuzji Jakuba Dryjańskiego - że zmierzyliśmy się tam z bardzo brutalnie grającą Rosą Radom, ale trener uświadomił mi, że taki pojedynek może być świetnym przetarciem przed agresywnie walczącym Śląskiem. Jak widać miał rację.
Przeczytaj relację z meczu Stal - Śląsk |
||
| Rozmawiał: Marcin Ostajewski |

