|
|
Damian Kulig miał w Sopocie ciężkie życie pod koszami (fot. Andrzej Grupa)
|
Nawet bez kontuzjowanego Djordje Micicia koszykarze PBG Basket Poznań byli w stanie podjąć walkę w wyjazdowym spotkaniu z Treflem Sopot. Przegrali 64:71, ale napędzili rywalom stracha, w ostatniej kwarcie doprowadzając nawet do remisu. Sopocian uratował były gracz PBG Adam Waczyński.
Djordje Micić doznał kontuzji pleców w ostatnim ligowym meczu z Anwilem Włocławek. To duża strata dla PBG. Obok Damiana Kuliga Serb jest bowiem najlepszym graczem drużyny. Dodajmy do tego przerwę Aleksandra Lichodzijewskiego oraz zwolnienie z drużyny Jacka Sulowskiego, a wąska kadra trenera Miliji Bogicevicia zostanie zawężona niemal do minimum. Aby dokonywać rotacji serbski szkoleniowiec dał szansę gry Jakubowi Nowakowi, który do tej pory rzadko podnosił się z ławki. W niedzielę 23-letni koszykarz zagrał o minutę dłużej niż łącznie we wszystkich swoich wcześniejszych występach w TBL.
W takiej sytuacji można było spodziewać się szybkiego uzyskania wysokiej przewagi przez drużynę z Sopotu, która chciała zrehabilitować się za czwartkową porażkę w Kołobrzegu. Poznaniacy radzili sobie jednak bardzo dobrze, choć mieli problemy pod koszem z wyższymi od siebie rywalami. Nie tyle w walce o piłki odbite od obręczy, co w uzyskaniu pozycji rzutowych w ataku. Nawet lider PBG Kulig pudłował raz za razem - po pięciu niecelnych rzutach trener Bogicević zastąpił go Jakubem Parzeńskim. Temu zresztą nie szło dużo lepiej, a później jeszcze gorzej. Kulig w całym spotkaniu trafił jeden z siedmiu rzutów za dwa punkty, Parzeński jeden z ośmiu, a trzeci wysoki gracz czyli Mateusz Bartosz - jeden z pięciu. Podkoszowi PBG uciekali więc na obwód, a stamtąd na szczęście trafiali częściej.
Pod koniec pierwszej kwarty Trefl z wyniku 12:10 odskoczył na 17:10, a w drugiej kwarcie uzyskał już 15 punktów przewagi (39:24). Poznaniacy nie dali się złamać i w drugiej połowie sami zaatakowali rywali. Świetnie grał Żarko Comagić (17 pkt w drugiej połowie), za trzy punkty trafili Tomasz Smorawiński, Parzeński i Kulig. W 28. minucie PBG Basket przegrywał już tylko 47:50. W ostatnich sekundach poznaniacy pozwolili jednak Adamowi Waczyńskiemu na dwie akcje i przewaga Trefla wzrosła do ośmiu "oczek".
Skazanie PBG na porażkę byłoby jednak nie na miejscu. Ledwie rozpoczęła się ostatnia odsłona, a dwa punkty zdobył Niksa Nikolić, po nim zaś z dystansu trafili Parzeński i Comagić. Zrobił się sensacyjny remis 55:55, a do końca meczu zostało sześć minut. Szybko trójką odpowiedział jednak Waczyński. Gdy Trefl zwiększył prowadzenie do sześciu punktów (63:57), o przerwę poprosił Bogicević. Minęło tylko 56 sekund, a już o czas musiał wnioskować trener Trefla Karlis Muiznieks. Dwa razy celnie rzucił bowiem Comagić (63:61). W końcówce poznaniakom zabrakło już skuteczności by sprawić sensację, ale za postawę w tym spotkaniu i tak należą im się wielkie brawa. W ostatnich dwóch akcjach honor Trefla uratował Łukasz Wiśniewski, który przecież jeszcze kilka miesięcy temu był kapitanem PBG.
W czwartek w Arenie PBG Basket podejmie Energę Czarni Słupsk. Mecz rozpocznie się o godz. 19:00, a bilety kosztują tylko dwa złote.
TREFL SOPOT - PBG BASKET POZNAŃ 71:64 (17:10, 22:17, 16:20, 16:17)
Trefl: Turek 17, Dylewicz 10, Wiśniewski 10 (1x3), Mallett 6, Koszarek 2 oraz Waczyński 17 (3x3), Burgess 4, Stefański 3, Cummings 2.
PBG: Comagić 23 (2x3), Nikolić 10 (2x3), Kulig 9 (1x3), Bartosz 5 (1x3), Smorawiński 5 (1x3) oraz Parzeński 9 (2x3), Nowak 3 (1x3).
|