|
|
Niksa Nikolić w czwartej kwarcie pokazał, że ma spore umiejętności. Wcześniej jednak zawodził (fot. Andrzej Grupa)
|
PBG Basket Poznań był bardzo blisko przerwania serii pięciu kolejnych porażek w Tauron Basket Lidze. Po szaleńczej pogoni w ostatniej kwarcie meczu ze Śląskiem Wrocław poznaniacy wyszli na prowadzenie. Rywale jednak zdołali doprowadzić do dogrywki, w której już wyraźnie dominowali i ostatecznie wygrali 106:101.
Koszykarskie starcia poznańsko-wrocławskie mają swoją bogatą historię. Jeszcze na początku lat 90. mecze Lecha i Śląska uchodziły za klasyk. Teraz ekipa z Dolnego Śląska wróciła do ekstraklasy i przyjechała do Poznania, ale już nie po to, żeby spotkać się z Kolejorzem. Z planów powrotu do starej nazwy poznańskich koszykarzy niewiele wyszło i w TBL występuje wciąż zespół PBG Basket. Bez wątpienia jednak ta dzisiejsza rywalizacja miała swój dodatkowy smaczek, a kibice na brak emocji nie mieli prawa narzekać.
Gospodarze do 5. minuty prowadzili, ale oddali inicjatywę rywalom, gdy ci wyrównali na 16:16. Śląsk zbudował wyraźną przewagę napędzany głównie przez niesamowitego Slavisę Bogavaca. Tylko do przerwy zdobył on 17 punktów, a w całym meczu aż 37! Co ważne, wytrwał do końca z czterema faulami. A to nie udało się trójce graczy gospodarzy - Mateuszowi Bartoszowi, Jackowi Sulowskiemu, a także Tomaszowi Smorawińskiemu. Z tego powodu w końcówce dogrywki musiał już grać bardzo niedoświadczony Fryderyk Szydłowski. Bartosz wystąpił natomiast po raz drugi w barwach PBG. Po wejściu na parkiet zdobył 5 pkt z rzędu (było wtedy 31:38), zaliczył też w dwóch pierwszych kwartach blisko połowę zbiórek w swojej drużynie (5 na 12). Potem też nieźle bronił, ale brakowało jego skutecznych rzutów. Pod tym względem sporo ustępuje Aleksandrowi Lichodzijewskiemu, który nie mógł pojawić się na boisku z powodu kontuzji. A Śląsk miał nie tylko Bogavaca, ale również Roberta Skibniewskiego, który wyśmienicie kierował kolegami. Dość powiedzieć, że przed przerwą zaliczył aż 7 asyst - tyle, co wszyscy poznaniacy razem wzięci.
Wrocławianie prowadzili po 20 minutach 51:42, a po zmianie stron szybko uciekli na 64:49. Przed ostatnią odsłoną mieli 11 punktów więcej (72:61). Wtedy rozpoczęła się szaleńcza pogoń gospodarzy. W 35. minucie po "trójce" najskuteczniejszego w PBG Djordje Micicia (25 pkt) na tablicy był wynik 75:76. Rywalizacja o dwa punkty do ligowej tabeli w tym momencie rozpoczęła się na nowo. Po chwili Damian Kulig wyrównał na po 77, a kilkanaście sekund później Smorawiński dał swojej drużynie prowadzenie 79:77. Emocje sięgały zenitu, szczególnie że do końca było coraz mniej czasu. Wielką szansę na rozstrzygnięcie rywalizacji miał Kulig, który wcześniej był nieco schowany, ale w decydującym momencie wziął sprawy w swoje ręce. Po podaniu Micicia wpakował piłkę do kosza i było 83:80. Po chwili nie trafił Skibniewski, a po zbiórce Bartosz Diduszko sfaulował Kuliga. I kto wie, czy to nie był decydujący moment tego dnia. Kapitan drużyny stanął na linii wolnych i dwa razy chybił!

Prawdopodobnie kluczowy moment meczu. Na 89 sekund przed końcem Damian Kulig spudłował dwa wolne, a w walce o piłkę Mateusz Bartosz sfaulował Slavisę Bogavaca, które swoje wolne trafił. Zamiast 85:80 było 83:82 (fot. Andrzej Grupa)
Było półtorej minuty do końca i poznaniacy mogli mieć pięć punktów więcej od rywala, a wtedy przerwanie serii pięciu kolejnych porażek byłoby niesamowicie blisko. W odpowiedzi Bogavac zmniejszył różnicę z wolnych (83:82), wtedy jeszcze zrewanżował się Kulig (85:82), ale na takim dorobku poznaniacy zatrzymali się na dłużej. W końcu Bogavac doprowadził do wyrównania. W ostatniej akcji gospodarze mieli jeszcze piłkę - najpierw jednak spudłował Niksa Nikolić, a po zbiórce Jakuba Parzeńskiego także z dystansu Micić. A zatem doszło do dogrywki.
Dodatkowe pięć minut lepiej rozpoczęli wrocławianie - najpierw trafił Aleksandar Mladenović, a potem akcją 2+1 popisał się Skibniewski i zrobiło się 85:90. Przy wyniku 88:94 były blisko dwie minuty nieskuteczności z obu stron. W końcu tę serię przełamał niezawodny Bogavac, który rzucił wolnego i Śląsk wygrywał 95:88. Gracze PBG jeszcze zerwali się do odrabiania strat - "trójki" trafili Nikolić oraz dwukrotnie Kulig. To było jednak za mało, faulowani przeciwnicy nie mylili się. A szczególnie Akselis Vairogs, który wykorzystał 8 z 10 prób, większość w samej końcówce. To oznaczało kolejną porażkę ekipy Miliji Bogicevicia. Pierwszą rundę poznaniacy zakończyli z bilansem 3-9 i wylądowali w dole ligowej tabeli.
PBG Basket Poznań - Śląsk Wrocław 101:106 po dogrywce (24:28, 18:23, 19:21, 24:13, 16:21)
PBG: Micić 25 (2x3), Kulig 23 (2x3), Comagić 18 (1x3), Nikolić 12 (2x3), Sulowski 7 (1x3) oraz Smorawiński 7 (1x3), Bartosz 5 (1x3), Parzeński 4, Milczyński 0, Szydłowski 0.
ŚLĄSK: Bogavac 37 (3x3), Skibniewski 12, Graham 10 (2x3), Calhoun 9 (1x3), Niedźwiedzki 5 oraz Vairogs 17 (1x3), Mladenović 15, Diduszko 1, Buczak 0, Koelner 0.
|