Po takim meczu to nie wiem, czy jutro Djordje wstanie z łóżka czy będzie musiał leżeć - stwierdził po spotkaniu z ŁKS Łódź trener PBG Basket Milija Bogicević. Poznaniacy przez 19 dni rozegrali sześć spotkań, a już w niedzielę czeka ich kolejne.
Dla PBG to spory problem, bo Milija Bogicević ma do dyspozycji bardzo wątłą kadrę. Zazwyczaj Serb wystawia tylko siedmiu zawodników, jeżeli sytuacja jest naprawdę awaryjna, wpuszcza na boisko na rozegranie także młodego Fryderyka Szydłowskiego. Wszystko po to, by grający z przymusu na pozycji rozgrywającego Djordje Micić choć chwilę odpoczął na ławce.
W środę serbski zawodnik spędził na parkiecie ponad 39 minut - dopiero w ostatniej minucie wszedł za niego Szydłowski. Micić zagrał doskonale - zdobył 11 pkt, choć raczej przy słabej skuteczności, miał za to aż 14 asyst (rekord sezonu), pięć zbiórek i pięć wymuszonych fauli. - Na tę chwilę nie ma drugiej opcji. Dzisiaj myślałem, że mecz się inaczej ułoży, ale ponieważ cały czas był na styku, Djordje musiał grać. Nie mogłem zrobić żadnej rotacji na tej pozycji - mówił Bogicević po środowym starciu. Po chwili dodał: - Mam nadzieję, że w następnych meczach sytuacja będzie trochę inna i ktoś pozwoli mu odpocząć. Może na jedynce zagra Tomek Smorawiński, może Jacek Sulowski albo Fryderyk. Dzięki temu Djordje może na świeżości dokończyć mecz - oceniał szkoleniowiec. Schodząc z boiska Micić słaniał się na nogach.
To zmęczenie to nie jest jednak problemem tylko i wyłącznie Micicia. Efekty takiego kalendarza gier było widać także w postawie Damiana Kuliga, który kilka razy spudłował w dość prostych sytuacjach. Słabo też rzucał wolne (2/8), choć zwykle trafia trzy razy na cztery próby. Poznaniacy muszą jednak przetrwać ten trudny okres z wielkim natężeniem gier. Luźniej będą mieli dopiero w połowie listopada - wtedy czeka ich pauza w lidze i po starciu 12 listopada w Kołobrzegu kolejny mecz rozegrają dwa tygodnie później.. Do tego czasu muszą występować co trzy lub cztery dni. - Dajemy z siebie maksimum, nie mam żadnych wątpliwości, że ten zespół chce grać. Mamy ambicję, miejsce w ósemce nas motywuje, potencjał by coś zrobić i dobrą atmosferę. Dobrze się teraz pracuje, a ludzie, choć gramy w środy, przychodzą na mecze i coraz mocniej nam pomagają. Nie ma się czego bać w przyszłości - mówił zadowolony Bogicević.
Po słabym początku ligi i trzech porażkach, poznaniacy wygrali w ciągu tygodnia trzy pojedynki w hali AWF, na dodatek wszystkie różnicą kilkunastu punktów: 84:72 z Siarką Tarnobrzeg, 80:68 z Politechniką Warszawską i 78:62 z ŁKS Łódź. Rywale może nie zaliczają się do tuzów TBL, ale przecież PBG również nie, na dodatek poznański klub ma jeden z najmniejszych budżetów w ekstraklasie. - Zrealizowaliśmy swój cel, chcieliśmy wygrać te trzy spotkania. To pozwala z optymizmem patrzeć w przyszłość, a nawet pojechać do mocniejszych klubów z myślą o zwycięstwie. Cieszy to, że nasza wygrana nie jest oparta na trzech, czterech zawodnikach, ale sześciu, siedmiu. W przyszłości może to być nawet i ośmiu graczy. Oby tak się stało - stwierdził Jacek Sulowski, kapitan PBG Basket.
W niedzielę o godz. 20.15 PBG Basket zmierzy się we Włocławku z Anwilem (transmisja z tego spotkania na stronie plk.pl), później w środę o godz. 18 w hali AWF podejmie Trefla Sopot, a po trzech dniach zagra w Słupsku z Energą-Czarni. W tych pojedynkach nawet jedno zwycięstwo będzie sukcesem. Później znów będzie z górki. |
||
| Andrzej Grupa |

