Trener PBG Basket Poznań Milija Bogicević nazwał zwycięskie spotkanie z Siarką Tarnobrzeg przełomowym. O prawdziwym przełomie będzie można mówić wtedy, gdy w najbliższych dniach w Poznaniu Basket pokona dwóch beniaminków Tauron Basket Ligi - Politechnikę Warszawską i ŁKS Łódź.
W środę w hali AWF poznaniacy po bardzo dobrym spotkaniu pokonali Siarkę Jezioro Tarnobrzeg 84:72. W tej samej hali w niedzielę o godz. 17 zmierzą się z Politechniką, a za tydzień w Arenie będą gospodarzem meczu z ŁKS.
Mecz z Siarką nie był może wielkim koszykarskim widowiskiem, ale kibicom mógł się podobać. Mało było taktycznych szachów - zwłaszcza ze strony gości, którzy lubują sie w indywidualnych akcjach. Można ich trochę złośliwie nazywać "streetballowcami", ale z drugiej strony kibice lubią efektowne wsady, bloki czy odważne wejścia pod kosz. Takie akcje graczom Siarki przychodzą z łatwością - efektem była największa ilość straconych i zdobytych punktów w całej lidze. Przynajmniej do środy i spotkania z PBG, bo poznaniacy pozwolili Siarce zdobyć tylko 72 punkty.
Trener Siarki Dariusz Szczubiał miał sporo uwag do gry swojego zespołu. - Jako drużyna słabo gramy w defensywie, a mecze wygrywamy tylko wtedy, gdy mamy bardzo dobrą skuteczność i przebijamy przeciwnika atakiem. Nie sprzyja nam szybkie tempo ligi, nie mamy kiedy pracować z zespołem. Mam taki zespół, który chcąc myśleć o zwycięstwie musi stracić poniżej 80 punktów, a to się nie udało. Możew tego nie widać, ale zabrakło nam silnego gracza podkoszowego - powiedział Szczubiał. W jego zespole nie mógł wystąpić Przemysław Karnowski, juniorski wicemistrz świata, który skręcił staw skokowy. Gdyby zagrał, zapewne PBG byłoby znacznie trudniej.
Szkoleniowiec PBG Milija Bogicević i tak stwierdził, że mecz był bardzo ciężki - mimo, że Siarka nie prowadziła ani razu, a w czwartej kwarcie traciła do poznaniaków już 16 pkt. - Tę trudność widać po ilości zmarnowanych rzutów wolnych, masie spięć na boisku. Ciężko się gra po przegranym meczu, w którym prowadziło się róznicą 20 punktów. Podnieśliśmy się, to najważniejsze. Istotne było to, że zagraliśmy zespołowo, a nie jest łatwo mierzyć się z Siarką. Nie mozna za bardzo pomagać przy rzutach za trzy punkty, dodatkowo podkoszowi ciężko grają na obwód - stwierdził Serb. Chwalił też swojego rodaka Djordje Micicia - za rozsądne rozgrywanie piłki. - Gdy był potrzebny przełom w grze, to brał ciężar na siebie. Okazało się jednak, że może pomóc drużynie także na pozycji numer jeden - dodał.
W meczu PBG z Siarką sporo było efektownych bloków i akcji podkoszowych, zdarzały się też wsady. Na zdjęciu Jakub Parzeński blokuje rzut Josha Millera z Siarki (fot. Andrzej Grupa)
Świetne spotkanie, szczególnie w drugiej kwarcie, rozgrywał też młody Jakub Parzeński. Pod koniec spotkania miał jednak problemy ze wstaniem z ławki rezerwowych. - To nic poważnego, drobne skurcze zaczęły mnie chwytac. Zjem trochę bananów i magnezu i będzie dobrze - śmiał się "Parzyk", którego grę z trybun obserwował ojciec Dariusz, przez lata zawodnik ostrowskiej Stali. Z ironią do problemów kolegi podszedł Aleksander Lichodzijewski, środkowy PBG. - Ma 20 lat i łapią go skurcze - mówił z przekąsem. - No taki już urok Olka, duże dziecko - odpowiedział po meczu Parzeński. Lichodzijewskiemu nie było jednak do śmiechu na 10 sekund przed końcem spotkania, gdy w akcji obronnej powstrzymał rywala, ale przy tym skrecił nogę. Uraz wyglądał bardzo poważnie, a zawodnik skręcał się z bólu na parkiecie. - Spokojnie, Robert De Niro by mu bił brawo za takie aktorstwo, jakie czasem pokazuje na meczu czy treningu. Nie panikuję, bo wiem, ze tego jego reakcje wyglądają tak, jakby miał zakończyć po tych urazach karierę - odparł Bogicević, który liczy na dobrą postawę swojego środkowego w niedzielnym meczu z Politechniką Warszawską. To spotkanie w hali AWF o godz. 17. |
||
| grand |

