|
|
Jacek Sulowski zdobył 8 punktów, ale nie dotrwał na boisku do końca, bo w czwartej kwarcie złapał piąte przewinienie (fot. Andrzej Grupa)
|
Koszykarze PBG Basket Poznań mieli wielką szansę na pierwsze w tym sezonie zwycięstwo w Tauron Basket Lidze. Do przerwy prowadzili na wyjeździe z AZS Koszalin różnicą 19 punktów, a jednak przegrali ostatecznie 88:91! Bilans drużyny trenera Miliji Bogicevicia na starcie rozgrywek to 0-3.
Tak dobra pierwsza połowa w wykonaniu poznaniaków, jak w Koszalinie, może się już długo nie powtórzyć. Była bowiem wręcz świetna. Aby zobrazować to, co działo się na parkiecie, wystarczy podać kilka liczb statystycznych. Gracze PBG trafili: 15/19 rzutów za 2 (78 proc.), 4/8 za 3 (50 proc.) oraz 10/14 za 1 pkt (71 proc.). Fenomenalnie, wręcz blisko perfekcji spisywali się przede wszystkim dwaj gracze podkoszowi: Damian Kulig oraz Aleksander Lichodzijewski. Dość powiedzieć, że przed przerwą nie trafili tylko jednego rzutu z gry! I od razu trzeba dodać, że było to próba przez całe boisko w wykonaniu Lichodzijewskiego sekundę przed końcową syreną. Od początku prowadzili goście, którzy w dwóch pierwszych kwartach mieli tylko moment przestoju. Przytrafił on się między 4. a 7. minutą - wtedy z prowadzenia 15:9 zrobiło się 15:17 po trafieniu Rafała Bigusa. To był jednak jedyny moment do zmiany stron, kiedy gospodarze wygrywali.
Po pierwszej kwarcie było bowiem 25:19 dla PBG, a drugą od celnej trójki rozpoczął Djordje Micić. Akademicy próbowali gonić, ale byli bezradni wobec skuteczności rywali. Lichodzijewski zdobył 6 pkt z rzędu, chwilę później trafił także Jakub Parzeński i na tablicy pojawił się wynik 38:21. Początek drugiej odsłony to seria 13:2 dla poznaniaków! Tuż przed przerwą popis dał z kolei Kulig, który rzucił 6 pkt po kolei i na kilka sekund przed syreną zawodnicy Miliji Bogicevicia mieli 20 pkt więcej od przeciwników (52:32), a do szatni zeszli z punktem mniej różnicy.
W tym momencie wydawało się, że PBG będzie mogło świętować pierwsze zwycięstwo w tym sezonie Tauron Basket Ligi. Nic z tego! Po zmianie stron mieliśmy koszaliński dramat. Gospodarze w trzeciej kwarcie rozpoczęli od serii 14:0 i zbliżyli się do gości. Fantastycznie grał George Reese, a wspierał go z obwodu Igor Milicić. Przewaga topniała w zastraszającym tempie. Nie istniała właściwie obrona poznaniaków, którzy trzecią część przegrali aż 17:34 - rywale zdobyli zatem przez 10 minut o punkt więcej niż w dwóch pierwszych kwartach razem zwiętych! Tylko przez moment udało się odeprzeć ofensywę AZS, kiedy najpierw za 3 pkt trafił Tomasz Smorawiński, potem Micić, który faulowany dodał jeszcze wolnego i z wyniku 59:55 udało się odskoczyć na 66:55. Na koniec tej odsłony było jednak już tylko 69:67.
Już chwilę po wznowieniu gry Koszalin prowadził - w pewnym momencie nawet 77:71. Poznaniakom jeszcze przytrafił się zryw i po rzucie Smorawińskiego wyrównali na po 77. Jacek Sulowski, który miał świetny początek, spadł jednak za pięć przewinień. To spowodowało, że długo musiał grać młody Fryderyk Szydłowski. AZS znów odskoczył - tym razem na 85:79. I to był decydujący moment, po którym już podopieczni Tomasza Herkta mogli kontrolować grę. Szczególnie, że do końca były tylko nieco ponad dwie minuty. Po trójce Reese'a było 89:83, ale szybko odpowiedział Micić, a po zbiórce i szybkich punktach Smorawińskiego na tablicy był rezultat 89:87. Tyle, że do końca było tylko 13 sekund. Szybki faul i dwa rzuty wolne Milicicia przypieczętowały triumf AZS. Wtedy gospodarze zachowali się sprytnie, bo tuż przed końcem sfaulowali i Micić mógł tylko dwa razy stanąć na linii wolnych. Drugiego nie trafił, ale zebrał w ofensywie Kulig - tyle, że równo z syreną pomylił się i dramat PBG został przypieczętowany. Skończyło się zatem skromną porażką 88:91...
AZS Koszalin - PBG Basket Poznań 91:88 (19:25, 14:27, 34:17, 24:19)
AZS: Reese 27 (1x3), Milicić 15 (4x3), Montgomery 15, Lekić 12, Dutkiewicz 0 oraz Łączyński 12 (3x3), Bigus 9, Jarmakowicz 1, Strickland 0.
PBG: Kulig 20, Comagić 17, Micić 16 (2x3), Smorawiński 9 (1x3), Sulowski 8 (1x3) oraz Lichodzijewski 14 (2x3), Parzeński 4, Szydłowski 0.
|