|
|
Djordje Micić zagrał lepiej niż w Zielonej Górze, ale nie dał rady poprowadzić poznaniaków do pierwszego zwycięstwa (fot. Andrzej Grupa)
|
Nie udało się koszykarzom PBG Basket Poznań wygrać pierwszego meczu w sezonie. W starciu z wicemistrzem Polski Turowem Zgorzelec poznaniacy przegrali wyraźnie końcówkę pierwszej kwarty i tych strat już nie odrobili, ulegając 68:80.
- Wiemy, jakie są nasze cele, a jakie cele ma zespół z Poznania. Wiedzieliśmy, że potencjał jest po naszej stronie - stwierdził po spotkaniu trener gości Jacek Winnicki. Gdy tylko któremuś z zawodników Turowa szło przez chwilę gorzej albo popełnił jeden czy dwa faule - był zmieniany. Szkoleniowiec poznaniaków Milija Bogicević takiego komfortu nie miał - do rotacji miał tylko dwóch graczy spoza pierwszej piątki.
Po wyrównanym początku spotkania - w 5. minucie był remis 8:8, a chwilę później Turów wygrywał 11:10. Wkrótce goście odskoczyli na 7 pkt (17:10), a wynik kwarty na 22:13 dla Turowa ustalił rzutem z dystansu Giedrius Gustas. - Naszym celem było sprawienie, by zespół z Poznania się nie rozpędził. Bo to groźne w przypadku każdej drużyny grającej u siebie. Chcieliśmy narzucić swój styl gry i to się udało - przyznał Michał Gabiński z Turowa. Poznaniacy w drugiej kwarcie tracili do rywali już 13 pkt (18:31), potrafili jednak pokazać charakter i cały czas zagrażali rywalom. Pod koniec drugiej kwarty zmniejszyli straty do sześciu punktów (33:39), później dał jednak o sobie znać wzrost Johna Edwardsa. Mierzący aż 215 cm środkowy gości dwukrotnie rzucił piłkę ponad Damianem Kuligiem - center PBG nic nie mógł zrobić.
Straty poznaniaków w połowie meczu były dość znaczne (osiem punktów), ale dawały jeszcze nadzieję na odwrócenie losów meczu. Po pierwsze - gracze Turowa popełnili w pierwszej połowie aż 17 fauli, a trzech z nich miało po trzy przewinienia. Wszystko zależało od tego, czy lepiej i skuteczniej zaczną grać Djordje Micić i Aleksander Lichodzijewski. W przypadku Serba tak się stało - w drugiej połowie czterokrotnie trafił z dystansu, często uciekał rywalom. - Mieliśmy te 6-13 pkt przewagi, niby kontrolowaliśmy grę, ale musieliśmy uważać. W trzeciej kwarcie za trzy punkty zaczął trafiać Micić i Poznań wciąż był w grze - analizował Winnicki.
Słabo za to spisywał się Lichodzijewski - Bogicević wolał nawet trzymać na boisku młodego Jakuba Parzeńskiego, który jednak fizycznie odstawał od rywali. Po koszu Żarko Comagicia poznaniacy przegrywali już tylko 43:48, później po trójce Micicia - 46:51. Goście dysponowali jednak szerszym składem - a to dobrze zagrał Davis Jackson, a to Daniel Kickert, a to ktoś inny. W efekcie znów powiększyli przewage do 11 punktów. I choć PBG kilkakrotnie jeszcze zmniejszało straty, to nie więcej niż do ośmiu punktów. Podobać się mogły niektóre podkoszowe akcje Kuliga czy niesamowite bloki Dallasa Lauderdale'a. Turów wygrał 80:68 - jak najbardziej zasłużenie. - Graliśmy lepiej niż w Zielonej Górze, ale widać, że wiele jeszcze jest do zrobienia - podsumował trener PBG Milija Bogicević.
PBG BASKET POZNAŃ - PGE TURÓW ZGORZELEC 68:80 (13:22, 20:19, 21:23, 14:16)
PBG Basket: Basket: Micić 18 (4x3), Kulig 15, Comagić 14, Sulowski 12 (1x3), Smorawiński 0 oraz Parzeński 6, Lichodzijewski 3 (1x3), Szydłowski 0, Filarowski 0.
PGE Turów: Edwards 14, Jackson 12 (1x3), Gustas 12 (2x3), Wysocki 8 (1x3), Gabiński 4 oraz Kickert 11 (1x3), Moore 8, Lauderdale 6, Cel 5 (1x3), Jankowski 0, Chyliński 0.
|