|
|
(fot. Krzysztof Kaczyński)
|
W sześciu dotychczasowych meczach na własnym stadionie piłkarze Tura Turek zanotowali tylko jedno zwycięstwo. W niedzielę nie zdobyli nawet punktu, ulegając GKS Tychy 1:2.
Po środowej wygranej z Rakowem Częstchowa wydawało się, że Tur wraca do dyspozycji z początku sezonu. Rzeczywistość okazała się jednak inna. Brak skuteczności w pierwszej połowie i bardzo słaba postawa w drugiej sprawiły, że huśtawka nastrojów w Turze wciąż trwa. - Razem z trenerem Wąsikiewiczem robimy wszystko, żeby tej sinusoidy nie było. Cóż, trzeba wyciągać wnioski i iść dalej - podsumował później drugi ze szkoleniowców wielkopolskiej drużyny Paweł Kaczorowski.
W podstawowym składzie Tura doszło do jednej zmiany. Pauzującego za kartki Adriana Łuckiego zastąpił na boku defensywy Damian Lipiński. Niestety był on jednym z najsłabszych na boisku, co często wykorzystywał doświadczony Krzysztof Bizacki, łatwo mijając obrońcę gospodarzy. - Żałuję, że nie było dzisiaj Adriana. Damian jest w dużej mierze współodpowiedzialny za stratę drugiej bramki - nie ukrywał Kaczorowski. Ale za niedzielną porażkę nie można obwiniać tylko jednego piłkarza. Cały zespół zagrał poniżej oczekiwań, szczególnie w drugiej odsłonie.
Przed przerwą Tur był bowiem równorzędnym rywalem dla piłkarzy z Tychów. Już w 17. minucie Paweł Adamiec wykorzystał daleki wyrzut z autu Jakuba Kiełba i strzałem z trzech metrów nie dał szans bramkarzowi gości. Wielkopolanie cieszyli się z prowadzenia jednak bardzo krótko. Dośrodkowanie z rzutu rożnego wykorzystał Remigiusz Malicki, wyrównując stan meczu. Jeszcze przed przerwą kapitalną szansę mieli gospodarze. Po podaniu Kiełba na czystą pozycję wyszedł Norbert Dregier, ale niepotrzebnie próbował mijać bramkarza GKS i ten zdołał mu wygarnąć piłkę spod nóg.
W drugiej odsłonie już zdecydowanie lepiej prezentowali się goście. Tur poza strzałem w poprzeczkę Piotra Gląby nie miał praktycznie żadnej sytuacji, po której mógłby zdobyć gola. Z kolei tyszanie zagrożenie pod bramką Macieja Jaworka stwarzali raz za razem. W 65. minucie golkiper gospodarzy świetnie interweniował po strzale Damiana Szczęsnego. Chwilę później nie miał już jednak tyle szczęścia. Po dośrodkowaniu Bizackiego, wbiegający przed bramkę Malicki głową wpakował piłkę do siatki. Zresztą Bizacki sam także mógł wpisać się w końcówce na listę strzelców, ale przegrał walkę bark w bark z... Pawłem Kaczorowskim, który pojawił się na boisku na ostatnie 10 minut.
- Kolejne słabe spotkanie na własnym stadionie. Beznadziejna druga odsłona w naszym wykonaniu, mimo że do tej pory mankamentem była zawsze pierwsza część gry. Widocznie zawodnicy lubią od czasu do czasu przegrać - ironizował trochę po końcowym gwizdku trener Kaczorowski.
Tur Turek - GKS Tychy 1:2 (1:1)
Bramki: 1:0 Adamiec (17.), 1:1 Malicki (21.), 1:2 Malicki (71.)
Tur: Jaworek - Lipiński (78. Kaczorowski), Zalepa, Wenger Ż, Kiełb - Dolewka, Kowalski Ż, Kazimierowicz, Dregier (66. Biel) - Adamiec, Witczak (72. Gląba)
GKS: Struski - Odrobiński (74. Małkowski), Balul, Kopczyk Ż, Łączek Ż, Szczęsny, Bizacki, Kupczyk, Czupryna (56. Wawoczny), Babiarz, Malicki (81. Folc).
|