|
|
Znakomita passa zespołu Grzegorza Dziubka trwa (fot. Magdalena Sobkowiak)
|
Trzy gole zdobyte do przerwy praktycznie rozstrzygnęły losy drugoligowych derbów Wielkopolski. Calisia, która po raz pierwszy w sezonie wystąpiła przed własną publicznością pokonała Tura Turek 3:1.
Znakomita passa kaliskiego zespołu trwa. W pięciu swoich ostatnich ligowych spotkaniach podopieczni Grzegorza Dziubka zdobyli 13 punktów i zajmują miejsce w ścisłej czołówce tabeli! W sobotnim starciu z Turem już do przerwy wygrywali 3:0 i drużyna z Turku miała minimalne szanse na odwrócenie losów meczu. - Pierwsza połowa w naszym wykonaniu była doskonała. Dobre akcje, mnóstwo sytuacji i trzy gole - cieszył się grający szkoleniowiec gospodarzy. W gronie jego podopiecznych strzeleckim instynktem w końcu wykazał się Samuelson Odunka. Nigeryjski napastnik w ciągu kilkudziesięciu sekund trafił do siatki dwa razy! - A uczulaliśmy przed meczem, żeby nie dawać mu zbyt wiele miejsca do gry - komentował z kolei zasmucony trener Tura Paweł Kaczorowski.
Gościom nie pomogła nawet dokonana jeszcze w pierwszej odsłonie zmiana i wprowadzenie na prawą stronę obrony Damiana Lipińskiego. Nadal Odunka czy Szymon Matuszewski potrafili stwarzać groźne sytuacje po akcjach na skrzydle. Tuż przed przerwą Calisia zadała trzeci cios - tym razem po dośrodkowaniu Dziubka, głową gola zdobył Błażej Ciesielski. - Pierwsza połowa była w naszym wykonaniu bardzo słaba - nie ukrywał Kaczorowski. Jedyną okazję do strzelenia bramki goście mieli w niej w 42. minucie, gdy uderzenie głową Sebastiana Zalepy na rzut rożny wybił Marcin Ludwikowski.
W drugiej odsłonie Tur od początku rzucił się do ataków, momentami spychając kaliszan do głębokiej defensywy. Efektem przewagi gości było trafienie Zalepy. - Chyba trochę w głowach zawodników za szybko pojawiło się przekonanie, że przeciwnik już nic nie może nam zrobić. A tu okazało się, że jest trochę inaczej. Tur po strzelonej bramce miał kolejne sytuacje i mógł jeszcze zamieszać - oceniał tę część spotkania trener Dziubek. Ale już nie zamieszał, choć do ofensywy został przesunięty mający lekki uraz Zalepa. Kilka razy wzrost obrońcy gości przydał się w powietrznej walce o piłkę, ale kolejne gole dla jego zespołu już nie padły. - Zabrakło nam determinacji i doświadczenia pod bramką - komentował Kaczorowski. Świetne okazje do podwyższenia prowadzenia mieli za to kaliszanie, ale w paru sytuacjach niepotrzebnie bawili się w koronkowe akcje zamiast decydować się na strzał.
Świadkiem efektownej wygranej beniaminka był nadkomplet widzów. Calisia wreszcie mogła zagrać na własnym obiekcie i to w obecności około tysiąca kibiców. - Cieszy taka frekwencja i mam nadzieję, że w kolejnych meczach będzie podobnie, bo w takich warunkach zawodnikom na pewno gra się lepiej - nie ukrywał trener Grzegorz Dziubek.
Calisia - Tur Turek 3:1 (3:0)
Bramki: 1:0 Odunka (7.), 2:0 Odunka (8.), 3:0 Ciesielski (45.), 3:1 Zalepa (60.)
Calisia: Ludwikowski - Maksymow (90. Broniszewski), Wiącek, Wergiłow, Nedjałkow, Kotwica Ż (66. Jóźwiak), Dziubek (55. Migawa), Ciesielski, Matuszewski Ż (80. Świergiel), Gościniak, Odunka.
Tur: Jaworek - Łucki (29. Lipiński), Zalepa, Wenger, Kiełb (82. Biel), Bebeto Ż, Książek Ż, Kowalski (46. Dolewka), Dregier, Gląba (46. Staroń), Adamiec Ż.
|