|
|
(fot. K.Bachorz)
|
Drugoligowe derby Wielkopolski dla Jaroty Jarocin! W zaległym meczu 7. kolejki zespół Czesława Owczarka pokonał na wyjeździe Tura Turek 2:1. Goście sukces zawdzięczają między innymi znakomitej postawie bramkarza - Dariusza Brzostowskiego.
Spotkanie odbyło się dopiero we wtorek ze względu na charytatywny mecz Tura z Lechem Poznań, który rozegrano w ostatni czwartek. Derby rozpoczęły się piętnastominutowym opóźnieniem, bowiem zespół z Jarocina miał po drodze problemy z autokarem. Nie wpłynęło to jednak deprymująco na gości, którzy już w pierwszej groźnej sytuacji zdołali umieścić piłkę w siatce. Po dośrodkowaniu w okolicę narożnika pola karnego, futbolówki głową nie sięgnął Kamil Mitka i Szymon Matuszewski mocnym uderzeniem nie dał szans na skuteczną interwencję Dawidowi Krętowi.
Wbrew oczekiwaniom szybko strzelona bramka nie wpłynęła na tempo spotkania. Oba zespoły ograniczały się do wybijania piłki jak najdalej od własnej bramki, sporo było też po obu stronach niepotrzebnych strat. Kolejną sytuację wartą odnotowania można było obejrzeć dopiero w 35. minucie, gdy Krzysztof Gościniak z Jaroty próbował lobować bramkarza gospodarzy, ale piłka odbiła się od poprzeczki. Sześć minut później miejscowi zdołali doprowadzić do wyrównania. Pierwszą naprawdę groźną sytuację Tura w meczu, od razu zamienił na bramkę Grzegorz Kmiecik, który wykorzystał fakt, że po dośrodkowaniu z rzutu rożnego z piłką minął się Dariusz Brzostowski. Był to jedny błąd bramkarza Jaroty, w przeszłości występującego zresztą także w barwch drużyny z Turku. Poza tą sytuacją spisywał się między słupkami znakomicie i zwłaszcza w drugiej połowie kilkukrotnie ratował swój zespół przed porażką po strzałach Łącznego, Kmiecika i Davida Topolskiego. - Byłem na dwóch meczach Jaroty w Poznaniu i doskonale wiedziałem, że druga połowa w ich wykonaniu jest słabsza. Stwarzaliśmy sytuację jedną za drugą, ale Brzostowski wybronił gościom ten mecz. Obyśmy my mieli takie szczęście, w którymś spotkaniu, jakie dzisiaj miała Jarota. Gdybyśmy wygrali wysoko. to nikt nie mógłby mieć pretensji - mówił po derbach trener Tura Tomasz Wichniarek.
Po raz kolejny bowiem potwierdziła się zasada, że niewykorzystane sytuacje się mszczą. W 76. minucie błąd na lewej stronie popełnił Mitka, a po wrzutce jednego z piłkarzy Jaroty wzdłuż pola karnego, nogę przystawił Bartosz Kieliba i kilkunastoosobowa grupa kibiców z Jarocina mogła cieszyć się z prowadzenia swojej drużyny. Goście nie oddali go już do końcowego gwizdka sędziego.
- Widzieliśmy odmienne dwie połowy. W pierwszej to my mieliśmy okazje, żeby nawet podwyższyć prowadzenie. Druga była całkiem inna. Wszystkie sytuacje, które stworzyli sobie rywale były po rzutach wolnych lub rożnych. I nad tym trzeba się zastanowić. Nasze zwycięstwo jest szczęśliwe. Nie możemy na razie grać na własnym stadionie i to jest na pewno naszą bolączką. Ale cieszę się, że z "obczyzny" potrafimy przywieźć punkty - komentował szkoleniowiec Jaroty Czesław Owczarek.
Dzięki zdobytym trzem punktom jego podopieczni wspięli się w górę tabeli II ligi i zajmują w niej już piątą lokatę. W drugą stronę zmierza Tur, który po kolejnej porażce spadł na 14. miejsce.
Tur Turek - Jarota Jarocin 1:2 (1:1)
Bramki: 0:1 Matuszewski (4.), 1:1 Kmiecik (41.), 1:2 Kieliba (75.)
Tur: Kręt - Ailton, Jamaica, Topolski, Mitka - Jóźwiak (89. Izydorczyk), Bednarczyk (55. Łączny), Roszak (84. Wrzeszcz), Ostalczyk (82. Bieniek) - Sędziak, Kmiecik Ż.
Jarota: Brzostowski - Idzikowski, Kieliba, Juracki Ż, Czabański (65. Pacyński Ż), Bartoszak (71. Stawiński), Jeżewski, Gościniak, Garbarek, Majusiak (80. Danielak Ż), Matuszewski (76. Oczkowski).
|