|
|
Gol Maxwella Kalu pozwolił Turowi przełamać wyjazdową niemoc (fot.A.Grupa)
|
Piłkarze drugoligowego Tura Turek zdobyli pierwszy wyjazdowy punkt w sezonie. Po sześciu kolejnych porażkach na boisku rywala, podopieczni Wiesława Wojno zremisowali w Zielonej Górze z miejscową Lechią 1:1.
Przed spotkaniem wszyscy sympatycy Tura zadawali sobie pytanie: "Jak nie z Lechią to z kim?". W tym meczu po prostu trzeba było zdobyć punkty. Zielonogórzanie zajmują bowiem ostatnie miejsce w tabeli i do tej poru zgromadzili zaledwie cztery "oczka". Po meczu ze Ślęzą trener Wojno dokonał kilku roszad w składzie. Dariusza Imbiorowicza na boku obrony zastąpił Patryk Stromczyński. Od pierwszych minut zagrali także powracający po kontuzji Piotr Bieniek oraz Marcin Kiczyński, który wraz z Radosławem Pruchnikiem utworzył parę stoperów. Szkoleniowiec Tura postanowił ponadto w linii ataku postawić na doświadczonego Maxwella Kalu i wypożyczonego z Lecha Poznań Mateusza Machaja. Miejsce w środku pomocy zajął natomiast Artur Łazar.
Zmiany te nie od razu przyniosły oczekiwany rezultat. Przez dłuższą część pierwszej połowy to gospodarze dyktowali warunki gry, raz po raz atakując bramkę Dawida Kręta. Już w 4. minucie meczu golkiper Tura nie zrozumiał się z Kiczyńskim, ale Mariusz Bacławski prezentu nie wykorzystał. Po identycznym błędzie, tyle że z udziałem Pruchnika padł pierwszy gol tydzień temu we Wrocławiu. Tym razem udało się uniknąć takich konsekwencji, ale nie na długo. W 19 minucie Lechia objęła prowadzenie. Przy próbie stworzenia "pułapki ofsajdowej” zagapił się Stromczyński, a jego błąd pewnie wykorzystał Rafał Duchnowski, który z kilku metrów pokonał bezradnego w tej sytuacji Kręta. Nieco ponad dziesięć minut później mogło być już 2:0. Pomyłki Kiczyńskiego tym razem nie wykorzystał Mirosław Topolski, posyłając piłkę obok bramki. Gra Wielkopolan nie napawała wówczas optymizmem. Po straconym golu gospodarze nieco się cofnęli, ale mimo to, zespół z Turku nie potrafił poważnie zagrozić bramce Dobrocińskiego.
Wkrótce po zmianie stron dobrą okazję do wyrównania miał Piotr Bieniek. Po podaniu Machaja ograł jednego z obrońców, ale jego strzał na raty zdołał obronić golkiper Lechii. Dziesięć minut później sytuacja Tura mogła się znacznie pogorszyć, ale Stromczyński uratował zespół od utraty drugiego gola, wybijając piłkę z linii bramkowej po strzale Duchnowskiego. Decydującą akcję turkowianie przeprowadzili w 62 minucie. Po dośrodkowaniu Sędziaka z piłką minął się co prawda Kamil Bartosiewicz, ale na posterunku był Maxwell Kalu, który z kilku metrów trafił do pustej bramki. W dodatku kilka minut później Tur powinien już prowadzić. Po strzale Machaja bramkarz gospodarzy odbił piłkę wprost pod nogi Sędziaka. Młody napastnik natychmiast uderzył w kierunku bramki Lechii, ale z linii, efektownym szczupakiem zdołał wybić ją Bacławski.
Do ostatniego gwizdka sędziego piłkarze Wiesława Wojno absorbowali bramkę przeciwnika, za wszelką cenę chcąc zdobyć zwycięskiego gola. Swoje szanse zmarnowali jednak zarówno Kalu, jak i Sędziak. Ostatecznie utrzymał się rezultat remisowy i pierwszy wyjazdowy punkt Tura w tym sezonie stał się faktem.
Lechia Zielona Góra – Tur Turek 1:1 (1:0)
Bramki: 1:0 Duchnowski (19.), 1:1 Kalu (62.)
Lechia: Dobrociński - Wojtysiak, Pawliczak, Galdino, Zawadzki - Topolski (65. Sztonyk), Głowania, Duchnowski, Pikul (89. Haraś) - Dorniak (85. Podwyszyński), Bacławski (71. Kaczorowski).
Tur: Kręt - Stromczyński, Pruchnik (83. Niedźwiedź), Kiczyński, Grabowski - Bartosiewicz (83. Szafran), Łazar, Przybylski (46. Sędziak), Bieniek - Machaj, Kalu.
Sędziował: Mariusz Jasina (Wrocław).
Widzów: 150.
|