|
|
Grzegorz Zimniewicz ma cel na 2012 rok - występ na igrzyskach w Londynie (fot. Andrzej Grupa)
|
Grzegorz Zimniewicz to jeden z najlepszych polskich sprinterów - ostatni sezon niemal w całości stracił przez kontuzję. Wystartował tylko trzykrotnie, a i tak uzyskał drugi czas w kraju, gorszy tylko od wyniku Dariusza Kucia. Sprinter Achillesa Leszno chce się przygotować do występu na igrzyskach w Londynie.
Poprzedni rok był dla Grzegorza Zimniewicza bardzo udany - sprinter Achillesa Leszno ustanowił rekord życiowy (10,37 s), nie miał też sobie równych w kraju wśród młodzieżowców. Ten miał być jeszcze lepszy. - Mówiłem sobie, że skoro przebiegłem to sto metrów w 10,37 s, to mogę przebiec ze spokojem poniżej 10,30 s - i to grubo. Trenowałem jak mogłem, nawet za bardzo i efektem są kontuzje. Nie ma co się podpalać, jak będzie zdrowie, to będą i wyniki - mówi dzisiaj leszczynianin.
W tym roku wystartował tylko trzy razy, ale i tak odniósł sukcesy. Został m.in. młodzieżowym mistrzem kraju, a w sztafecie wywalczył srebro w Wojskowych Mistrzostwach Świata. - Tym startem w Rio de Janeiro w lipcu zakończyłem sezon. Szkoda, choć trochę sukcesów odniosłem, a i czas 10,41 s nie jest taki zły. To dobry prognostyk na następny rok - uważa Zimniewicz. Sprinter z Leszna zauważa, że ten jego najlepszy wynik w kraju (10,41 s) daje mu drugie miejsce na krajowych listach. Tu wyraźnie odstaje Dariusz Kuć, który W Krakowie przebiegł setkę w 10,15 s - w historii polskiego sprintu szybszy od niego był tylko Marian Woronin. - Za mną jest spory ścisk, są zawodnicy z wynikami 10,42 s, 10,42 s, 10,43 s. A to oznacza, że w przyszłym roku będzie ciekawie - mówi leszczynianin. Gdyby był zdrowy, prawdopodobnie pobiegłby w sztafecie podczas mistrzostw świata w Daegu. Polacy skorzystali na błędach kilku innych ekip i zajęli w finale znakomite czwarte miejsce. - Chłopaki byli w świetnej formie, a ja wtedy leżałem w domu i nic nie robiłem. Gdybym był zdrowy, to starałbym się pomóc jak tylko mogę - uważa zawodnik Achillesa.
W przyszłym roku Zimniewicz chce wystartować w sztafecie podczas igrzysk w Londynie. - To mój cel na kolejny sezon, pod niego powadzone będą wszystkie przygotowania. Chciałbym ustabilizować formę na poziomie 10,30 s, a może nawet pobiec trochę szybciej. Myślę też o indywidualnym starcie na igrzyskach, to byłoby coś ekstra - opowiada. Na razie zawodnik przygotowuje się do wznowienia normalnych treningów - przyjeżdża też do poznańskiej kliniki Rehasport na konsultacje do fizjoterapeuty Marcina Łepskiego, który opiekował się także lekkoatletami w Daegu. - Marcin doradza, jak powinienem się rozciągać, pokazuje specjalne ćwiczenia. To pomaga i powinno zmniejszyć ryzyko kolejnych kontuzji - przyznaje sprinter z Leszna. Pierwsze starty Zimniewicz planuje na początek lutego, a pod koniec tego samego miesiąca będzie chciał wystąpić w Halowych Mistrzostwach Polski.
|