|
|
Martyna Synoradzka (z lewej) ma szansę na pierwszy medal seniorskich mistrzostw świata (fot. feelsport)
|
Polskie florecistki z Martyną Synoradzką były o krok od zdobycia brązowego medalu - przegrały jednak po dogrywce z Koreą Południową 26:27, choć jeszcze na 40 sekund przed końcem walki Sylwia Gruchała prowadziła z Hyun Hee Nam 26:24.
Ten turniej miał olbrzymie znaczenie dla układu światowego rankingu w kontekście olimpijskiej kwalifikacji dla drużyny (wówczas trzy florecistki mają pewny start w turnieju indywidualnym). Polki zajmują czwarte miejsce i mają dość sporą przewagę nad kolejnymi zawodniczkami, ale po turnieju we Włoszech mogą stracić sporo punktów wywalczonych za ubiegłoroczne wicemistrzostwo świata. rozwiązaniem minimum był awans do strefy medalowej, a jeszcze lepszym rozwiązaniem - powtórzenie lub poprawienie osiągnięcia z Paryża z 2010 roku. Tyle że teraz biało-czerwone zmierzyły się z Włoszkami już w półfinale, a nie w walce o złoto. W składzie Włoch były aż trzy florecistki, które w turnieju indywidualnym były w czołowej ósemce, a dwie z nich (Valentina Vezzali i Elisa Di Francisca) walczyły ze sobą w finale. Poprawnie walczyła z nimi tylko Sylwia Gruchała - pokonała Vezzali 5:3, zremisowała z Di Franciscą 5:5 i wygrała 6:5 z Arianną Erigo. Pozostałe Polski były dużo słabsze od rywalek. Synoradzka walczyła tylko z także leworęczną Errigo (4:7) i Vezzali (3:5), później zastąpiła ją Karolina Chlewińska (przegrała z Di Franciscą 3:5).
W pierwszym swoim pojedynku Polki (Gruchała i Anna Rybicka z Sietomu Gdańsk, Synoradzka z AZS AWF Poznań oraz rezerwowa Chlewińska z Sietomu) pewnie pokonały Wielką Brytanię 34:16. Po dość niemrawym początku (7:4 po trzech rundach) Polki przyspieszyły i uzyskały ogromną przewagę. Poznanianka wygrała wszystkie trzy pojedynki - 2:1 z Natalią Sheppard, 3:1 z Anną Bentley i 6:2 z Martiną Emanuel.
Wszystko wskazywało, że w walce o półfinał Polki zmierzą się z piątymi w światowym rankingu Niemkami. Tymczasem florecistki zza Odry prowadziły już z Kanadą (nr 12 w rankingu) 32:25 po siedmiu rundach i 35:32 po ośmiu, a jednak ambitna Kelleigh Ryan zdołała w ostatnich sekundach walki z Katją Waechter wyrównać na 36:36. W dodatkowej minucie Kanadyjka wylosowała priorytet, to ona musiała przeprowadzić decydującą akcję. Po 29 sekundach zadała zwycięskie trafienie.
To znacznie ułatwiło Polkom zadanie - z Kandą prowadziły od samego początku i dość szybko wywalczyły 10 punktów przewagi. Poprawnie spisywała się też Synoradzka - poznanianka pokonała 8:3 Alannę Goldie, a następnie zremisowała po 4:4 z Ryan i Monicą Peterson. Bilans trafień znów miała więc dodatni. Polska pokonała Kanadę 35:23.
Bój o trzecie miejsce był dreszczowcem. Wśród Polek nie zawodziła tylko Gruchała, ujemny bilans trafień miały Synoradzka (11:14) i Rybicka (4:7). Ta ostatnia zdołała jednak wygrać swoją trzecią walkę 2:0 i przed ostatnim pojedynkiem Gruchały z Nam był remis 24:24. Mozolnie budująca swoje akcje Polka zdołała trafić rywalkę - najpierw w 57. sekundzie walki, a później w 133. sekundzie. Do końca zostało więc tylko 47 sekund, a Polki wygrywały 26:24. Koreanka przystąpiła jednak do ataku i w krótkim odstępie dwukrotnie trafiła Polkę. Później żadna z zawodniczek nie chciała już ryzykować - obie czekały na dogrywkę. W niej wszystko rozstrzygnęło się w dziewiątej sekundzie - obie florecistki trafiły siebie, ale sędziowie uznali, że pierwsza atak rozpoczęła Nam. Korea wygrała więc 27:26.
|