|
|
Bohater ostatniego meczu Artur Mikuła (z prawej) strzela czwartego gola dla wojskowych. Grunwald Mistrzem Polski 2009! (fot. Andrzej Grupa)
|
Pełna zwrotów akcji finałowa rywalizacja mistrzostw Polski w hokeju na trawie zakończyła się sukcesem Grunwaldu Poznań. W decydującym o złocie meczu wojskowi wygrali 4:2 z poznańskim Pocztowcem.
- Wszystkie finały z Pocztowcem, jak sięgam pamięcią, były bardzo trudne i emocjonujące. Ten też. To, że dzisiaj wygraliśmy dwoma bramkami, nic nie znaczy. Obie drużyny walczyły do 70. minuty i starały się zdobyć kolejne gole. Było naprawdę ciężko - mówił po spotkaniu trener Grunwaldu Eugeniusz Gaczkowski. - Jeszcze nie mogę w to uwierzyć, bo przecież pierwszy mecz przegraliśmy, a w sobotę też było ciężko. Dziś ważna była ta druga bramka, a później moment, gdy uciekliśmy im na dwa gole. Wtedy kontrolowaliśmy już to spotkanie - przyznał najlepszy strzelec Grunwaldu i król strzelców całego ligowego sezonu Marcin Strykowski. To nie on był jednak bohaterem tego spotkania.
Kto więc nim został? Inny zawodnik wojskowych - Artur Mikuła. To laskarz kontrowersyjny, na boisku sporo dyskutuje z sędziami i rywalami. Dwa miesiące temu, właśnie po przegranym meczu z Pocztowcem w fazie zasadniczej rozgrywek, ze złości chciał uderzyć kijem w butelkę z wodą. Nie trafił jednak w butelkę, a w głowę swojego kolegi z drużyny Sławomira Choczaja. Polała się krew, Choczaj został odwieziony do szpitala. Polski Związek Hokeja na Trawie początkowo zawiesił Mikułę, po kilku dniach nałożył na niego karę - półroczną dyskwalifikację w zawieszeniu na rok.
W finałach Mikuła i Choczaj razem reprezentowali wojskowych, choć ten drugi grał w czarnym kasku - niemal takim samym, jaki nosi bramkarz piłkarskiego klubu Chelsea Londyn Petr Cech. Mikuła dziś zdobył najważniejsze bramki w całym sezonie. Po obu cieszył się tak bardzo, jakby właśnie osiągnął życiowy sukces. Po pierwszej połowie był bowiem remis 1:1 - tuż po przerwie Grunwald wykonywał kolejny króki róg. Te stałe fragmenty gry, choć zwykle decydują o wynikach hokejowych meczów, w finale były długo nieprzydatne. Mylili się jedni i drudzy. Dopiero 16. krótki róg w trzecim kolejnym meczu został wykorzystany - na 1:1 wyrównał z niego Tomasz Dutkiewicz. W 39. minucie wojskowi mieli kolejny stały fragment gry - przekombinowali jednak, piłka opuściła półkole strzałowe. Przejął ją Mikuła, przebiegł kilka metrów i pokonał Marcina Królikowskiego. Chwilę później po kolejnym krótkim rogu na 3:1 podwyższył Dutkiewicz. - Krótkie rogi są kluczowe. My swoich szans nie wykorzystaliśmy, tak to musiało się skończyć. Te dwie bramki po rogach przybliżyły Grunwald do zwycięstwa - mówił trener Pocztowca Zbigniew Rachwalski. - W całym tym finale czynnikiem najbardziej negatywnym była pogoda. Dziś się poprawiła i odrazu efektem tego była lepsza skuteczmość - mówił szkoleniowiec Grunwaldu Eugeniusz Gaczkowski.
Pocztowiec się nie poddał, swój dość kontrowersyjny krótki róg zamienił na gola, gdy Zbigniew Juszczak posłał piłkę między nogami Dutkiewicza, a później stojącego w bramce Mirosława Kluczyńskiego. Sprawę przesądził jednak Mikuła - kapitalnym strzałem. - Bardzo mnie to cieszy, że forma Artura przyszła we właściwym momencie - stwierdził trener Gaczkowski.
Trener Pocztowca Zbigniew Rachwalski nie rozpaczał po przegranym finale. - Owszem, niedosyt jest, bo przy odrobinie szczęścia mogliśmy zdobyć ten tytuł. Ale to byłby chyba jednak szczyt marzeń. Grunwald dysponuje tak silną ekipą, że to praktycznie reprezentacja Polski. Ja zaś musiałem posiłkować się juniorami - mówił Rachwalski. - Na udział w finale na pewno zasłużyliśmy, zresztą sprawiliśmy Grunwaldowi kłopoty, a kibice mogli się cieszyć trzema ciekawymi meczami. Widać było zwyżkę formy mojej drużyny, nawet w półfinale, gdy pewnie pokonaliśmy marzącego o finale Pomorzanina. A w finale zrobiliśmy tyle, ile mogliśmy - mówił Rachwalski.
Trener Grunwaldu Eugeniusz Gaczkowski zbierał zewsząd gratulacje, aczkolwiek po spotkaniu zaskoczył wszystkich: - Dziś ostatni raz prowadziłem tę drużynę. To nie jest decyzja klubu czy zarządu, ale moja. Chodzi o sprawy osobiste. Pewne rzeczy za dużo mnie kosztowały, z pewnymi sprawami w końcu trzeba dać sobie spokój. Nie chcę niczego robić na siłę, bym później nie miał do siebie pretensji - mówił Gaczkowski. Z hokejem się nie rozstaje: - Opuszczam tylko drużynę seniorów. Rozstaję się z drużyną jako trener, ale nie jako jej przyjaciel - mówił.
Szczęsliwy był za to król strzelców rozgrywek - Marcin Strykowski z Grunwaldu. Dziś gola nie zdobył, ale w sumie strzelił ich w sezonie aż 41. - Cieszę się z tytułu króla strzelców, ale bardziej cieszy mnie to drużynowe złoto. Bo w poprzednim latach dwukrotnie byłem najlepszym strzelcem ligi, ale jako klub zdobywaliśmy tylko srebra - mówił Strykowski, który w nagrodę dostał symboliczną Złotą Laskę ufundowaną przez Polski Związek Hokeja na Trawie oraz redakcję katowickiego Sportu. - Te finały były ciężkie, najgorsza była pogoda. No i graliśmy przez trzy dni z rzędu, a jak nie ma pełnej ławki rezerwowych, gdy nie można grać całą szesnastką, to wytrzymać kondycyjnie takie mecze jest trudno. Nam się udało - zakończył najlepszy strzelec mistrza Polski.
Grunwald Poznań - Pocztowiec Poznań 4:2 (1:1)
Bramki: 0:1 Marcin Michniak (2. minuta), 1:1 Tomasz Dutkiewicz (16. minuta, z krótkiego rogu), 2:1 Artur Mikuła (39. minuta), 3:1 Tomasz Dutkiewicz (46. minuta, z krótkiego rogu), 3:2 Zbigniew Juszczak (48. minuta; z krótkiego rogu), 4:2 Artur Mikuła (53. minuta)
Stan rywalizacji: 2:1 dla Grunwaldu, który obronił tytuł mistrza Polski.
Końcowa kolejność ekstraklasy:
1. Grunwald Poznań
2. Pocztowiec Poznań
3. AZS AWF Poznań
4. Pomorzanin Toruń
5. LKS Gąsawa
6. Start 1954 Gniezno
7. LKS Rogowo
8. MKS Siemianowice Śląskie
9. Warta Poznań
10. Polonia Środa Wlkp.
Polonia spadła do drugiej ligi - jej miejsce w nowym sezonie zajmie Stella Gniezno.
|