|
|
To przyłożenie Mateusza Adamskiego z 67. minuty meczu ostatecznie pogrążyło zespół Ogniwa (fot. Andrzej Grupa)
|
Wreszcie zwycięski mecz rugbystów Posnanii! Podopieczni Dominika Machlika pokonali Ogniwo Sopot 27:10 i zaliczyli przy tym cztery przyłożenia. To oznacza, że dostaną także punkt bonusowy, a ich rywale wyjechali z Poznania bez jakiejkolwiek zdobyczy.
Po trzech wysokich porażkach z faworytami rozgrywek, poznaniacy wreszcie zmierzyli się z zespołem, o którym można powiedzieć, że działa na zasadach amatorskich. Czyli tak jak Posnania. O ile jednak poznaniacy wciąż grają w krajowym składzie, to Ogniwo ma w swoich szeregach dwóch Gruzinów. Od potężnie zbudowanego Lado Guniawy gospodarze odbijali się niczym piłka od ściany. Nic w tym jednak dziwnego - skład Posnanii w znacznej mierze oparty jest na bardzo młodych juniorach i tym bardziej chwała im za to, że byli w stanie wygrać z silniejszymi i starszymi rywalami.
Sam mecz miał dość dziwny przebieg, bo pierwsi zaatakowali goście, a mimo to punkty zdobyli poznaniacy. Lukę w obronie Ogniwa znalazł bowiem Patryk Wyrwas, przedarł się na pole punktowe i położył piłkę między słupami. Młody Mateusz Adamski nie miał problemów z podwyższeniem i Posnania prowadziła 7:0.
Te punkty trochę ostudziły ofensywne zapędy gości, ale nie na długo. Choć poznaniacy grali z wiatrem, to niemal przez cały czas musieli się bronić przed atakami rywali. Szturm Ogniwa w końcu dał efekt - pięciominutowe okupowanie pola 22 metrów Posnanii zakończyło się bowiem przyłożeniem obrońcy gości Walmatanta Kawtidze. Sopocianie byli bliżej kolejnych punktów, sztuka ta udała się jednak Posnanii. W trzeciej minucie doliczonego czasu po podaniu od Pawła Najdka punkty zdobył Dariusz Działek. - Pierwsza połowa nam nie wyszła, graliśmy za nerwowo. Dobrze, że wynik był taki, a nie inny - mówił trener Posnanii Dominik Machlik.
Poznaniacy dostali zadanie częstszej gry ręką, bo przenoszenie akcji kopnięciami - głównie przez Adamskiego - nie dawało zbyt dobrych rezultatów. Ogniwo miało przewagę w autach, Posnania dzielnie trzymała się w młynie. Przez 17 minut gospodarze nie potrafili wyjść z własnej połowy, nie mówiąc już o dotarciu w okolice pola 22 metrów Ogniwa. Dopiero w 57. minucie podopieczni Machlika odważniej zaatakowali i przez dobre trzy minuty mieli piłkę kilka metrów przed linią końcową. Punktów jednak nie zdobyli, bo błąd w kluczowym momencie popełnił Maciej Adamczyk.
To się zemściło, bo akcję Ogniwa zamienił wkrótce na punkty Michał Klich. Zrobiło się tylko 12:10 dla Posnanii i każda kolejna akcja gości, nawet rzut karny, mógł całkowicie odwrócić losy meczu. Tak się jednak nie stało, a karnego wykorzystali poznaniacy. Tuż po wznowieniu gry po punktach Klicha sędzia zauważył bowiem sprzeczny z przepisami blok jednego z zawodników Ogniwa. Do bramki było ponad 25 metrów, ale Adamski poradził sobie znakomicie. To on został zresztą bohaterem meczu, bo dwie minuty później po kontrataku rozstrzygnął jego losy - przyłożył piłkę w polu punktowym Ogniwa. I choć gracze z Sopotu zagrzewali się jeszcze do walki, to wiele zdziałać nie mogli. Nie wytrzymali meczu kondycyjnie, a dodatkowo pogrążył ich Łukasz Kujawski, który po podaniu od Piotra Korka zaliczył czwarte przyłożenie, a to oznaczało punkt bonusowy dla gospodarzy.
Posnania - Ogniwo Sopot 27:10 (12:5)
Punkty:
5:0 - Patryk Wyrwas (7. minuta, przyłożenie)
7:0 - Mateusz Adamski (8. minuta, poprawka)
7:5 - Walmatant Kawtidze (23. minuta, przyłożenie)
12:5 - Dariusz Działek (40. minuta +3, przyłożenie)
12:10 - Michał Klich (63. minuta, przyłożenie)
15:10 - Mateusz Adamski (65. minuta, rzut karny)
20:10 - Mateusz Adamski (67. minuta, przyłożenie)
22:10 - Mateusz Adamski (68. minuta, poprawka)
27:10 - Łukasz Kujawski (75. minuta, przyłożenie)
|