|
|
Natalia Bąk była blisko zdobycia punktu dla Stelli (fot. Anna Bernard)
|
Debiut 15-letniej Magdaleny Wysockiej był wydarzeniem rozgrywanego awansem spotkania ekstraklasy tenisistek stołowych pomiędzy Stellą Gniezno i LUKS Warmia Lidzbark Warmiński. Wielkopolski beniaminek przegrał we własnej hali 0:3.
Wychowanka gnieźnieńskiego klubu zastąpiła w składzie chorą Paulinę Klimas. Choć przełożone spotkanie odbyło się o niezbyt fortunnej, jak na dzień powszedni porze (godzina 14:30), to jej debiut oglądało sporo widzów. Na trybunach zasiadło bowiem wielu uczniów miejscowej szkoły. Wysockiej nie zjadła trema i w pierwszym secie pojedynku z byłą mistrzynią Polski Moniką Pietkiewicz była równorzędnym przeciwnikiem dla doświadczonej rywalki. Przegrała dopiero w końcowce. W dwóch kolejnych partiach górą była już zdecydowanie zawodniczka gości.
Najwięcej emocji towarzyszyło jednak pierwszej potyczce spotkania. Natalia Bąk stoczyła zacięty bój z Mają Krzewicką. Zaciętego, inauguracyjnego seta wygrała 13:11, ale w dwóch następnych triumfowała rywalka. - W trzecim złapała rytm gry i zwyciężyła 11:4. Wydawało się, że w ostatnim secie pójdzie za ciosem, ale przeciwniczka objęła prowadzenie 3:0 i mimo pogoni Natalii tę przewagę utrzymała do końca. Ale mecz na pewno mógł się podobać kibicom, bo obie zawodniczki grały bardzo widowiskowo - relacjonuje trener Stelli Tadeusz Nowak.
Zdecydowanie mniej atrakcyjne było starcie Magdaleny Górowskiej z Chinką Qian Wang. Zawodniczka LUKS jest jedną z najskuteczniejszch pingpongistek w całej lidze, a na dodatek ma bardzo nieprzyjemny, destrukcyjny styl grania. - Magda nie potrafiła na nią znaleźć sposobu - nie ukrywa szkoleniowiec bieniaminka z Gniezna.
Kolejny mecz Stella rozegra w sobotę i to ponownie we własnej hali. O 16:00 podejmować będzie drużynę MKSTS Polkowice.
Stella Gniezno- LUKS Warmia Lidzbark Warmiński 0:3
Natalia Bąk - Maja Krzewicka 2:3 (13:11, 2:11, 7:11, 11:4, 7:11)
Magdalena Górowska - Qian Wang 0:3 (4:11, 5:11, 5:11)
Magdalena Wysocka - Monika Pietkiewicz 0:3 (9:11, 5:11, 2:11)
|