|
|
(fot. M.Ostajewski)
|
"Nie deptać flagi, nie pluć na godło" - ten cytat z Muńka Staszczyka pierwszy przyszedł mi do głowy, kiedy uświadomiłem sobie, że pogrzeb kaliskiej siatkówki żeńskiej nie jest sennym majakiem, ale okrutną rzeczywistością. Dlaczego akurat "Wychowanie" T. Love zagrało mi w uszach?
Sam fakt, że flagowa dyscyplina Kalisza odchodzi do lamusa w ogóle budzi we mnie zgrozę, ale z jeszcze większym obrzydzeniem patrzę na to, w jakich okolicznościach jeden z symboli najstarszego polskiego miasta dopełnia swoich dni. Zdeptany, opluty, pozostawiony sam sobie. Bez zająknięcia zahukanych lokalnych mediów (z wyjątkiem serwisów internetowych) i odrobiny zainteresowania ze strony miejskich władz. Niczym ubłocony gałgan, którego bezdomne psy wywlokły gdzieś za miasto. A przecież ten sam gałgan jeszcze niedawno powiewał chrągwią nad ratuszową wieżą. W jego cieniu dumnie prężyły się rzędy prezesów i miejscowych notabli. Gdzie oni teraz są? Kto sprzątnie trupa i z należnym mu szacunkiem złoży go w grobie? Dlaczego nie starcza nikomu odwagi, by choć palec umaczać w kloace, ale w efekcie zachować twarz? Czy ktoś w końcu zabierze głos?
Może i nie dało się uratować tej dyscypliny. Być może nawet sto pięćdziesiąt tysięcy złotych, które pozwoliłoby MKS Calisia wykaraskać się z długów, to zbyt duże obciążenie dla 400 milionowego budżetu miasta. Pewnie też istnieją ciekawsze i skuteczniejsze formy promocji. Zastanawiam się jednak, jakie wnioski z tej lekcji wyniosą nastolatki, które całe swoje życie podporządkowały temu, aby godnie reprezentować swoją małą ojczyznę i swój klub? Ze zdwojoną siłą wpajano im zasadę fair-play i uczono szacunku dla przeciwnika. Bo szacunek w sporcie jest najważniejszy. Podobnie, jak szacunek dla symboli - nawet jeśli się z nimi nie utożsamiamy!
I one mają w to uwierzyć...?
|