Wyniki losowania składu grup Ligi Europejskiej (Ligi Europejskiej? Ligi Europy? Ligi "Europa"? - ktoś wie jak to się teraz nazywa?) mogły wywołać wypieki na twarzach kibiców. Okazało się, że Lech Poznan zagra z Juventusem Turyn i Manchesterem City.
Trudno się nie ekscytować perspektywą zobaczenia na Bułgarskiej takich gwiazd jak: Del Piero, Buffon, Tevez, Robinho czy Adebayor. Jako, że jestem specjalistą od patrzenia przez lupę na naszą piłkarską rzeczywistość (a czasami nawet "pod włos"), to zastanowiła mnie jedna rzecz - czy Lech zagra w grupie 3-drużynowej?
Takie można odnieść wrażenie śledząc doniesienia medialne. Trzeba bardzo dobrze się przypatrzeć, żeby zauważyć, że w grupie jest jeszcze Red Bull Salzburg - etatowy ostatnio mistrz Austrii. Wygląda na to, że zapominając o nim niektórzy już doliczyli Lechowi 6 punktów. O jakże krótka jest pamięć kibica (i dziennikarza sportowego). Nic to, że nasi ulubieńcy przegrali u siebie z Interem Baku, nic to, że Ruch Chorzów dostał lanie od Austrii Wiedeń. Czy my - Polacy, pozbędziemy się tego mocarstwowego myślenia o sobie? Po niedawnych blamażach polskich drużyn w pucharach, Rafał Stec w "Gazecie Wyborczej" zauważył, że po przegranym meczu Wisły Kraków u siebie z Azerami, polskie firmy bukmacherskie nadal stawiały na zwycięstwo wiślaków na wyjeździe. Stec poszedł dalej - zapowiedział, że za rok, jak mistrz Polski (jakikolwiek zespół nim będzie) trafi na mistrza Mołdawii, z pewnością wszyscy uznamy, że jest murowanym faworytem do awansu. Taka nasza natura. Ma swój urok, ale gwarantuje huśtawkę emocjonalną - od euforii do rozpaczy.
Pozostaje nadzieja, że przynajmniej trener Zieliński zauważył, że Lech znalazł się jednak w grupie 4-drużynowej.
Felieton jest częścią blogu: www.pilkapodlupa.wordpress.com Zachęcamy do komentowania jego wpisów. |
||
| Michał Gniatkowski |