|
|
Piotr Reiss - kiedyś symbol Lecha, teraz Warty (fot. Krzysztof Kaczyński)
|
Najbliższy piłkarski weekend w Poznaniu zapowiada się na bardzo ciekawie – w piątek na Stadionie Miejskim przy Bułgarskiej zaprezentuje się Warta Poznań, a w niedzielę – Lech. Jeszcze parę lat temu widząc bannery z Reissem i Zakrzewskim zapraszającymi na mecz na Bułgarskiej od razu pomyślelibyśmy o Lechu. A teraz - patrzymy uważniej na ten banner i widzimy, że ich koszulki nie są niebieskie, tylko zielone, a obok nich nie ma Świerczewskiego, tylko Magdziarz…
Jak zobaczyłem ten banner to od razu pomyślałem sobie, że jednak życie nie znosi próżni, a konkurencja to dobra rzecz. Lech ostatnio ma wyjątkowo kiepską passę i wydaje się, że Warta ma teraz swoje „pięć minut” w walce o serca i pieniądze ( tak, tak – kibic to klient!) poznaniaków. To już takie kolejne „pięć minut”, które Warta zawdzięcza częściowo własnym staraniom, a częściowo spadkowi formy Lecha i zbiegowi niekorzystnych dla Lecha okoliczności związanych z obiektem (poprzednio taka sytuacja miała miejsce jesienią ubiegłego roku, gdy to żeby kibicować Lechowi trzeba było jeździć do Wronek). Wówczas na łamach „Wielkopolskiego Sportu” przyglądałem się Warcie na początku trudnej drogi do osiągnięcia nowej jakości. Czy tamto „pięć minut” sprzed roku zostało przez Wartę wykorzystanych? Myślę, że częściowo tak – o klubie było przez dłuższy czas głośno, zagościła na nowo w świadomości szerszej grupy poznaniaków, pojawiły się oznaki nowej jakości pod względem marketingowym. Niestety wiosną 2010 wróciły „upiory przeszłości” – problemy finansowe i tylko garstka ludzi na Drodze Dębińskiej. Czy teraz Warta wykona bardziej trwały krok do przodu?
A Lech? Tak jak w końcu po kilku latach walki „o majstra” sam wykorzystał słabość Wisły i Legii, tak samo teraz musi uważać i to uważać podwójnie – na płaszczyźnie sportowej bez kompleksów walczyły z nim Widzew i Arka, a na płaszczyźnie walki o pozycję w Poznaniu – atakuje Warta.
Taka presja na Lecha ze strony lokalnego rywala, który wreszcie może grać w warunkach pasujących na rok 2010, może tylko Lechowi pomóc. Jeśli „Kolejorz” ma na trwałe rządzić w naszej Ekstraklasie i znaczyć coś w Europie to nie może bać się konkurencji „zielonych”.
Jestem ciekawy jak będzie wyglądać frekwencja na Bułgarskiej w piątek, a jak w niedzielę. W końcu dojdzie do tego, że ten stadion żyje nie tylko raz na 2 tygodnie. Niewątpliwie będzie to też zadanie organizacyjne dla gospodarza obiektu, ale do takich wyzwań musi się on przyzwyczajać, jeśli reprezentacyjny obiekt Poznania ma zacząć przynosić zyski, a nie straty.
Felieton jest częścią blogu: www.pilkapodlupa.wordpress.com Zachęcamy do komentowania jego wpisów.
|