ARANDO DLB
Patronat klubom
Okoń na półkach
3 lutego nakładem Wydawnictwa Red Box w oficjalnej sprzedaży ukazała się książka...... więcej »
Miasto brydżystów
.

Nie jestem miłośnikiem brydża. Ba, nawet nie znam zasad tej gry. Wiem tylko, że potrzeba do niej czterech, ale to raczej wiedza zaszczepiona przez popkulturę, niż wydobyta z opasłych tomów czy publikacji poświęconych właśnie brydżowi.

 

Nigdy w brydża nie grałem, nie byłem na meczu brydżowym, a kiedy mówili o sukcesach polskich brydżystów, przełączałem na inny kanał albo korzystałem z chwili, by zaparzyć herbatę. Teraz to się zmieni. Muszę polubić brydża, muszę się z nim oswoić, może nawet zacznę na brydża chadzać. Wszak nie wypada być na bakier z flagową dyscypliną miasta, w którym się żyje.

 

Moje miasto liczy 108 tys. mieszkańców i jest na 37. miejscu w kraju pod względem liczby ludności. To całkiem niezły wynik, jak na 897 miejscowości, które w Polsce mogą pochwalić się posiadaniem praw miejskich. Do niedawna chodziło się tu na mecze siatkówki. Dziewczyny grały rewelacyjnie, czterokrotnie zdobyły mistrza. Ludzie żyli tym sportem. Ja sam, choć mieszkam tu od niedawna, w ciągu kilku dni zaraziłem się miłością do „sita”. I Bogu dziękować zdążyłem nieco skosztować atmosfery sportowego święta, jakim był każdy mecz. Dziś po złotej drużynie pozostały zgliszcza. Zbyt wiele musiałoby się wydarzyć, aby udało się jeszcze coś uratować. Dlatego muszę poszukać alternatywy. Stąd brydż. To jedyna dyscyplina, w której moje miasto ma reprezentantów w najwyższej lidze. Ostatnio wyczytałem, że mamy tu u nas nawet wicemistrza Europy. Tak! Brydż to ostatnia szansa.

 

Jest co prawda w moim mieście jeszcze kilka drużyn, ale one w większości walczą albo o byt, albo na głębokiej prowincji. Gdyby wziąć pod uwagę pięć najpopularniejszych gier zespołowych (piłka nożna, koszykówka, siatkówka, piłka ręczna i hokej) i w oparciu o najwyższy szczebel rozgrywek naszkicować sportową mapę Polski, to miasta w którym żyję próżno na tej mapie szukać. I pewnie zaraz znajdzie się ktoś, kto wyskoczy z przykładem czterokrotnie większego Szczecina, albo trzystutysięcznych Katowic. Marna to jednak pociecha, chełpić się cudzym nieszczęściem, wiedząc przy tym, że w takiej ponad dwudziestokrotnie mniejszej Muszynie czy niewiele większym Żukowie ekstraklasę jednak mają. A przecież miast i miasteczek, gdzie można zdzierać gardło dopingując elitę jest więcej - Bełchatów, Brzeg, Kwidzyn, Kołobrzeg, Koszalin, Leszno, Polkowice, Lubin, Puławy, Zgorzelec, nie wspominając o największych metropoliach między Odrą a Bugiem.

 

Niedawno dowiedziałem się jednak, że moje miasto będzie słynne na całą Polskę. Przyjedzie do nas Radio Zet i będzie promować to miejsce. Obyśmy tę obecność dobrze wykorzystali, bo następna wizyta ogólnopolskich mediów może zdarzyć się tu nieprędko. Gdybyśmy mieli jakąś medialną drużynę, to co innego. Może nawet jakiegoś korespondenta przysłano by na stałe. W moim mieście woli się jednak rozgłos jednorazowy i krótkotrwały. Na nikim nie robią wrażenia przykłady Grodziska Wlkp. czy Wronek, które w świadomości lwiej części społeczeństwa wyryły się dzięki kopiącym w nich piłkę chłopakom, a tamtejsi biznesmeni wciąż pną się w rankingach najzamożniejszych nad Wisłą. W Kaliszu - mieście brydżystów - pieniądze i sława przestały być w cenie jakieś dwa lata temu.

Marcin Ostajewski
Chcesz być informowany o wydarzeniach związanych
z portalem WielkopolskiSport.PL?

Podaj swój adres e-mail:
WS FB
AGNIESZKA JERZYK
AGNIESZKA JERZYK

Triathloniska leszczyńskiego klubu 64-sto jest jedną z najlepszych kobiet uprawiających tę dyscyplinę w naszym kraju. Robi systematyczne postępy od kilku lat, a jej celem są Igrzyska Olimpijskie 2012 w Londynie. więcej »
"Umiemy się skoncentrować na dobrych zespołach i spiąć się, kiedy jest "sytuacja podbramkowa". A jak już wychodzimy na prostą, to dostajemy w dupę."
Rafał Walczak
Trener szczypornistów Grunwaldu Poznań po porażce z Pomezanią Malbork
Wszelkie prawa zastrzeżone. | Project by Arando - Created by MadKittens