W komentarzu do jednego z wpisów na blogu "Piłka Pod Lupą" zostałem wywołany do tablicy, aby zająć się tematem reorganizacji rozgrywek piłkarskich jaka dokonała się rok temu. Polegała ona nie tylko na przyjęciu nowej terminologii odnośnie dwóch najwyższych klas rozgrywkowych (Ekstraklasa i I liga zamiast I i II ligi), ale także na ustanowieniu nowej II ligi (w dwóch grupach) i reformie III ligi (osiem grup zamiast czterech). Z tego powodu wywołała reperkusje nie tylko na szczeblu krajowych, ale również w każdym województwie. Po zakończeniu sezonu przychodzi czas na małe podsumowanie.
Nie przypominam sobie, aby PZPN jakoś szczególnie informował o powodach reorganizacji. Spróbujmy domyślić się, jakie to były powody. Myślę, że można pokusić się o pięć wątków: kwestię nazewnictwa, wyrównywanie szans w rywalizacji (przetasowania drużyn), uwarunkowania geograficzne (odległości), założenia co do profesjonalnego albo amatorskiego charakteru rozgrywek oraz interesy PZPN.
Nazewnictwo. Na pewno jednym z powodów reorganizacji była konieczność zastosowania nowego nazewnictwa, po przemianowaniu I ligi na ekstraklasę. Rozumiem argumenty, że spółka Ekstraklasa SA chce rozwijać swój „produkt” i przez to właśnie elegancko go „opakowała” w nazwę „ekstraklasa”. Jest to dla mnie zrozumiałe, bo dopinguję każdej inicjatywie, która ma zmieniać nasz siermiężny futbol na lepsze. Tylko naprawdę czasem trudno przechodzą mi przez gardło określenia „drużyna ekstraklasy” czy „ekstraklasowy piłkarz”, gdy wiem, że nawet najlepsze drużyny naszej klasy „ekstra” to w realiach europejskich co najwyżej II-ligowcy, a gwiazdy naszej „ekstraklasy” kierują się raczej na Cypr czy do Austrii niż do Anglii czy Hiszpanii.
Często argument o nazewnictwie pada też na niższych szczeblach. Niektórzy mówią, że łatwiej jest znaleźć sponsora dla klubu „ligowego” niż „klasowego”. Może tak, może nie. Ja sobie myślę, że jako sponsor nie czułbym się jakoś specjalnie bardziej dowartościowany wiedząc, że „mój” klub gra w IV lidze, bo akurat była reorganizacja, a tak to grałby w „okręgówce”. Warto tu wspomnieć o legendarnych już sporach o to, czy w Wielkopolsce powinna być jedna czy dwie grupy IV ligi. Oczywiście gdy padają głosy o niskim poziomie rozgrywek prowadzonych w dwóch grupach, to wszyscy zgadzają się, że trzeba połączyć obydwie grupy, ale jak przychodzi do podejmowania decyzji, to okazuje się, że „koszula bliższa ciału”, przeważa strach przed utratą IV-ligowego statusu i wszystko pozostaje po staremu.
„Przetasowanie” drużyn i wyrównywanie szans. Każda reorganizacja znajduje trochę uzasadnienia w dążeniu do „przetasowania” zespołów z różnych regionów, województw czy powiatów, tak aby wyrównać szanse. Inaczej mówiąc - dać szansę drużynom, które z powodów geograficznych mają silniejszych przeciwników i nie mogą się przebić wyżej, a dzięki reorganizacji mogą zagrać z drużynami z innego województwa czy powiatu, które są teoretycznie słabsze. Takiemu uzasadnieniu trudno odmówić racji. Niekiedy okazuje się jednak, że rezultat takiego „przetasowania” jest zaskakujący (jak np. to, że kujawsko-pomorskie zespoły ograły wielkopolskie w III lidze, o czym pisałem w felietonie „Wielkopolska piłka coraz słabsza").
Uwarunkowania geograficzne (odległości). Chodzi rzecz jasna o koszty wyjazdów. To kwestia o niebagatelnym znaczeniu. Nikomu nie trzeba tłumaczyć, że w czasach kryzysu i nieprzewidywalnych cen paliwa, każda „stówa” jest oglądana w klubie trzy razy zanim ją się wyda. Tutaj trudno o kompromis - nie da się tak przeprowadzić granic, żeby wszyscy byli zadowoleni. Zawsze znajdzie się miasto, które znajduje się na uboczu mapy danej grupy i miejscowemu klubowi bliżej byłoby do ośrodka położonego już na terenie innej grupy. Przez to reorganizacja miała swoje plusy. Słyszałem np., iż działacze Jaroty Jarocin rok temu obliczyli sobie, że wyjazdy na mecze w II lidze będą kosztować mniej niż na mecze w III lidze.
Gdzie zawodowstwo, a gdzie amatorstwo? Nie ma wątpliwości, że Ekstraklasa i I liga powinny być w pełni profesjonalne (czy tak jest to już zupełnie inna kwestia). Stworzenie dwóch grup II ligi (w miejsce czterech grup III ligi) mogło wskazywać, że PZPN zakłada, że taka nowa II liga stanie się przynajmniej przedsionkiem zawodowstwa. Mimo, że na tym szczeblu było kilka całkiem uznanych „marek” (w grupie zachodniej: Pogoń Szczecin, Zagłębie Sosnowiec, Zawisza Bydgoszcz, Raków Częstochowa), to chyba jednak założenia o profesjonalizmie II ligi nie znalazły potwierdzenia w rzeczywistości. Okazało się, że niektórych klubów najzwyczajniej nie stać na grę w tej klasie. Jeśli dotyczy to nawet klubu z nie tak biednego miasta jakim jest Kołobrzeg, to musi to niepokoić.
Interesy PZPN. Nie chcę wszędzie doszukiwać się winy PZPN, ale moim zdaniem częściowo winne są też wysokie opłaty, jakie przed rozgrywkami każdy klub musi uiszczać na rzecz Związku. Sprawia to, że niestety cała reorganizacja ma pewne cechy „skoku na kasę”. Wygląda na to, że PZPN zechciał zrekompensować sobie utratę klubów ekstraklasy (na rzecz spółki Ekstraklasa SA) i postanowił odbić to sobie poszerzając swoje wpływy „w dół”.
Zdaję sobie sprawę, że całą kwestię reorganizacji można by rozpatrywać również poprzez próbę odpowiedzi na pytanie: „Czy w danej lidze powinni występować ci, którzy wywalczyli sobie w niej miejsce na boisku czy ci, których na to stać?”. Taką analizę postaram się przeprowadzić niebawem.
Felieton jest częścią blogu: www.pilkapodlupa.wordpress.com Zachęcamy do komentowania jego wpisów. |
||
| Michał Gniatkowski |