W kultowym filmie z czasów PRL "Poszukiwany, poszukiwana" badano zawartość cukru w cukrze. Ja dzisiaj postanowiłem zbadać zawartość Lecha w Lechu.
Chodzi mi oczywiście o to czy w poznańskim klubie grają wychowankowie, a przynajmniej zawodnicy z Wielkopolski. Nie jestem idealistą i wiem, że nie da się walczyć o najwyższe trofea samymi wychowankami. Ale czy jednak Lech nie powinien bardziej z nich korzystać? Pytanie jest tym bardziej aktualne, że same władze Kolejorza deklarują chęć znalezienia nowej „twarzy marketingowej” klubu. Trudno zaś o lepszą, niż wychowanek.
Czy ktoś jeszcze pamięta, że czasami mówiło się o Lechu jako o polskim Athletic Bilbao, czyli klubie opartym na “miejscowych”? W obecnej drużynie właściwie jest tylko jeden wychowanek - Jakub Wilk. Co gorsza - trener nie wprowadzał do drużyny nowych. To dziwne biorąc pod uwagę, że Lech grał na kilku frontach, a drużyna Młodej Ekstraklasy sprawuje się całkiem dobrze. Co więcej, Kolejorz jest dumny z systemu szkół, nad którymi objął patronat.
Gdzie tkwi błąd? Czy mamy wyjątkowo kiepską generację młodych piłkarzy, zachowawczego trenera czy przyczyna tkwi jeszcze w czym innym? Dlaczego Artur Marciniak, kapitan reprezentacji U-21 z MŚ w Kanadzie jest w Bełchatowie (i prawie w ogóle nie gra)? Dlaczego inny wychowanek Bartosz Salamon robi karierę we Włoszech (Brescia – Serie B), a nie w Lechu? Jesienią mieliśmy w wielkopolskich drużynach kilku wyróżniających się zawodników. Szybko zmienili kluby na lepsze. Zadziwiające jest, że Lech nie zainteresował się takimi piłkarzami jak Derbich (Tur Turek, obecnie: Cracovia), Cichos (Tur Turek, obecnie: Korona Kielce) czy Smektała (Jarota Jarocin, obecnie: Piast Gliwice). Czy bramka strzelona Lechowi przez tego ostatniego zmieni coś w spojrzeniu włodarzy KKS?
Felieton jest częścią blogu: www.pilkapodlupa.wordpress.com Zachęcamy do komentowania jego wpisów. |
||
| Michał Gniatkowski |