W ubiegłą środę cała Polska wstrzymała oddech… W końcu UEFA ogłosiła - EURO 2012 odbędzie się w 4 polskich miastach. Emocje już (prawie) opadły, a ja postanowiłem wrócić do tego tematu mimo, że wydaje się, że w mediach powiedziano już wszystko.
Oglądając i czytając relacje medialne odniosłem wrażenie, że stała się jakaś tragedia, bo mecze EURO 2012 nie będą rozgrywane w 4 polskich miastach, a nie w 6. Szefowa kandydatury Krakowa płakała, Prezydent Krakowa zapowiadał, że „będzie domagał się wyjaśnień od UEFA”, Antoni Piechniczek pomstował na spisek anty-śląski, Zbigniew Boniek zapowiedział, że gdyby on był prezesem, to na pewno mielibyśmy 6 miast... Opozycja oczywiście skorzystała z okazji i przystąpiła do ataku na rzekomo nieudolnego ministra i rząd.
Sprzed telewizora i ekranu komputera chciałem krzyczeć: „Ludzie! Opamiętajcie się!”. UEFA pochwaliła Polskę za przygotowania, uznała, że 6 miast jest przygotowanych do goszczenia EURO. Okazało się, że wątpliwości sprzed dwóch lat („czy zdążymy”?) zostały rozwiane. Sceptycy nie mieli racji. Polska stanęła na wysokości zadania. Czy my, Polacy, nie potrafimy się cieszyć z własnych osiągnięć?
Niektórzy zwolennicy „6-stki” ewidentnie liczyli na potknięcie Ukraińców - jedni mówili to otwarcie, a inni sugerowali to „między wierszami”. Skorzystanie z potknięcia Ukraińców moim zdaniem byłoby naszym pyrrusowym zwycięstwem - nieodwracalnie popsuta zostałaby dobra atmosfera między dwoma krajami-gospodarzami. Mówiąc wprost - Ukraińcy uznaliby to za policzek od Polski, UEFA i ogólnie - Europy. To byłoby fatalne pod każdym względem. Nie podobały mi się też plany zorganizowania „polskiej” części mistrzostw w 6 miastach. Turniej wtedy za bardzo by się „rozmył”. Czy o mieście, w którym byłyby rozgrywane 2 mecze można by z czystym sumieniem mówić, że to miasto gości EURO 2012?
Władzom Krakowa i Chorzowa też należą się gratulacje i słowa uznania za to, co do tej pory zrobiły. Mam nadzieję, że gdy przejdzie już im „kac” po decyzji UEFA, podejdą do sprawy konstruktywnie i pomyślą jak mogą wykorzystać swoje przygotowania i perspektywę EURO 2012. Możliwości jest sporo - organizacja finału Ligi Europejskiej? Mistrzostwa kibiców? Otwarcie się na inne dyscypliny sportu? Do dzieła, Panie i Panowie! Piłka nożna nie kończy się na EURO 2012, a świat nie kończy się na futbolu.
Felieton jest częścią blogu: www.pilkapodlupa.wordpress.com Zachęcamy do komentowania jego wpisów. |
||
| Michał Gniatkowski |