|
|
.
|
Ileż emocji! Dramaturgia od pierwszej do ostatniej minuty. No dobrze - trochę przesadziłem, w końcu całość chyba nawet 60 sekund nie trwała.
Ale za to wrażeń dostatek. Przecież na pomoście stanął srebrny medalista Igrzysk Olimpijskich w Pekinie w podnoszeniu ciężarów. Trochę co prawda dziwne rozwiązanie, że do losowania par półfinałowych piłkarskiego Pucharu Polski zaproszono sztangistę, ale widocznie stwierdzono, że tylko on "dźwignie" ciężar odpowiedzialności. W ramach rewanżu czekam na Sebastiana Milę bijącego rekord kraju w rwaniu.
Szymon Kołecki zapomniał wprawdzie o przetarciu dłoni kredowym proszkiem, ale na szczęście żadna kuleczka z palców mu się nie wyślizgnęła. Byłby kłopot, gdyby coś się w szklanej wazie poprzestawiało. Tyle przygotowań... Dlatego nasz mistrz sztangi, bez zbędnego mieszania po prostu chwytał i wyciągał. Nawet nie musiał czekać, aż sędziowie zapalą światełka. Wszystkie próby zostały od razu zaliczone.
W ustawianie losowania pod Legię nie wierzę. Powiedzmy, że mają piłkarze z Łazienkowskiej wyjątkowego farta, co do kolejnych pucharowych rywali. Bardziej przemawia do mnie podejście telewizyjno-marketingowe. Bo w końcu jak się za grubą kasę kupiło prawa do transmisji rozgrywek, to fajnie w każdej rundzie mieć jakiś hit. W poprzedniej była to konfrontacja Lecha z Wisłą. W chorzowskim finale najwięcej emocji przyniósłby na pewno mecz Kolejorza z Legią. To po co psuć sobie nastrój potyczką tych drużyn szczebelek niżej? Pewnie, że istnieje szansa na awans Polonii oraz Ruchu. No ale jakiś element niespodzianki w sporcie musi być. W losowaniu już niekoniecznie.
Dziwnym trafem podział par półfinałowych potrafiła przewidzieć większość piłkarskich kibiców w tym kraju. Jakoś się nie pomylili. W ten sposób jedyną atrakcją ceremonii przeprowadzonej w siedzibie ITI była możliwość obejrzenia Franciszka Smudy w garniturze. Gdy Szymon Kołecki wyciągal kolejne kuleczki i odczytywał nazwy drużyn, szkoleniowiec Lecha delikatnie uśmiechał się znad krawata. Czyżby też wiedział, co usłyszy?
|