|
Pierwszy raz poczułem go, gdy wrocławska prokuratura zatrzymała Zbigniewa W. W ramach śledztwa w sprawie korupcji w polskim futbolu był to pierwszy element tak wyraźnie dotykający Lecha Poznań. Jakoś małe znaczenie miał fakt, że podobno nie chodziło o kupienie ale o sprzedanie. W końcu, z której strony by tego tematu nie dotknąć, zawsze wyjdzie oszustwo.
Mam świadomość, że w pewnym okresie w polskim futbolu „umoczeni” byli wszyscy. Kupowali i sprzedawali piłkarze, sędziowie i działacze. Takie były niestety realia i trzeba się było do nich dostosować, bo inaczej nie było szans na przetrwanie. Próby zachowania „dziewictwa” skutkowały futbolowym niebytem. Przekonał się o tym między innymi właściciel Groclinu Dyskobolii – Zbigniew Drzymała, podkreślając między wierszami jednego z wywiadów, że kto nie chciał zaakceptować ówczesnych „zasad” gry, po prostu z niej wypadał. Myślę, że akceptowali w końcu wszyscy.
Dlatego nie wierzyłem też w „dziewiczą czystość” Kolejorza. Można się było spodziewać, że w korupcyjnym kontekście trafi on jeszcze na czołówki serwisów informacyjnych. A im lepiej obecny Lech będzie się spisywał na boisku, tym większą czcionką grzmieć będą grzechy jego przeszłości.
Na wydarzenia pierwszych dni lutego każda czcionka będzie za mała. Szok po zatrzymaniu żywej legendy poznańskiego klubu trwać będzie zapewne bardzo długo. Dramat zawodnika i przede wszystkim dramat kibiców miotających się między dotychczasowym uwielbieniem, a zwykłym poczuciem przyzwoitości, które nakazuje nazywać pewne rzeczy po imieniu. Zwłaszcza jeśli sam zainteresowany – zgodnie ze słowami prokuratora – potwierdza część zarzutów.
Ten ból tak szybko nie ustapi. Przez długi czas będzie szarpał każdego z nas. Będziemy bić się z myślami i pytaniem – dlaczego właśnie ON? I będziemy ten bój przegrywać, tak jak ON kilka lat temu przegrał walkę z samym sobą, płynąc z nurtem korupcyjnej rzeki. Tylko, że świadomość piłkarskich realiów sprzed lat wcale naszego bólu nie zmniejszy.
|