|
|
(fot.P.Modliński)
|
Podobno nie należy ciągnąć dwóch srok za ogon. Strasznie się draństwo wyrywa i może się zdarzyć, że w końcu nie utrzymamy żadnej. Doświadczeni podpowiadają, że lepiej skoncentrować się na jednej, bo - tu znów użyję ptasiego określenia - lepsza jedna sroka w garści, niż obie na dachu... czy jakoś tak. Niestety nikt nie wyjaśnia co zrobić, gdy w naszych rękach znajdą się aż trzy sroki naraz.
Piłkarze poznańskiego Lecha w tym sezonie walczą na trzech frontach - w Pucharze UEFA, lidze oraz Remes Pucharze Polski. Pucharu Ekstraklasy nie liczę, bo te rozgrywki dla Kolejorza skończą się bardzo szybko. Nawet jeśli rywal będzie wyjątkowo słaby, to zawsze można szybko wpuścić juniorów i liczyć na walkowera. Trzy pozostale "przyczółki" zostaly jednak mocno uchwycone i nikt nie ma zamiaru z żadnego rezygnować. Puchar UEFA to promocja dla klubu, kasa z transmisji i biletów oraz szansa na podbicie ceny piłkarzy. W ekstraklasie szansa na wymarzonego "majstra" jest większa, niż kiedykolwiek. Dla Franciszka Smudy kolejnej w tym klubie już może nie być. Wreszcie Puchar Polski - najkrótsza droga do następnej przygody na europejskich boiskach. Droga, na której jednak potknąć się nie można, bo w odróżnieniu od ligi szanse na odrobienie strat są minimalne.
Mając 22 zawodników o wyrównanych umiejętnościach można pomyśleć o tasowaniu składem i trzymaniu za ogon wszystkich trzech srok. Problem jednak w tym, że Kolejorz "ławkę" ma zdecydowanie słabszą od wyjściowej jedenastki. Piotr Reiss powoli szykuje się do zakonczenia kariery, Cueto, Machaj czy Kononowicz to melodia przyszlości, a powracający do zdrowia Kucharski czy Kikut potrzebują czasu. A pierwszy skład w końcu kiedyś zacznie odczuwać zmęczenie. To jak tu w nim "mieszać" i mieć pewność, że żaden z uchwyconych przyczółkow nie zostanie stracony?
Dlatego przed Franciszkiem Smudą ciężki wybór. Każda sroka swój ogon chwali, bo jeden ładniejszy od drugiego. Tylko czy warto starać się utrzymać wszystkie?
|